Czuję się wreszcie tak… normalnieJako gimnazjalistka zachorowałam na bulimię – i męczyłam się potem 9 lat. Nie chcę się dzielić szczegółami dotyczącymi przyczyn mojej choroby, ale dotarłam do punktu, w którym nie umiałam już nawet powiedzieć, o czym myślą zdrowi ludzie, jeśli nie o kontrolowaniu jedzenia/wyglądu. Na przemian głodziłam się i objadałam. W czasie głodówki, która trwała nawet do 4 tygodni jadłam tylko jeden kisiel z torebki dziennie i piłam kawę. W czasie objadania się jadłam wszystko – nieważne, czy dobre, niedobre, świeże, nieświeże, niedogotowane, obojętnie. Ucierpiały na tym wszystkie dziedziny życia – zdrowie, życie towarzyskie, samoocena, wszystko. Izolowałam się, przesypiałam najcięższe dni, zaczęłam się z nerwów drapać do krwi, przez pół roku w ogóle nie pojawiłam się na uczelni. Gdyby nie to, że mam psa, prawdopodobnie w ogóle mogłabym nie wyjść z domu – żeby tylko się nikomu nie pokazać zamawiałam jedzenie i inne potrzebne rzeczy przez internet. Cała moja samoocena opierała się na tym, jak wyglądam – wszystkie inne moje cechy były nieważne, dopóki nie byłam „wystarczająco chuda” – czyli nigdy. Nienawidziłam się tak bardzo, że odmawiałam sobie wszystkiego, za karę – spotkań ze znajomymi, nowych ubrań, nowych książek, jakichkolwiek przyjemności. Wszystko przeliczałam na kalorie, łącznie z wakacjami. Jeśli planowałam gdzieś pojechać, to kalkulowałam ile schudnę do czasu wyjazdu, ile mam szansę schudnąć podczas wyjazdu i czy w ogóle w takim razie opłaca się jechać, bo może będzie zbyt dużo pokus, jak np. lody przy plaży. Nauczyłam się wciągać brzuch tak mocno, że po całym dniu chodzenia „na wdechu” miałam zakwasy. To tylko wycinek tego, co przeżywałam i co sobie robiłam. Nie wierzyłam, że da się z tego wyleczyć. Kiedy terapeutka na pierwszej sesji spytała mnie, na ile procent wierzę, że z tego wyjdę, odpowiedziałam, że 0 – bo mniej się nie da. Po kilku miesiącach terapii myślę, że mogę powiedzieć, że jestem zdrowa. Jedzenie to tylko jedzenie. Nie mam już napadów, wagę wyrzuciłam, czuję się wreszcie tak… normalnie. Cudowne uczucie. Pomogła mi terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym. Powodzenia wszystkim, którzy walczą o siebie.

Reklama