Inspiracje, memy, teksty motywujące, grupy rozwojowe, blogi lifestylowe wychodzą nam naprzeciw, inspirując do  zmian. A gdyby tak zatrzymać się nad tym, co już mamy? Pokusić o bycie “tu i teraz”, ze sobą, we własnej Strefie Komfortu i doświadczyć ile dobrodziejstwa jest w tej przestrzeni?

Reklama

 

“Ze świata tego każdy ma tyle, ile sobie weźmie.” B.Giovanni

 

Możliwości, to jedno z bardziej obiecujących słów XXI wieku. Gdy Polska się przeobrażała, czekaliśmy na możliwości, to właśnie one były szansą na “pełniejsze” i bardziej szczęśliwe życie. Konstrukt poznawczy, czyli sposób myślenia o świecie, w którym to właśnie “mnogość możliwości” miała być gwarantem rozwoju, przetrwał do dziś. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że oto właśnie doświadczamy apogeum możliwości materialnych, rozwojowych, estetycznych, technologicznych itd. Wraz z rozrostem wachlarza możliwości zmieniło się nasze podejście do rozumienia rozwoju. Dziś cel rozwojowy ujęty w stwierdzeniu  “wykorzystaj swoje możliwości” przekształcił się  w  sformułowanie “wykorzystaj jak najwięcej możliwości”. Co ponownie ma wpływ na poziom naszego życia. W mojej opinii jesteśmy na zwrotnicy. Koszty konsumpcjonizmu w rozwoju, są niewspółmiernie wysokie do korzyści.

 

Multifrenia

 

Czy mnogość możliwości wyboru może mieć swoje złe strony ? Zdecydowanie, czasem nadmiar możliwości utrudnia nam ostateczny wybór. Zjawisko to pięknie opisane jest w psychologii społecznej. Jego specyficznego wpływu doświadczamy chociażby w trakcie zakupów spożywczych na miejskim targu. Wybór pomiędzy czerwonymi jabłkami a soczystymi gruszkami jest zdecydowanie prostszy niż wybór pomiędzy kilkunastoma rodzajami apetycznych owoców. Wybrałam to porównanie nie bez powodu, w dalszej części pozostaniemy przy kulinarnym klimacie, bowiem najdokładniej obrazującym to zjawisko określeniem jest: supermarket tożsamości. Dostępność nowych wersji siebie jest niemal nieograniczona, szczególnie w cyberprzestrzeni gdzie, turystyka tożsamościowa przeżywa obecnie swój rozkwit. Fascynacji zmianą, zaczyna niestety towarzyszyć obniżony próg tolerancji na długość procesu, jaki tej zmianie towarzyszy. Czas od pomyślenia do wykonania dąży ku zeru, a brak gotowości do lokowania energii w zmianę motywuje do poszukiwania rozwiązań typu instant. W tym przypadku wykorzystanie psychoedukacji, która cieszy się dużą popularnością, z błogosławieństwa (bo wiedza w mojej opinii zawsze jest błogosławieństwem), może stać się źródłem pogorszenia zadowolenia z życia. Porównania społeczne, mit zgubnego wpływu strefy komfortu, czy też nadmiar “przeintelektualizowanego” wglądu może znacznie obniżyć naszą osobistą satysfakcję z życia. Nie inaczej sytuacja wygląda z edukacją w zakresie sportu, odżywiania, oszczędzania czy ogólnie pojętego life coachingu. Jak korzystać z inspiracji w taki sposób, który umocni nasz  potencjał ? O tym właśnie będzie ten tekst.

Reklama

 

Ze szczytu nie widać szczytu

 

Adaptacja  do zmieniających się warunków życia i elastyczność funkcjonowania, od zawsze stanowiły podstawowe umiejętności człowieka, które warunkowały przetrwanie. W ostatnich latach wraz z szybkim rozwojem technologii stały się one, a szczególnie elastyczność, bardzo pożądaną cechą. Ludzie odkryli niezwykłą umiejętność, jaką jest wpływ na własne życie, czyli poczucie sprawczości. Doświadczenia te w sprzyjających warunkach pozwoliły wielu z nas zrozumieć jak potężna to siła. Człowiek jako kreator swojej rzeczywistości poszukuje takiej wersji siebie, która zaspokoi jego potrzebę samorealizacji, która to zgodnie z myślą psychologiczną, może być jednym z głównych sposobów odkrywania poczucia sensu. O tym, jak ważna jest samorealizacja,  świadczy fakt, jak wiele wybitnych umysłów się do niej odwołuje, w tym Russell, Fromm, Horney, Maslow, Murphy, Rogers, Kępiński, Goldstein, Allport, Jackson, Coghill, von Bertalanffy, Dewey, Tillich, Frankl i inni. Warto jednak pamiętać, że wraz z dużym poczuciem sprawczości wzrasta doświadczanie odpowiedzialności za własne życie, w tym nieudane decyzje. To zjawisko z jednej strony daje człowiekowi motywację do wprowadzania zmian i dążenia do rozwoju, z drugiej jednak karmi Bezwzględnego Krytyka Wewnętrznego. Tego, który nie znosi porażek i ułomności, który w okrutny sposób porównuje nas do innych i karze za każde odstępstwo od ideału. Konsumpcjonizm w rozwoju, podpowiada nam, że życie jest produktem. Uprzedmiotowienie jego treści utrudnia osiąganie szczęścia.

