Czuję się zaopiekowana, zrozumiana, wysłuchanaMoją drogę z terapią zaczęłam już bardzo dawno temu. Jako dziecko trafiłam na kogoś zupełnie niekompetentnego. Przez wiele lat byłam zrażona i uważałam, ze nigdy już z takiej pomocy nie będę korzystać, ponieważ kiedyś spróbowałam i odbiło się to dosyć mocno na mojej psychice. Minęło kilkanaście lat, a ja z każdym rokiem, miesiącem, czy dniem czułam się gorzej… W pewnym etapie mojego życia zachorowałam – ze 100% sprawnej dziewczyny nagle stałam się zupełnie zależna od drugiej osoby. Usiadłam na wózek inwalidzki. Straciłam pracę oraz dwa miesiące po chorobie zostawił mnie chłopak. Mój świat niby poukładany przewrócił się do góry nogami. Jeszcze przez pół roku oszukiwałam siebie samą, ze dam radę. Nie podołałam. Zrozumiałam, że sama sobie nie poradzę. Z racji rehabilitacji jakie przechodziłam w związku z chorobą trafiłam do jednego z pomorskich szpitali rehabilitacyjnych, gdzie również zostałam otoczona opieką psychologa. Na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona, jednak codzienne spotkania przez 6 tygodni mojego pobytu dały rezultaty. Może nie zmieniłam swojego życia, ale zaczęłam wierzyć, że praca z psychologiem jest pomocna, ma sens i w końcu da efekty. Sześć tygodni szybko minęło, a ja wróciłam do szarej rzeczywistości, jednak już z decyzją kontynuowania terapii pod kierunkiem specjalistów. Zaczęłam, więc jeździć na wizyty po psychiatry, który już na drugiej wizycie skierował mnie na oddział nerwic, w którym spędziłam pół roku. Sześć miesięcy codziennych terapii, grupowych, indywidualnych, poznawczo-behawioralnych, psychoedukacji itd. , itp.. dało efekty, choć przyznać muszę, że nie jakieś szczególnie ogromne, jednak z oddziału wypisana zostałam w stabilnym stanie emocjonalnym. Wiedziałam, że trapię kontynuować muszę, gdyż wiele rzeczy mimo długiego pobytu w szpitalu nie zostało przerobionych, często wracają, są tak silne, że trudno z nimi żyć. Długo czekałam na psychologa z NFZ, a kiedy się go doczekałam ponownie trafiłam na kogoś nieodpowiedniego i zrezygnowałam. Mój stan ponownie się pogarszał. Doszło do myśli samobójczych, planowania itd. Jakimś cudem usłyszałam o pewnym szkoleniu dla wolontariuszy i nie mam pojęcia skąd wzięła się we mnie ta mobilizacja, by na nie się dostać szczególnie, że był to czas, kiedy uwierzcie nie chciało mi się nic. Chwilę później znalazłam się już na szkoleniu i jak się okazało mieliśmy tam zajęcia również z psychologiem. Były takie ogólne, ale w ciągu tych dziesięciu dni dla każdego przeznaczone było jedno indywidualne spotkanie. To jedno spotkanie wystarczyło bym poczuła, że chcę, by, to właśnie ta osoba została moją terapeutką. Wydaje mi się, że taka chęć wypłynęła nawet z obu stron. Do dziś uczęszczam na terapię do tej samej osoby i muszę powiedzieć, że nigdy z żadnym terapeutą nie miałam takiego kontaktu. Co dla mnie ważne – czuję się zaopiekowana, zrozumiana, wysłuchana i przede wszystkim UFAM. Zdaję sobie sprawę z tego, że przede mną jeszcze bardzo dużo pracy, trudnej pracy, ale gdzieś głęboko wierzę, że ona przyniesie dobre rezultaty.

Reklama

Join the discussion One Comment

  • Ani - Liberal Rebel napisał(a):

    Wow, dzięki za to mega szczere wyznanie! Bardzo wzruszające. Wcale się nie dziwię Twojego sceptycyzmu do terapeutów, skoro jako dziecko trafiłaś na osobę niekompetentną. Niestety dalej wielu psychologów i terapeutów nie nadaje się do pracy z ludźmi. Super, że spotkałaś w końcu właściwą osobę, której mogłaś zaufać. Powodzenia 🙂

Leave a Reply