Oswajamy odwyk

with Brak komentarzy

Oswajamy odwyk“W lipcu mam termin na 6 tyg odwyk, jestem przerażony…Słyszałem, że jest tam bardzo restrykcyjnie. Zero kontaktów z światem zewnętrznym.”

 

Specyfika komentarzy na forach internetowych dotyczących leczenia odwykowego zainspirowała mnie do napisania teksu, w którym próbuję zmierzyć się z powszechnymi stereotypami na temat odwyku. Odwyk współcześnie wymaga oswojenia, bowiem wśród wszelkich form pomocy psychologicznej budzi chyba największy lęk i opór wśród potrzebujących pomocy. Natomiast wśród rodzin pacjentów, często staje się tabu przez wzgląd na wstyd. Należy sobie uświadomić, iż wstyd związany z leczeniem odwykowym dotyczy nie tylko samego chorego, lecz towarzyszy on najbliższym mu osobom co w znacznym stopniu powoduje opóźnienie leczenia.

 

Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, skąd w ludziach tyle niepokoju związanego z leczeniem odwykowym oraz gdzie był początek tej fali nieprawdziwych informacji na temat samego leczenia. Zdaje się jednak, że gdy współcześnie psychoterapia staje się coraz bardziej akceptowaną formą korzystania z pomocy, odwyk został gdzieś w tyle jako ten rodzaj terapii, którego należy się wstydzić i wybierać jedynie w sytuacjach krańcowych. Ma to szczególnie negatywny wpływ na ludzi, których stan wymaga leczenia stacjonarnego, a którzy przez pryzmat owego stosunku do odwyku odwlekają w nieskończoność decyzję o skorzystaniu z pomocy.

 

Odwyk czyli co?

Kiedy piszę o odwyku, mam na myśli leczenie stacjonarne prowadzone na oddziale odwykowym, niejednokrotnie poprzedzone detoksykacją. Ten, zwany pierwszym, etap leczenia odwykowego trwa 8 tygodni, w trakcie których pacjenci realizują intensywny program terapeutyczny. Zamiennie, ten sam program terapeutyczny realizowany może być w placówce ambulatoryjnej, najczęściej wtedy okres podstawowej pracy terapeutycznej wydłuża się do 6 miesięcy w związku z dużo rzadszym kontaktem terapeutycznym. Kto zatem powinien skorzystać z leczenia stacjonarnego? Wszyscy ci pacjenci, którzy niejednokrotnie podejmowali nieudane próby abstynencji, są po wielotygodniowym ciągu alkoholowym, mają trudność w zatrzymywaniu przymusu picia, w ich miejscowości nie ma ambulatorium lub żyją w środowisku, które sprzyja rozwojowi uzależnienia lub zwyczajnie decydują, że ten rodzaj leczenia będzie dla nich najwłaściwszy. W jaki sposób podjąć decyzję o wyborze sposobu leczenia? W mojej opinii najlepszą formą będzie odwiedzenie najbliższej poradni uzależnień w celu odbycia konsultacji diagnostycznej ze wskazaniem formy leczenia. Należy pamiętać, że tzw. odwyk to nic innego jak psychoterapia i że jego zadanie nie ogranicza się jedynie do „odwykania” od zażywania substancji psychoaktywnych czy też zatrzymania zachowań nałogowych. Prócz tego ważnego aspektu w leczeniu uzależnień, na odwyku toczy się praca terapeutyczna skoncentrowana na neutralizowaniu wszystkich objawów choroby nie tylko tego związanego z głodem.

 

„Słyszałem, że na odwyku jest strasznie”

To zupełnie normalne, że ludzie obawiają się sytuacji, których nie znają. Problem pojawia się jednak gdy strach przed leczeniem utrudnia jego podjęcie, tym samym sprzyjając rozwojowi choroby, która w swym przebiegu ma śmiertelny i chroniczny charakter. Aby zatem rozprawić się ze strachem, należy poznać to, co nieznane a czarne wizje zastąpić rzetelną wiedzą. Tylko wtedy w miejscu fantazji może pojawić się racjonalny ogląd sytuacji i tylko w taki sposób można dać sobie szansę na dokonanie jakiejkolwiek zmiany.

