Nazywa się Nela, ma 36 lat. Pochodzi z Koszalina, ale jest szaleńczo zakochana w Warszawie. Malarstwo jest jej autoterapią. Jest czytelniczką portalu Zdrowa Głowa, która pojawiła się na jednym ze spotkań czytelników w Warszawie. O diagnozie, terapii, malarstwie, źródłach inspiracji i o życiu z osobowością z pogranicza (borderline*) z Nelą Dębiec, której wernisaż prac odbędzie się już w najbliższą sobotę w galerii Fochy i Fanaberie na Warszawskiej Pradze, rozmawiały Joanna Gutral i Arletta Szulwic, założycielki portalu Zdrowa Głowa i fanki prac Neli.

 

Zdrowa Głowa: Kiedy zaczęłaś malować?

Nela Dębiec: Maluję od grudnia 2017 r., czyli od zaledwie pół roku.

 

ZG: Pół roku? I już masz wernisaż? Szybkie było tempo. Opowiedz jak do tego doszło.

Nela: To fakt, tempo było bardzo szybkie. To jest dla mnie abstrakcja, że ja maluję bo wcześniej nawet nigdy nie pomyślałabym, że mogłabym w tym kierunku iść. Zaczęło się to od tego, że na terapii terapeutka zaleciła mi rysowanie. Ja bardzo chciałam iść do szkoły aranżacji wnętrz, ale mam problem z perspektywą i muszę się jej uczyć rysować. Problem polega na tym, że bardzo nie lubię tego robić, odwzorowywać, uczyć się, planować. Terapeutka zaleciła mi, że powinnam codziennie rysować przez pół godziny. Choćby nie wiadomo co to było i jak bardzo by mi się nie chciało – miałam każdego dnia przez pół godziny rysować. Kupiłam sobie szkicownik, wszystkie ołówki, cały zestaw do rysowania. No i tak rysowałam przez dwa tygodnie, codziennie. Po tym czasie miałam tego serdecznie dość – to było dla mnie strasznie nudne. Poza tym ołówek nie ma koloru, a ja kocham kolor! Wtedy wkroczyła moja przyjaciółka, która na urodziny kupiła mi płótno i farby – taki najprostszy zestaw, który można kupić w każdym sklepie papierniczym. I od tego się zaczęło – tak powstał mój obraz „Lęk”.

To był też taki moment w moim życiu, kiedy kompletnie nie wiedziałam już, co mam ze sobą zrobić – w ten sposób wyrzuciłam z siebie wszystkie trudne emocje. Nawet nie wiedziałam, że tyle ich we mnie siedzi. Kiedy malowałam ten obraz, byłam całkowicie „wyłączona”, „odcięta”. Po jego namalowaniu byłam bardzo zmęczona – czułam, że przelałam na płótno wszystko, co w tym momencie było we mnie. Opowiedziałam o tym terapeutce i pokazałam jej ten obraz na sesji a ona na to: „Na co czekasz? Maluj!”. I tak to się właśnie rozpoczęło – zaczęłam malować i to zaczęło się rozwijać. To, co dla mnie jest najważniejsze to w malowaniu, to mieszanie kolorów – żeby uzyskać odpowiedni kolor. To jest dla mnie największa frajda i zabawa bo ja pracuję kolorem. Ważna jest dla mnie również struktura obrazu, żeby był on trochę trójwymiarowy.

 

Obrazy Neli Dębiec

Obrazy Neli Dębiec

ZG: Uczyłaś się gdzieś malować?

Nela: Nie, wszystkiego nauczyłam się sama. Próbowałam się uczyć z YouTube’a, ale było to dla mnie trudne, nie potrafiłam dotrwać do końca filmu, więc wszystkiego nauczyłam się metodą prób i błędów sama. To była nauka przez doświadczenie.

 

ZG: Okej, czyli tak zaczęła się Twoja przygoda z malowaniem. A skąd wzięła się terapia?

Nela: Nie wiem od czego zacząć. Tak naprawdę nie jestem długo w terapii, bo ta prawdziwa zaczęła się w Klinice Nerwic w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie dwa lata temu. Byłam tam przez pół roku na terapii zamkniętej. Tam zdiagnozowano mi borderline.

 

ZG: Osobowość z pogranicza*?

Nela: Tak, takie czyste borderline, bez żadnych mieszanych innych zaburzeń. Ta terapia zmieniła we mnie wszystko. Kiedy trafiłam do Kliniki Nerwic byłam w bardzo złym stanie psychicznym. Wtedy w ogóle nie wiedziałam kim jestem. Nie miałam żadnej świadomości siebie, żadnej świadomości relacji, życia w ogóle. Bardzo dobrze pamiętam moje pierwsze zajęcia. Zapytano mnie, kim jestem i jakie są moje potrzeby tu i teraz? Nie wiedziałam co powiedzieć! Jak to moje potrzeby? Skąd ja mam wiedzieć, czego chcę? Kim jestem? Byłam strasznie pomieszana.

