Na stronie Kampanii Forum Przeciw Depresji czytamy, że depresja diagnozowana jest najczęściej u osób w przedziale wiekowym 20-40. Coraz więcej młodych ludzi rozpoczynających studia, wchodzących w dorosłe życie deklaruje spadek nastroju, poczucie bycia bezwartościowym i nieefektywnym. Jednak, czy to zawsze depresja? O załamaniu wśród nastolatków i młodych dorosłych mówi dr Sławomir Murawiec, psychiatra i psychoterapeuta w rozmowie z Aleksandrą Sobolewską.

Reklama

 

Aleksandra Sobolewska: Panie Doktorze, po raz pierwszy spotkaliśmy się w Siedzibie Rzecznika Praw Pacjenta, na warsztacie prowadzonym przez edukatorów z Fundacji eFkropka. Powiedział Pan wtedy, że w swojej praktyce, coraz częściej spotyka się z młodymi ludźmi przeżywającymi drastyczne załamanie poczucia własnej wartości, co zwykle diagnozowane jest jako depresja. Jednak leczenie pod kątem depresji nie pomaga. Wspomniał Pan, że mało się o tym mówi i pisze, i że warto poruszyć ten temat, bo dotyczy wielu osób. Czy mógłby Pan rozwinąć istotę tego problemu?

Dr Sławomir Murawiec: Pomysł na tę rozmowę powstał na podstawie wizyt takich młodych osób, które zgłosiły się do mnie z inicjatywy swoich rodziców. To ważna informacja, ponieważ same te osoby nie dostrzegały żadnego celu wizyty u psychiatry. I po tych rozmowach pomyślałam, że warto byłoby poinformować, może przestrzec, a może tylko dać do myślenia innym, którzy przeżywają podobne problemy i objawy. Mam na myśli objawy diagnozowane jako depresyjne. To znaczy, ci młodzi ludzie całymi miesiącami nic nie byli w stanie robić, uczyć się, podejmować różnych zadań, ograniczali kontakty ze znajomymi. Byli też bezskutecznie leczeni z powodu depresji. Przeżywali poczucie, że są do niczego, zerem, nikim. Mieli również poczucie, że ich życie się skończyło, nic nie osiągną, że ich dalsze bytowanie, a w zasadzie wegetowanie nie ma sensu.

Reklama

W rozmowie pojawiało się pragnienie osiągnięcia czegoś bardzo dużego, pragnienie pozostawienia po sobie trwałego śladu w historii ludzkości, zapisania się wielkimi literami i bycia znanym każdemu. Albo osiągnięcia spektakularnego sukcesu i pozycji w rodzaju: „Będę dyrektorem Coca-Coli, Google itd. najlepiej jednocześnie”. Czyli w ich oczekiwaniach wobec siebie pojawiał się bardzo wysoki poziom aspiracji. Najczęściej w dotychczasowym życiu powtarzał się motyw, że przedtem różne cele, np. osiągnięcia szkolne, stale były realizowane z sukcesem i bez wysiłku. Np. gimnazjum, liceum były pasmem nieustających osiągnięć, podbudowujących poczucie własnej wartości. I potem, np. na studiach, albo w innych okolicznościach następowało jakieś większe lub mniejsze potknięcie, porażka, coś nie udawało się na miarę tych aspiracji. W rezultacie powstawała myśl, że skoro się nie udało, skoro to nie jest i nie będzie tak wspaniałe, to jestem i będę nikim, nic nie osiągnę. A robienie czegokolwiek na poziomie na jakim mogę to robić w aktualnej sytuacji: „to mnie nie satysfakcjonuje”. Odtwarzając w skrócie ten tok myślenia: jeśli nie będę kimś bardzo ważnym i znaczącym, to będę nikim. Ci młodzi ludzie już nie podejmowali żadnych aktywności. Od któregoś rodzica usłyszałem też, że syn mówi mu że tylko on sam jeden na świecie to przeżywa, nikt o tym nie pisze w Internecie. I to mnie natchnęło, żeby ten temat poruszyć, aby powiedzieć, że jest taki wzorzec skutków naruszenia lub utraty poczucia własnej wartości. Wszystko idzie dobrze, jakieś potknięcie, cokolwiek i wtedy już nie można kontynuować swoich działań, tylko jest załamanie, myślenie: „moje życie się skończyło, wszystko przepadło”.

 

Aleksandra Sobolewska: Pojawia się takie czarno-białe myślenie: „Jestem super, jestem beznadziejny”?

Dr Sławomir Murawiec: Tak. Jak się nie będzie natychmiast kimś super, to powstaje poczucie bycia bezwartościowym.

 

Aleksandra Sobolewska: Zgłaszają się rodzice zaniepokojeni stanem dziecka?

Dr Sławomir Murawiec: Najczęściej są to rodzice, którzy przychodzą z takim młodym człowiekiem. Bo tak jak wspomniałem wyżej, on lub ona nie mają przekonania, do tego żeby szukać pomocy. „Nic już nie osiągnę, mogę już tylko leżeć”. Uzasadnia: „bo czegoś nie zdałem, wyjechałem na prestiżowe studia i się nie powiodło”.