 

„Co ludzie powiedzą?”

Być może odwyk jako miejsce o szczególnym, przeznaczeniu i przez wzgląd na różnorodność korzystających z niego pacjentów budzi w ludziach lęk przez ostateczną identyfikacją własnej choroby czy też kontaktem ze środowiskiem innych osób mających ten sam problem. Nie dziwi to o tyle, że to właśnie identyfikacja siebie jako osoby uzależnionej jest najtrudniejszym etapem w terapii. Łatwiej bowiem spotkać się im i ich rodzinom z “problemem alkoholowym” niż ze śmiertelną chorobą o chronicznym przebiegu, jaką jest uzależnienie. W tym właśnie miejscu odwyk nie pozostawia złudzeń i bezwzględnie uświadamia ludziom, że choroba, na którą chorują nie jest tylko ”problemem”, lecz pozostawiona sama sobie może przyczynić się do ich śmierci. To właśnie tu, na odwyku, ktoś poważnie zaczyna traktować chorobę, która najprawdopodobniej przez wiele lat postrzegana była jako problem, przypadłość, wada czy głupota. Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że większość ludzi zdecydowanie woli każde z powyższych określeń od choroby. Ludziom czasem zdaje się, że są zdrowi, dopóki nikt im nie postawi diagnozy. Opór przed leczeniem to opór przed chorobą. Czasem, paradoksalnie zupełnie, ludzie wolą nie podejmować leczenia niż uświadomić sobie, że są chorzy.

 

O wstydzie osób uzależnionych oraz ich bliskich można by napisać kilkutomową książkę, to jednak, co warto tu wyjaśnić, tyczy się bardziej samonapędzającego się zjawiska, które utrudnia podjęcie leczenia. Uzależnienie niestety w naszym kraju nadal postrzegane jest jak choroba z wyboru. Ludzie patrzą na osoby uzależnione przez pryzmat obserwowanych zachowań, które to dokładnie wynikają z objawów choroby. Dopóki społeczeństwo, w tym bliscy z uporem maniaka będą traktować alkoholików, narkomanów, politoksykomanów jak samemu sobie winnych głupców, dopóty odwyk będzie ludzi zawstydzał.

 

„Tam się leczy tylko patologia”

Pracując z osobami uzależnionymi już na etapie budowania motywacji do podjęcia leczenia, pojawia się widoczny stosunek do owych Onych, czyli uzależnionych. Środowisko osób uzależnionych w dużej mierze owymi Onymi jest zwane, a jak wiemy, wszytko co obce budzi opór. Zaobserwować można lęk przed tym, kogo na odwyku mogę spotkać, ludzie prześcigają się w zagospodarowywaniu przestrzeni niewiedzy w fantazje na temat owych Onych, tym samym utrudniając sobie rzetelne poznanie środowiska. Czasem widzę, że strach przed własną chorobą napędza dewaluowanie innych osób w taki sposób, by móc udowodnić sobie, że potężna różnica pomiędzy mną a Nimi wyklucza moją przynależność do środowiska uzależnionych a tym samym zaprzecza chorobie. Strach przed Nimi to strach przed sobą i swoją chorobą. To strach, który w dużej mierze bierze swój początek w mechanizmach uzależnienia i społecznym stosunku do choroby, jaką jest alkoholizm czy narkomania. W ten sposób sformułowane przekonania na temat pacjentów odwyku stają się potem podstawą do racjonalizacji niekończących się powodów, dla których ludzie nie podejmują leczenia.