 

ZG: Jak farba, jak Twoje obrazy i kolory…

Nela: Dokładnie! Dopiero tam różne elementy zaczęły układać się w logiczną całość, jak obraz.

 

„Borderline”

ZG: Zastanawiam się jak daleką drogę przebyłaś od tego momentu, kiedy otrzymałaś diagnozę do malowania. Czy ta diagnoza ma związek z malowaniem?

Nela: Tak. Kiedy się leczyłam w Klinice Nerwic o borderline mówiono, że to choroba i to niełatwa. Ja się w ogóle z tym nie zgadzałam, strasznie bolały mnie takie słowa. Ja nie czuję się chora. To zaburzenie to jestem ja, jest to część mojej osobowości, nad którą zaczęłam pracę, a w zasadzie z którą próbuję podjąć współpracę. Wiem, co mogę zmienić, nad jakimi partiami pracować. Największy problem, który odczuwam mając ten typ osobowości, to emocje. Jest ich za dużo, są bardzo intensywne, przeplatają się, wirują, ciężko za nimi nadążyć. Dopiero dzięki terapii zaczęłam rozumieć co czuję. I wciąż się uczę bogactwa tych doznań. Wcześniej kompletnie nie odróżniałam emocji, nie potrafiłam nazwać tego co odczuwam. Uczę się ich, tak po prostu, jak każdy z nas kiedyś uczy się pisać i czytać. Udaje mi się ten proces wykorzystywać także twórczo – przelewam tę naukę na obrazy.

 

ZG: Okej, wyobraźmy sobie, że stoisz przed czystym płótnem. Co się dzieje? Malujesz to co w danym momencie czujesz? Czy masz wcześniej jakąś koncepcję?

Nela: To jest tak, że mam wcześniej jakąś koncepcję, zarys, kierunek. Np. przy obrazie „Borderline” czułam, że obraz powinien być czarny, a dopiero na nim będę pracowała neonowymi farbami. W trakcie malowania jednak koncepcja ta się zmieniła – w wyniku tego, co w tamtej chwili czułam. Albo obraz „Więzienie” – jego koncepcja początkowo była zupełnie inna, on się miał nazywać „Spokój”. To się dzieje naturalnie – nie trzymam się na siłę tego, co wcześniej wymyśliłam, tylko podążam za tym co czuję, myślę. Każdy z moich obrazów jest od początku do końca jakimś konkretnym, domkniętym procesem. Maluję taki obraz przez kilka godzin, nie raz w trakcie procesu twórczego zastawał mnie świt.

 

„Kosmos”

„Kosmos”

ZG: Jak się czujesz kiedy kończysz malować?

Nela: Dla mnie namalowanie każdego obrazu to jest duże przeżycie. Ja po każdym z nich jestem bardzo, ale to bardzo zmęczona. Pochłania to ogromną ilość energii. Ale daje satysfakcję, ulgę i spełnienie. Każdy obraz jest ważny bo to są moje własne emocje i każdy z nich jest związany z konkretnym wydarzeniem. To takie pokłosie tego, co dzieje się nie tylko w moim świecie wewnętrznym, ale i zewnętrznym – spotkanie z bliską osobą, tworzenie relacji, ze złym albo dobrym dniem… Jako, że jestem osobą, która ma miliard emocji na minutę, elementów na obrazach jest bardzo dużo. Lubię pracować kolorem – każda emocja, którą podczas odczuwam to jest jakiś kolor.

 

ZG: Zawsze ten sam dla danej emocji?

Nela: Nie, niekoniecznie. Kiedyś moja terapeutka powiedziała, że kiedy mam problem z emocjami to powinnam sobie wyobrazić taką wielką kulę złożoną z cieczy. W tej kuli znajduje się mnóstwo przeróżnych kolorów. Co by się stało, gdybym spróbowała ją rozbić? Teraz widzę, że ją rozbiłam – albo rozbijam za każdym razem, kiedy maluję – i te kolory-emocje ciągle wypływają ze mnie – najczęściej na płótno.

 

„Hipermania”

„Hipermania”

ZG: To wszystko spadło na Ciebie w dość krótkim czasie bo w przeciągu dwóch lat – informacja o borderline, nauka emocji, malowanie, przelewanie emocji na płótno, wernisaż… Czy myślisz, że gdyby nie borderline, Twoje obrazy wyglądałyby tak jak wyglądają?

