ARTYKUŁYKSIĄŻKI

„Budowanie pewności siebie. Podejście skoncentrowane na współczuciu” – recenzja książki

By 24 lutego 2021 No Comments

Czy samowspółczucie może pomóc w budowaniu pewności siebie?

Współczucie do samego siebie to uznanie, że to z czym się mierzymy, zmagamy ma znaczenie i zasługuje na troskliwą uwagę. I to nie tylko uwagę osób z naszego otoczenia – rodziny, przyjaciół czy współpracowników – ale również nas samych. O tym, jak budować pewność siebie i zostać swoim najlepszym przyjacielem pisze dr Mary Welford w swojej książce “Budowanie pewności siebie. Podejście skoncentrowane na współczuciu”. I warto, abyście do tej książki zajrzeli.

Czym jest terapia skoncentrowana na współczuciu?

Terapia skoncentrowana na współczuciu została opracowana przez profesora Paula Gilberta z Derbyshire. Mary Welford jest częścią jego zespołu pracującego właśnie w tym nurcie. Wykorzystując wiedzę z badań zespołu, ale również dziedzin pokrewnych jak biologia czy neuronauka udowadnia, że samowspółczucie jest kluczowe do budowania pewności siebie. Przeprowadza czytelników i czytelniczki przez szereg ćwiczeń, dzięki którym możemy trenować współczucie do samych siebie.

Jedno z nich szczególnie do mnie przemówiło. Upraszczając polega na wyobrażeniu sobie, że jesteśmy w szkole i wybieramy nauczycielkę dla naszego dziecka. Odwiedzamy pierwszą klasę, w której pedagożka chwali sobie karanie dzieci, bo raz ukarane nie popełniają więcej tego samego błędu. Chłopiec, który rozlał zupę szybko ląduje w kącie z łzami w oczach. A nauczycielka jest zadowolona, bo uczeń na przyszłość będzie bardzo uważał, aby z jego talerza nie wylała się ani kropelka. Wchodzimy do drugiej klasy. Nauczycielka mówi, że chce, aby dzieci uczyły się na błędach, wyciągały z nich lekcje. Nagle słychać huk – uczennica upuściła na podłogę sztućce. Nauczycielka podchodzi i rozmawia z dziewczynką. Jak do tego doszło? Co zrobiła, że sztućce spadły? Jak może uniknąć takiej sytuacji w przyszłości? Rozmawiają dłuższą chwilę, atmosfera jest miła, a uczennica wie, dlaczego tak się stało. Którą nauczycielkę wybierasz dla swojego dziecka. Decyzja jest prosta, prawda? A sam dla siebie, sama dla siebie, którą jesteś nauczycielką?

To jak z małym dzieckiem. Gdy uczy się chodzić, często się wywraca, obija. Czy ktoś takiemu maluchowi mówi: chodzenie ci nie wychodzi, nie jest dla ciebie? Odpuść i zajmij się czymś innym? Proces uczenia zawiera w sobie błędy i porażki. To cenne lekcje. Dlatego tak mnie przekonuje koncepcja Mary Welford. Nauka jest skuteczniejsza, gdy jesteśmy dla siebie dobrzy i życzliwi. I staramy się wzmacniać swoją pewność siebie, zamiast karmić swojego wewnętrznego krytyka. Współczujące korygowanie siebie – autorka nazywa to współczującą samoregulacją – wygrywa.

Nie jesteś swoimi osiągnięciami! Jesteś wystarczająca_y – zawsze!

“Koncentracja na samoocenie i osiągnięciach, kosztem pomagania, dzielenia się i troski o własną społeczność jest uważana za jedną z przyczyn wzrostu licznych przypadków depresji i lęku we współczesnym świecie, zwłaszcza u młodszych osób” – pisze Welford. I znowu można wykorzystać przykład szkoły, aby zobrazować myśl autorki. W polskiej szkole bardziej ceni się piątkę z klasówki niż czwórkę za projekt robiony zespołowo. Sam fakt istotności tych piątek i czwórek jako pewnego rodzaju wyznaczników wartości danego dziecka już wprowadza nas w system skupiony na tym, aby osiągać, zdobywać. Być pierwszymi, lepszymi, popełniać jak najmniej błędów. Oceniać siebie, oceniać innych. Porównywać się. Mary Welford cytuje badania pokazujące, że źródłem poczucia dobrostanu nie są te piątki, awanse czy zarobki. A właśnie współczucie – skierowane zarówno do siebie, jak i do innych osób.