 

„Sam sobie poradzę”

Nie znam drugiej takiej choroby, w której poczucie kontroli ma tak ogromne znaczeni dla pacjentów. Biegun mocy osób uzależnionych zdaje się ich przekleństwem, a pobyt na odwyku dowodem na poniesioną porażkę. Podjęcie leczenia stanowi specyficzną formę przyznania, że nie panuje nad własnym zachowanie a tym samy życiem. To przyznanie dla osób uzależnionych często bywa traktowane jak naruszenie własnego poczucia godności. Paradoks polega na tym, że wraz z upośledzeniem kontroli, co jest objawem choroby, zyskują coraz większą potrzebę udowadniania światu, że ich panowanie nad własnym życiem jest wystarczające. Doświadczenie paradoksu kontroli w tym przypadku bywa zbawienne, aby jednak poczuć, że wraz z odpuszczeniem kontroli wobec substancji zyskuje kontrolę nad abstynencją trzeba najpierw spotkać się z nieakceptowaną chorobą. Spotkanie z uzależnieniem jest trudne, nikt bowiem nie chce być chory. W pewnym momencie przypomina to zabawę małych dzieci, które ukrywając twarz w dłoniach udają, że nie istnieją. To pierwszy etap trzeźwienia, bowiem dojrzała forma krytycznego spojrzenia na własne życie oraz zdolność do przyjęcia pomocy stanowią fundament dalszego zdrowienia. To właśnie nieadaptacyjne trzymanie się kurczowo wyidealizowanej wizji samego siebie utrudnia osobom uzależnionym racjonalny ogląd sytuacji. Aktywny mechanizm iluzji i zaprzeczania pracuje w taki sposób, który generuje tendencję do udowadniania światu własnej wartości poprzez negowanie choroby.

 

„Oszaleję bez świata zewnętrznego”

Izolacja od świata zewnętrznego często jest dla pacjentów lękorodna. Mają oni bowiem poczucie, że brak dostępu do telefonu, komputera, tv czy rodziny będzie dla nich nie do zniesienia. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że leczenie odwykowe ma największą szansę powodzenia, gdy czynniki zewnętrzne, często będące czynnikami wyzwalającymi głód, są wyizolowane. Koncentracja na treściach dotyczących własnej choroby oraz brak czynności zastępczych odgrywa kluczową rolę. W trakcie pracy terapeutycznej, która realizowana jest w grupach pacjenci mają szansę pobyć z innymi ludźmi oraz z samym sobą. Uzależnienie to choroba samotności, ludzie w życiu osób uzależnionych często są przeszkodą w realizowaniu swoich nałogowych potrzeb, a kontakt z samym sobą staje się źródłem cierpienia. Ten sposób funkcjonowania nie pozwala na bycie blisko z innymi, a pozornie dobre relacje są iluzją. To właśnie odwyk paradoksalnie pozwala na to, aby porzucić skrajną izolację i spotkać się ze światem takim, jakim on jest. Usłyszeć co mówi drugi człowiek, zrozumieć co czuje i przypomnieć sobie jak ważne dla nas ludzi jest bycie z innymi. Odwyk to bezpieczna przestrzeń, w której w atmosferze akceptacji i wsparcia pacjenci mają szansę zdecydować, że chcą zmienić swoje funkcjonowanie i podjąć kroki, aby wprowadzać nowe zachowania, które zmienią jakość ich życia.

 

„Pranie mózgu”

Argument pt. “pranie mózgu” zdaje się najczęściej przeze mnie słyszanym argumentem, wśród osób, które opierają się przed leczeniem stacjonarnym. Niewielu jednak z moich pacjentów potrafi owo pranie zdefiniować. Przypuszczam, że za tym sformułowaniem kryje się lęk przed niechcianą zmianą. Założenie, że człowiek może wbrew swojej woli zmienić na trwałe własne, zachowanie, myślenie, czy też przekonania jest niezwykle naiwne. Nie od dziś przecież wiemy, że trzeźwieją tylko ci ludzie, którzy sami tego chcą. Dowodem na to jest cała grupa pacjentów, którzy po przekroczeniu drzwi ośrodka wracają do starych zachowań i nawyków. Na trzeźwienie składa się więcej niż tylko abstynencja, trzeźwienie to zawsze samoświadomość i osobisty wybór, że oto ja dzisiaj decyduję, że moje dotychczasowe funkcjonowanie przynosi mi straty. W oparciu o tę decyzję podejmuje trud, aby wypracować nowy styl funkcjonowania i liczę się z tym, że podjęty trud wymaga włożenia wysiłku.