Nela: Nie, jestem przekonana, że nie. Wielu osobom nie podobają się moje obrazy ponieważ według nich za dużo się na tych obrazach dzieje i że są one bardzo krzykliwe, chaotyczne. I ja to rozumiem. To jest tak, że te obrazy muszą do kogoś trafić, przemówić. Jeżeli ktoś przeczyta tę historię, a następnie spojrzy na obrazy, może łatwiej będzie mu je zrozumieć. Ale też nie tego oczekuję. Każdy może patrzeć na te moje pejzaże emocji, ale zapraszam także jego historię i uczucia do interpretacji dzieła.

 

ZG: To zabawne, bo kiedy powiedziałaś, że te obrazy to Twoje emocje, to od razu pomyślałam, że każdy z nas ma inną emocjonalność i dlatego różnie ludzie te obrazy mogą interpretować.

Nela: To prawda. Jedna z moich koleżanek powiedziała, że obraz „Kosmos”, który namalowałam dla mojego partnera Wojtka nieco się różni od pozostałych – że widać w nim więcej spokoju, że jest bardziej uporządkowany i dziewczęcy i że odbiera to, jako być może dążenie do stabilizacji. Być może i ja odczuwam inne emocje względem tej relacji, zatem i styl jest inny.

 

ZG: Zbliża się Twoja wystawa i wernisaż. Dlaczego warto na nią przyjść? A w szczególności dlaczego warto żeby osoby z problemami emocjonalnymi czy psychicznymi powinny zobaczyć Twoje obrazy? Pytam o to bo jesteś osobą, która ma typ osobowości borderline i takich osób jest więcej. Różny jest poziom akceptacji i życia z borderline… Zastanawia mnie, gdyby ten wywiad czytał teraz ktoś, kto ma borderline i nie bardzo daje sobie z tym radę – i z tym typem osobowości i ze swoim życiem, to dlaczego warto żeby taka osoba przyszła na Twoją wystawę?

Nela: Chciałabym pokazać, że te trudne, intensywne emocje można wykorzystać w konstruktywny, pozytywny sposób. Że arteterapia może pomóc w zmaganiu się z lękiem i bólem emocjonalnym. Warto zaznaczyć, że posiadanie pasji jest formą autoterapii. Ja nie wiedziałam, że mam taką pasję a w tym momencie nie wyobrażam sobie bez tego życia.

 

„Lęk” – pierwszy obraz Neli

ZG: Powiedziałaś, że jest to dla Ciebie pewną formą autoterapii – autoterapii kiedy jest źle, czy kiedy jest dobrze?

Nela: Jedno i drugie. U mnie jest nadmiar emocji zarówno tych trudnych, jak i tych przyjemnych, a żadne skrajności nie są dobre. Kiedy ja się cieszę to u mnie jest euforia i to też jest problematyczne. Obraz „Radość” – tam jest wyrzucona cała euforia i poprzez malowanie mogłam bezpiecznie ją wyrazić.

 

ZG: Czyli rozumiem, że na wernisażu zobaczymy pół roku Twojego życia?

Nela: Tak. Od wczesnej Neli do teraźniejszej Neli.

 

ZG: A przyszła Nela?

Nela: Przyszła Nela ma w planach pójście na ASP. Potrafię to wreszcie głośno powiedzieć, bo jeszcze niedawno nie przeszłoby mi to przez gardło. Zostałam do tego zachęcona przez życzliwe osoby działające w świecie sztuki – dzięki nim nabrałam nieco pewności siebie, jeśli chodzi o planowanie przyszłości związanej z malowaniem. Jeżeli nie za rok to za dwa – będę próbować dostać się na ASP aż do skutku. To jest teraz jednym z moich celów w życiu, co też jest dużą zmianą, bo wcześniej nie miałam pojęcia jaki jest cel. A teraz go znalazłam i podzielę się nim z Wami już w najbliższą sobotę. Zapraszam Ja wespół z moim borderline.

 

Zespół Zdrowa Głowa przyłącza się do zaproszenia.

 

Data i miejsce:

30 czerwca 2018 r.
godz. 18.00

Fochy i fanaberie
ul. Ząbkowska 3, Warszawa

Więcej informacji na STRONIE WYDARZENIA.

 

Do zobaczenia! 🙂

 

* Osobowość z pogranicza (borderline) – „zaburzenie osobowości charakteryzujące się wahaniami nastroju, napadami intensywnego gniewu, niestabilnym obrazem siebie, niestabilnymi i naznaczonymi silnymi emocjami związkami interpersonalnymi, silnym lękiem przed odrzuceniem i gorączkowymi wysiłkami mającymi na celu uniknięcie odrzucenia, działaniami autoagresywnymi oraz chronicznym uczuciem pustki (braku sensu w życiu).”

(źródło: Wikipedia)

.