 

Aleksandra Sobolewska: Skąd Pana zdaniem, biorą się takie oczekiwania osiągnięć?

Dr Sławomir Murawiec: Pewnie z jednej strony może się to brać z relacji w rodzinie, opartych o kwestie wymagań i oczekiwań wobec dziecka i czasami pewnie braku możliwości nawiązywania relacji poza tymi oczekiwaniami. Możemy tu poruszyć kwestię, czy relacja z bliskimi opiera się na oczekiwaniach, czy jest też bezpośrednia więź emocjonalna, gdzie można mówić o swoich trudnościach i kłopotach. Często bunt okresu adolescencji pozostaje nieprzeżyty, niedostępny tym młodym ludziom. Ale wydaje mi się, że część przyczyn bierze się  też z takiej kultury, w której trzeba znaczyć, bardzo dużo znaczyć, stale i najlepiej już. Trzeba być sławnym YouTuberem, Instagramerem itd. Cały czas pokazywać otoczeniu, co się niezwykłego, znakomitego robi, w jakich świetnych wydarzeniach człowiek uczestniczy, gdzie był, co ma…

 

Aleksandra Sobolewska: Jesteśmy stymulowani z wielu stron informacjami o osiągnięciach. Pojawiają się w szkole, gdzie zwykle tylko najwyższe stopnie uzyskują pochwałę, w opowieściach rodziców o dziecku znajomych i w Internecie wśród vlogerów, blogerów, celebrytów rejestrujących swoje sukcesy. Umyka nam fakt, że te informacje nie uwzględniają trudów i niepowodzeń, przez które zwykle trzeba przejść.

Dr Sławomir Murawiec: Tak to prawda. W takiej kulturze jesteśmy bombardowani przez innych informacjami o ich osiągnięciach i niezwykłym życiu. Pojawia się myśl, potrzeba, żeby też tak żyć i złudzenie że „przecież wszyscy tak żyją”, więc ja też muszę.

 

Aleksandra Sobolewska: Wyobrażam sobie, że rodzice, którzy przychodzą do Pana z synem/córką, mają poczucie bezradności. Jakie są ich oczekiwania?

Dr Sławomir Murawiec: Aby dziecko znów podjęło role życiowe, zaczęło się uczyć, kontaktować ze znajomymi. Coś osiągać.  Kłopot polega na tym, że osoba, która doświadcza opisanej sytuacji, ma ją głęboko wrytą w swoje myślenie. Jakby w pewnym sensie się zaparła. To jest więcej niż objaw, to jak pewna postawa życiowa. To nie jest tak, że to jest samo depresyjne myślenie oparte na pesymizmie. Jest w tym myśleniu także element, który można by porównać do autoagresji albo karania siebie. Nie w znaczeniu samookaleczeń, ale takiego niszczenia siebie, opartego na myśleniu, że skoro nie sprostałem aspiracjom, skoro nie mogę spełnić oczekiwań, to będę najgorszy, na dnie. A przecież jeśli komuś coś się nie powiodło to nie znaczy, że jest beznadziejny i skończony. Umie to co umiał do tej pory. Utrata wartości dzieje się przede wszystkim w głowie tej osoby, a nie w realności.

 

Aleksandra Sobolewska: Jak odróżnić ten stan od klasycznej depresji?

Dr Sławomir Murawiec: Mam poczucie, że różni się tym, że klasyczne metody leczenia nie pomagają. Skuteczność leków przeciwdepresyjnych jest ograniczona choć na pewno łagodzą ten stan. Czasami pewnie stosowana jest psychoterapia, która jest ukierunkowana bardziej na triadę depresyjną, a tutaj wychodzi na to, że trzeba by uwzględnić specyfikę problemu załamania poczucia własnej wartości.

 

Aleksandra Sobolewska: Co mogą zrobić rodzice, albo osoby bliskie, które widzą kogoś w takim stanie i nie mogą nakłonić do podjęcia leczenia, psychoterapii?

Dr Sławomir Murawiec: To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ pacjenci nie bardzo widzą sens podejmowania leczenia. Zamiast niego pojawia się pragnienie odzyskania poczucia, że jest się takim, jakim widziało się siebie poprzednio.

Takie sytuacje zdarzają się też w przypadku osób, które zaczynają studiować za granicą, na najlepszych światowych uczelniach. Na przykład młody człowiek zdaje maturę międzynarodową, wyjeżdża do Oxford, Cambridge. Jeśli tam mu się nie powiedzie, wraca z poczuciem utraty nie tylko studiów, ale i własnej wartości i w tym momencie nie jest w stanie przez długo się uruchomić, na przykład podjąć dobrych studiów w Polsce.

 

Aleksandra Sobolewska: Czy można wdrożyć jakieś działania, które by mogły zapobiec takiemu obezwładniającemu załamaniu?

