Po każdej wojnie ktoś musi posprzątać„Po każdej wojnie  ktoś musi posprzątać. Jaki taki porządek sam się przecież nie zrobi.” pisała Wisława Szymborska. Po przeczytaniu wiersza „Koniec i początek” postanowiłam pójść na psychoterapię. Bo każdy z nas przeżywa wojny, mniejsze lub większe. I każdy z nas, choćby nie wiem jak bolało albo jakby się nie chciało, musi posprzątać. Tylko robimy to na bardzo różny sposób. Zazwyczaj próbując sobie ulżyć po dopiero co zakończonej wojnie, zamiatamy różne rzeczy pod dywan, albo upychamy do jakiejś ciasnej komórki w mózgu, mając nadzieję, że już nigdy więcej tam nie zajrzymy. Niestety, zazwyczaj potykamy się o te wypukłości na dywanie, albo drzwi tej komórki nie wytrzymują i lawina spraw przeszłych spada na nas z podwójną siłą.

 

No więc posprzątałam. I sprzątam nadal i pewnie będę sprzątać całe życie. Wojen nie uniknę, ale podjęłam decyzję, że swoje bałagany będę czyścić świadomie i dobrze. Po to, by się za mną nie ciągnęły i żeby nie obrywali przez te niedomyte szczątki inni, bliscy mi ludzie.

 

Organizuję akcję „Mam Terapeutę” od 2013 roku, ale dopiero teraz pozwoliłam sobie na swój comming out. I nie, powodem zwlekania nie był wstyd, ale chyba dopiero teraz nabrałam gotowości i jasno sprecyzowanych myśli do tego, by móc się podzielić tym, co dała mi psychoterapia. I nie obawiam się stygmatyzacji, jeśli kogoś śmieszy lub dziwi, że chodzę na psychoterapię, to cóż… tylko mu współczuję.

 

Psychoterapia, to taka magiczna godzina w tygodniu, kiedy nie ma reszty świata. Jestem ja i moje myśli. Myśli niewygodne, trudne, głęboko ukryte. Cierpliwie je wydobywam, łączę, jednymi słowy: porządkuję. I wiecie co? Inaczej się po takiej psychoterapii oddycha. Oddycha się głęboko, a sprawy, które do tej pory męczyły zaczynają układać się w logiczną całość. Nie założyłam różowych okularów i nie udaję, że wszystko jest okej: świat jest jaki był, tylko mój sposób myślenia się zmienił. I to daje wielkie poczucie sprawstwa i wiary w swoje możliwości.

 

Jestem bardziej przygotowana na wszystkie wojny, jakie mają mnie spotkać. Na każdą przebytą już wojnę patrzę teraz z mieszanką wdzięczności i poczucia ciężkiej pracy, która owocuje.

 

Każdemu z Was to czytających serdecznie życzę, aby dali sobie szanse, by po swoich wojnach posprzątać.

 

Trzymam za Was kciuki.

 

Reklama

Join the discussion One Comment

  • Ani - Liberal Rebel napisał(a):

    Super! Też chodziłam i nadal chodzę na terapię. Nie wstydzę się o tym mówić. Fajnie zwróciłaś uwagę, że chodzenie na terapię to świadome sprzątanie bałaganu nie tylko dla siebie, ale też dla dobra naszych bliskich.
    „upychamy do jakiejś ciasnej komórki w mózgu” – świetnie zobrazowanie sposobu radzenia sobie.
    Popieram akcję 🙂

Leave a Reply