Mówię stanowcze NIE stygmatyzacji psychoterapii!MAM TERAPEUTĘ. Od ponad roku. Nie czułam potrzeby zrozumienia siebie ani nie poszukiwałam żadnej drogi, do psychoterapeuty skierował mnie lekarz po wcześniejszym wykluczeniu wszystkich możliwych chorób. Diagnoza – ataki paniki, stany lękowe. Ciężko było uwierzyć w to, że moje ciało wariuje przez emocje, a nie przez ciężką chorobę, której lekarze nie potrafią wykryć.

 

Zmagania były trudne. Po drodze przyplątała się depresja. O moich problemach wiedziała tylko mała garstka osób. Nie rozumieli, nie wiedzieli jak się zachować, jak pomóc, lecz mimo wszystko bardzo się starali.Poprawa nastąpiła po roku terapii wspieranej lekami.  To była długa i ciężka droga. Wiem, że to jeszcze nie koniec. W dalszym ciągu MAM TERAPEUTĘ.

 

Wstydziłam się o tym mówić. Nie chciałam żeby  znajomi pomyśleli, że jestem nienormalna. Z drugiej strony bałam się też reakcji typu „Jaka depresja, jakie ataki? Przestań się nad sobą użalać”.

 

Już się nie wstydzę. Mówię stanowcze NIE stygmatyzacji psychoterapii. Zaburzenia psychiczne są chorobami jak każde inne. Nie dopadają tylko ludzi słabych. Depresja nie jest „dołem”, a ataki paniki nie są histeriami. To choroby – trzeba je zdiagnozować, znaleźć przyczyny i leczyć. Do tego być cierpliwym, nie poddawać się i bardzo, ale to bardzo się starać.

Reklama

Leave a Reply