Dr Sławomir Murawiec: Pierwszą rzeczą byłaby wiedza o takich mechanizmach. Może być ważne zobaczenie, że inni też tak mają i że to jest niebezpieczna pułapka. Jeżeli nam wszystko idzie bardzo dobrze, to w którymś momencie nie ma szansy, żeby coś się nie omsknęło. I ważne wtedy żeby nie interpretować tego jako totalnej katastrofy życiowej. A jeszcze ważniejsze, żeby nie interpretować takiego niepowodzenia, jako całkowitej utraty własnej wartości. Druga rzecz, to jednak świadomość kreacji jaka zachodzi w mediach społecznościowych. Warto podchodzić z dystansem do portali społecznościowych, bo one tworzą obraz rzeczywistości wyidealizowanej, która nie ma szansy aby trwała wiecznie w życiu każdego człowieka.

 

Aleksandra Sobolewska: Piękne zdjęcia, same sukcesy, wyjazdy. Można się zastanowić, czy nie za mało robię. Presja, żeby się pokazać z jak najlepszej strony. Jest taka potrzeba ciągłego udowadniania, że jest się coś wartym. Gdzie się kończy w takiej sytuacji rola psychiatry, a gdzie zaczyna psychoterapeuty?

Dr Sławomir Murawiec: Rola psychiatry pewnie może się kończyć na zdiagnozowaniu i zaproponowaniu leków, ja też swoją rolę w takich wypadkach widzę na nazwaniu problemu, zdiagnozowaniu co się w istocie dzieje. Bo to są przeważnie osoby, którym dotychczasowe różne terapie nie pomogły, więc poszukują odpowiedzi na pytanie, dlaczego to klasyczne leczenie nie działa. Natomiast dalej to jest rola psychoterapeuty, żeby z tą osobą popracować w obrębie poczucia ważności, możliwości działania i przywrócenia do poziomu realnego, nie wyidealizowanego.

Ostatnio trafiły do mnie dwie pacjentki, z podobnym wywiadem i obrazem objawów zahamowania aktywności. Depresja. Te pacjentki ujawniły w rozmowie myśli, że doszły w gimnazjum do wniosku, że są gorsze od koleżanek. Głupsze, brzydsze, nie tak dobre.  I tu także pojawiła się myśl „ jestem o tym przekonana”.

 

Aleksandra Sobolewska: Czyli taka sztywność – coś pomyślałam kiedyś i to jest pewne, że to prawda. I uogólnienia „NIKT mnie nie lubi”, „NIC nie osiągnę”.

Dr Sławomir Murawiec: Tak. W rozmowie pojawiały się informację np. „z nauką nie miałam żadnych problemów, ale jestem głupsza”. Poczucie że jestem brzydka – a w rozmowie informacja „budziłam zainteresowanie płci przeciwnej, ale to przecież nic nie znaczy”. I właśnie, to „nic”, „nikt”, „wszyscy”. Coś się popsuło, to nie znaczy, że NIKT nie chce z tą osobą rozmawiać, tylko KTOŚ nie chce rozmawiać. Czy rzeczywiście nikt? Może ktoś, jakieś środowisko lub osoba, ale wiele innych osób nadal chce. Pani też dostrzega takie zjawiska wśród swoich znajomych?

 

Aleksandra Sobolewska: Wydaje mi się, że ja widzę to bardziej wśród osób w wieku gimnazjalnym, początek szkoły średniej. Te przekonania ciężko zracjonalizować i obalić. Jak już jest myśl np.”jestem głupi” to też działania  są podejmowane tak, by to potwierdzić. I każde niepowodzenie jest sygnałem popierającym tę tezę.

Dr Sławomir Murawiec:. Rozmawiałem na ten temat z doc. Maciejem Pileckim Kierownikiem Kliniki Dzieci i Młodzieży Collegium Medicum UJ w Krakowie, który wskazuje, że taka sytuacja jaką tu opisujemy jest jednak pewną szansą. Szansą na podjęcie psychoterapii, uzyskanie pomocy i zmianę tej postawy, która prowadzi do depresji. Lepiej zmienić ją w wieku lat 20, niż być zmuszonym do zmiany znacznie później w wieku lat 40 czy 50.

 

Dr n. med. Sławomir Murawiec – specjalista psychiatra, psychoterapeuta Sekcji Naukowej Psychoterapii PTP. Członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Przewodniczący Naukowego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej, Redaktor Naczelny czasopisma „Psychiatria” (Viamedica). Autor prac na temat psychologicznych i psychodynamicznych aspektów działanie leków psychotropowych oraz neuropsychoanalizy. Współautor książki (wraz z C. Żechowskim) „Od neurobiologii do psychoterapii” (2009) i „Depresja 2016” i „Depresja 2017” (wraz z P. Wierzbińskim).

 

Aleksandra SobolewskaAleksandra Sobolewska – studentka IV roku psychologii na Uniwersytecie SWPS. Członkini Naukowego Koła Psychoterapii Uniwersytetu SWPS.

 

 

.

Reklama