Na rozstaju drógMam terapeutę… Miałam kilku, w pamięci zostanie mi dwóch-jeden z przeszłości i teraźniejszy. Obaj z tymi samymi inicjałami. M.W. to chyba (M)agiczne litery;)

 

Stygmatyzacja ludzi jest mi znana doskonale w różnych aspektach życia, niekoniecznie związanych z faktem uczęszczania na terapię, więc kolejny „wstyd” w tą czy w tą różnicy nie robi.

 

Daleka droga przede mną… myślę że jestem wręcz na początku swojej drogi. Tej mojej a nie „dla innych ludzi”. Długo stałam na rozstaju dróg… dwie ścieżki… żyć czy umierać, rozumieć czy wyprzeć, zaakceptować czy potępić, pokochać czy znienawidzić, walczyć czy się poddać, zwyciężyć czy przegrać. Stałam z uśmiechem na twarzy, choć w sercu rozgrywała mi się bitwa stulecia. Łzy wylewały się na wszelki sposób tylko nie przez oczy, bolał mnie każdy kawałek mojego ciała i wnętrza ale zawsze było przecież OK 🙂 Dziś stoję na rozstaju dróg… jeszcze, ale decyzję już mam a mój terapeuta pomaga mi stawiać małe kroki w odpowiednią dla mnie stronę ponieważ sama jestem jak dziecko… boję się. Nie muszę się spieszyć, to nie wyścig szczurów, to MÓJ czas w którym jestem kimś ważnym. I choć miotam się między starym a nowym stanem, nie zawsze wykładam kawę na ławę, nadal uciekam, wypieram i uśmiecham się najszczerzej jak umiem to w terapii jestem od ponad roku przy czym od paru miesięcy dla siebie a nie dla kogoś i to utwierdza mnie w przekonaniu że coś dobrego dzieje się w moim życiu, robię coś dla siebie – pierwszy raz w życiu przy pomocy… nadczłowieka. Powinnam się tego wstydzić?

Reklama