Współczucie to nie bycie pobłażliwym

Współczuć samemu sobie? Czy to znaczy, że mam sobie odpuszczać? Mieć mniej współczucia dla innych? Czy to oznaka słabości? Bo przecież współczuć trzeba osobom, które są w kryzysie, osobom słabym. Zdaniem Welford to jedne z najczęstszych negatywnych skojarzeń związanych z samowspółczuciem. Bo to przede wszystkim bycie swoim najlepszym przyjacielem. A jednocześnie to obietnica dla samego siebie, że zrobimy wszystko, aby swoją sytuację poprawić.

Z tą przyjaźnią z samą sobą to dla mnie trudna sprawa. Bo co to właściwie znaczy być swoim własnym przyjacielem? Mary Welford przekonuje, że w tym stwierdzeniu jest moc. Bo dobry przyjaciel ma przede wszystkim na względzie nasze dobro. Wspiera w trudnych chwilach, troszczy się, ale też jest szczery i chce nam pomagać się rozwijać, poprawiać naszą sytuację. Wyobraź sobie, że ten przyjaciel staje się takim troskliwym głosem w twojej głowie. To samowspółczucie.

Pewność siebie nikt nam nie da. Możemy ją zbudować sami!

Pewność siebie nie jest czymś, z czym się rodzimy. Budujemy ją, a potem dbamy o nią każdego dnia. Trochę jak mięsień – zaniedbany, niećwiczony przestaje nam wystarczająco dobrze służyć, kiedy tego potrzebujemy. Ta praca, sposób na rozwijanie siebie to robienie rzeczy, mimo odczuwania lęku. A samowspółczucie, nasza troska o siebie, ten życzliwy głos w naszej głowie pomoże sobie z tym lękiem poradzić. Bez samowspółczucia za każdym razem, kiedy czujemy się niewystarczający tworzymy lawinę niekorzystnych dla nas myśli i wyobrażeń. Nie jestem wystarczająco mądra_y. Sprawcza_y. Kompetentna_y. A to prosta droga do lęku, który może być dla nas destrukcyjny. A gdyby w tych momentach spojrzeć na siebie z życzliwością? Empatią? Akceptacją? Nie karać siebie za błędy a patrzeć na nie jako na cenne lekcje.

Samowspółczucie wymaga również odwagi. Nie polega na lukrowaniu rzeczywistości albo pomijaniu tych momentów, kiedy czujemy się rozczarowani sobą. To umiejętność, która wymaga wprawy, bo spojrzenie na siebie z jednej strony z uważną czułością, z drugiej wyciąganie wniosków z błędów. To sztuka uważności i budowania kontaktu z samym sobą – swoimi potrzebami, drogą życiową, w której jest miejsce zarówno na sukcesy, jak i porażki.

Gdy pewność siebie zostanie przez nas oparta na samowspółczuciu, a potem troskliwie dzięki niemu pielęgnowana może ona stać się czymś trwalszym, fundamentem naszego postrzegania siebie. Bo daje poczucie, że poradzimy sobie zarówno z porażkami, jak i sukcesami. Nie zmienią one naszego postrzegania samych siebie, ani naszej wartości. Będą doświadczeniami, z których możemy czerpać. Samowspółczucie jest uwalniające. Chroni przed pogonią za doskonałością, niezdrowym perfekcjonizmem, naszym wewnętrznym krytykiem. Dodaje odwagi w mierzeniu się z życiem.

Gdy przyjaciel popełnił błąd, poniósł porażkę chcąc go wesprzeć nie krytykujemy i nie obwiniamy, że to dlatego, że jest głupi, niekompetentny czy leniwy. Pocieszamy, wspieramy, pomagamy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Samowspółczucie to takie traktowanie samych siebie.

Książka dostępna jest na stronie Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

PS A na koniec niespodzianka! Dla 6 z Was mamy po egzemplarzu recenzowanej powyżej książki. Co należy zrobić, aby ją otrzymać? Wystarczy wysłać maila na adres hello@zdrowaglowa.pl w tytule wpisując „Budowanie pewności siebie”. Książki powędrują do osób, których maile przyjdą do nas jako 5, 10, 15, 20, 25 i 30. Do dzieła! 

Autorka:

Zuzanna Piechowicz – sekretarz redakcji Radia TOK FM i prowadząca audycje „Idealna Niedziela”, „Szkoda czasu na złe seriale” i „Dobra praca”. Trenerka umiejętności miękkich, absolwentka Kursu Trenerskiego Grupy TROP. Prowadzi warsztaty m.in. z empatii, komunikacji, kreatywności, edukacji medialnej i cyfrowej. Jej teksty można przeczytać m.in. w „Newsweeku Psychologia” czy „Magazynie Slow”. W TOK FM od 2008 roku.

Artykuł powstał we współpracy z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym.

Author Zdrowa Głowa

More posts by Zdrowa Głowa

Leave a Reply