 

Terapia dla osób uzależnionych łącznie trwa około dwóch lat, w tym czasie codziennie zmagają się oni z największym przeciwnikiem wszelkich zmian, a mianowicie z samym sobą. To długa i trudna droga, która zawsze jest wyborem. Stosowane przez instytucje zewnętrzne obowiązki leczenia są jedynie środkiem pozwalającym na postawienie osoby uzależnionej w sytuacji, w której może ona dokonać wyboru. Na odwyku bowiem przymus nie istnieje, poszanowanie granic drugiej osoby jest jednym z głównych postulatów w terapii. Reasumując, lęk przed „praniem mózgu” to tylko głęboko zakorzenione przekonanie, że wpływ innych ludzi na moje funkcjonowanie jest większy od mojej osobistej motywacji. Gdyby przyjrzeć się z bliska konsekwencjom takiego widzenia własnej sprawczości, można zauważyć, że pochodną tego przekonania jest nieadaptacyjne założenie, że oto ja jako wynik wszelkich wpływów i nacisków nie jestem odpowiedzialny za własny los. To bardzo krótka droga do poczucia krzywdy, które niezwykle utrudnia zarządzanie własnym życiem. O tym, jednak innym razem.

 

„Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć!”

To prawda, na odwyku nikt nikomu nie powie jak ma żyć. Jest to bowiem niemożliwe, aby inny człowiek znał ostateczną prawdę na temat naszego życia. Specyfika pracy terapeutycznej skoncentrowana jest na poszukiwaniu odpowiedzi na kilka fundamentalnych pytań, czy to jak żyjesz ci służy? Czy chcesz zmienić jakość swojego życia? Co musiałaby się zmienić, abyś zaczął żyć w sposób bardziej satysfakcjonujący? Czym jest dla ciebie satysfakcja z życia? Jak zamierzasz osiągnąć zmianę, jaką zaplanowałeś? To tylko niektóre z kierunków pracy terapeutycznej. Praca, nawet ta grupowa to zawsze zindywidualizowany program osobistej przemiany. W ramach leczenia odwykowego pacjenci mają szansę w trakcie budowania tej samoświadomości skorzystać z doświadczeń innych i to jest bardzo pomocne. Mogą skorzystać, co w skrócie oznacza, że decyzja należy do nich, tak samo, jak ich życie.

 

Wolność

Na samym końcu odniosę się do wolności, o utratę której w gąszczu regulaminów i skrupulatnie zaplanowanego dnia na odwyku pacjenci czasem się obawiają. O wolności można by dużo napisać, dla mnie jednak wolność to prawo do decydowania o samym sobie, to prawo do równego traktowania, wolność to głębokie przekonanie, że oto ja wykorzystuje cały mój potencjał w taki sposób, jaki sam wybrałem i w takim kierunku, który mnie rozwija. I o tę wolność właśnie toczy się walka na oddziale odwykowym, gdzie w poszukiwaniu wolności w pierwszej kolejności opanowuje się chaos. To ciekawe, że wolność zaczyna się tam, gdzie człowiek zaczyna zarządzać własnym życiem, że wymiarem wolności jest kierowanie, a nie poddawanie się życiu.

 

Joanna FlisJoanna Flis – Certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień (certyfikat PARPA nr 1455) oraz specjalista Biofeedback (ISNR) I stopnia. Magister psychopedagogiki, resocjalizacji, prewencji patologii i zagrożeń sołecznych. Pracuje w poradni uzależnień WOTUW, gdzie prowadzi terapię osób uzależnionych oraz ich bliskich. Prowadzi Pracownię Pomocy Psychologicznej oraz zajmuje się neurofeedbackiem. Interesuje się cyberspychologią, astrologią i antropologią. Prowadzi również bloga psychologiainternetu.pl. Studentka psychologii na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.