Kiedyś będzie lepiejMoje problemy nawarstwiły są przez lata, narosły jeden na drugi, odznaczając się jak słoje na drzewie. Pewnego dnia poczułam, że nie wiem już co robić, jak dalej żyć. I tu pojawiła się myśl by poszukać psychoterapeuty.

 

Podchodziłam do tego wiele razy. Zawsze strach wygrywał. Wyłączałam komputer i udawałam, że przecież nie jest źle, pewnie mi przejdzie. Strach że nikt mi nie pomoże, bo nikt nie może przejść tego co ja. Bałam się też, że moje problemy są zbyt błahe, więc z czym do terapeuty? Z pierdołami? Strach przed obcą osobą. Jak to tak usiąść przy kimś kogo widzi się pierwszy raz w życiu i zacząć opowieść życia? Dodatkowo jestem introwertykiem i spotkania z ludźmi odpychają mnie, a głos w głowie nakazuje uciekać w samotność.

 

Najpierw myślałam o terapii online 😀 Bo tak lepiej, będzie mniej strasznie. Doszłam do wniosku, że skoro mam problemy także z relacjami międzyludzkimi i chcę się ich pozbyć, to muszę robić to, co mnie przeraża i być szczera do bólu. Pierwszy trudny krok. Tylko „oko w oko” z psychoterapeutą pozwoli mi oswoić się z obcym człowiekiem, wiedziałam też, że dzięki normalnym wizytom będę przykładała się do „prac osobistych”.  I tak właśnie jest. To był strzał w 10.

 

Wcześniej przerabiałam epizody depresyjne, spore nasilenie fobii społecznej – tak okropne, że nie mogłam wyjść z domu do ogródka. Nigdy przenigdy nie będę dobrze wspominała nastoletnich lat, które rzekomo powinny być tymi najpiękniejszymi… Przeszłość mam niefajną i jak się okazało na pierwszym spotkaniu, miałam dużo do wypłakania. Byłam zaskoczona swoją reakcją, szczerość wylewała się ze mnie hektolitrami łez i słów. Przez wiele lat tłumaczyłam wszystkich i wszystko co było negatywne, tak jakbym próbowała tłumaczyć się przed samą sobą, że przecież jest ok. Coś bolało, ale nie miałam pojęcia co, bo przecież „u mnie było normalnie”.

 

Przez wiele spraw przeszłam sama. Psychoterapia natomiast daje nowe spojrzenie na stare sprawy. Dobrze że jest ktoś, kto wie o co w tym wszystkim chodzi i potrafi przeprowadzić człowieka przez chaos w życiu. Warto o siebie zawalczyć. Jestem dopiero po 13 spotkaniu i już przerobiłam pierwsze zaskoczenie, że to, co działo się w mojej przeszłości to nie jest norma w każdym polskim domu. Pierwszy porządny płacz, także jest już za mną.

 

Początki zawsze są trudne. Nowa sytuacja, pierwszy raz na psychoterapii, obce miasto, miejsce, obca osoba, odkrywanie czegoś co nigdy nie wydawało się ważne, czegoś co leżało zapomniane w duszy i gniło dając lęki, fobie, depresje itp. Psychoterapeutka przypomina mi że wszystko w swoim czasie, że na wszystko przyjdzie pora, to bardzo mi pomaga. Zaczynam mieć przebłyski, że mam prawo czuć to co czuję w danym momencie, że mam prawo o tym mówić. Mam problem z wyrażaniem emocji, bo były one blokowane tyle lat… Prowadzę zeszyt w którym zapisuję to co myślę i staram się to okrasić opisem emocji, tak jak poleciła mi psycholog. Niby prosta rzecz, a dla mnie taka trudna.

 

Gdybym miała podjąć decyzję jeszcze raz, to zrobiłabym tak. Strach przed życiem zabrał mi to, co najlepsze, teraz chcę coś zmienić, chce zobaczyć jak to jest tak naprawdę żyć. Toczę walkę o lepsza samoocenę. Każdy malutki sukces napędza do pracy nad sobą.

 

Chciałabym pewnego dnia zobaczyć efekt mojego „skoku na głęboką wodę”. Ile myśli się w głowie tłucze przez ten czas, to po prostu jakiś obłęd. Raz wiara że się uda, że jest sens, nadzieja itd., innym razem spadek i rycie nosem po ziemi, bez wizji że kiedyś będzie fajnie. Sinusoida. A przez cały czas, bez względu na stan, ciężka praca by wrócić do siebie…

.

Reklama

Join the discussion One Comment

  • Cari napisał(a):

    Od kiedy chodzę na psychoterapię do bardzo kompetentnego lekarza psychiatry czuję, że w moim wzmaganiu się z nerwicowymi zaburzeniami jest progres. Zawdzięczam to profesjonalnemu podejściu pana dr. P. Sowińskiemu. Jego dobre metody pomagają panować nad emocjami i objawami nerwicy. Wiem, że kiedyś wyjdę z tego i będę mogła patrzeć z perspektywy doświadczonej osoby z przeszłością chorobową.

Leave a Reply