 

Fluidalne Ja

 

Socjolog Zygmunt Bauman na podstawie  swoich obserwacji stworzył pojęcie “płynnej tożsamości”, za którym kryje się lęk przed ostatecznym sformułowaniem siebie. Zawsze bowiem możemy stać się kimś innym, lepszym, pełniejszym, szczęśliwszym. Ucieczka przed samookreśleniem powoduje, że “Ja” staje się fluidalne, fragmentaryczne, nienasycone. Takie “Ja” jest ciągle w drodze. W takiej sytuacji czucie siebie wyrażane trwałą  tożsamością (niezbędną człowiekowi do poczucia ciągłości i spójności), może uruchamiać strach przed przegapieniem nowych możliwości. Każdy wybór zaczyna wtedy generować poczucie straty, wybrane jabłka nie cieszą tak bardzo, gdy nie dane nam jest spróbować soczystych gruszek.

 

Stałość = Stagnacja?

 

Opisane wyżej doświadczenia, doskonale manifestują się w znaczeniu, jakie popkultura nadała popularnej Strefie Komfortu. Dochodzimy do absurdu, w którym rozumienie rozwoju tożsame jest z zaprzeczaniem wszystkiemu co stanowimy. Człowiek, zgodnie z tą teorią, “rozwija się tylko wtedy gdy jest poza Strefą Komfortu”. Takie i inne hasła (widoczne szczególnie w sieci),  mobilizują ludzi poszukujących, do ciągłego fluidalnego przekształcania się, bez celu i kierunku. Często jedynym celem staje się porzucanie wszystkiego co w nas stałe, a przecież każdy z nas, we własnej Strefie Komfortu ma umiejętności i zasoby, które są wyjątkowo korzystne. Doświadczanie stałości, jak uwierającego buta, może niepokoić, szczególnie, wtedy gdy motorem napędowym dla nowych wyzwań jest unikanie siebie. Problem współczesnego człowieka nie dotyczy zmiany jako zjawiska samego w sobie, dotyczy podejścia do zmiany, w którym czasem dotykamy paradoksu polegającego na tym, że to właśnie zmiana staje się celem a wyznaczane cele jedynie narzędziem do ciągłych przemian. Jak zatem zaplanować zmiany, aby nas rozwijały w taki sposób, który będzie dla nas zdrowy ?

 

Strefa Komfortu pełna dobrobytu

 

Dzięki automatyzacji możemy robić wiele rzeczy w sposób zupełnie bezwysiłkowy. Pewne zachowania i umiejętności przychodzą nam z dużą łatwością, nie dlatego że są mało wartościowe, lecz z jednego prostego powodu: ponieważ jesteśmy w ich wykonywaniu mistrzami. Wszystkie te zasoby znajdują się w tym samym miejscu, w którym są niechciane nawyki, nielubiane lęki czy utrudniające rozwój przekonania. Właśnie z tego prostego powodu Strefa Komfortu, nie jest miejscem o szczególnie złej ani dobrej energii. Sztuka stawania się lepszą wersją samego siebie, nie polega na porzucaniu Strefy Komfortu, lecz na inwentaryzacji jej kapitału. To prawda, że aby nauczyć się czegoś nowego, należy porzucić stare sposoby. Rozwój jednak nie dokonuje się jedynie wtedy, gdy uczymy się nowych rzeczy, ale też wtedy gdy pielęgnujemy te już posiadane. Rozwój to również samoświadomość własnego potencjału. Dojrzałe doświadczanie siebie, w taki sposób, który pozwala widzieć zarówno obszary do zmiany, jak i wykorzystać posiadane zasoby. Bez tej samoświadomości, trudno funkcjonować w sposób, który przynosi spełnienie.

 

Pierwszym krokiem himalaisty jest poznanie zawartości własnego ekwipunku, możliwości organizmu, zasobów i ograniczeń, bez dobrego przygotowania opartego o samoświadomość wyprawa na szczyt skazana jest na porażkę. Strefa Komfortu pełna jest dobrobytu, warto go doświadczyć, chociażby po to by wiedzieć dokąd warto dalej zmierzać. Wdzięczność i duma z tego, kim jesteśmy ubogaca a zdolność do podtrzymywania zdrowych umiejętności i wykorzystywania osobistych zasobów może stać się źródłem samorozwoju.

 

O zmianie słów kilka

 

Gdy jednak dojrzała decyzja o gotowości do wprowadzenia zmiany, zapadnie, warto przyjrzeć się naturze zmiany.  Zmiana lubi czas, często zaczyna się od wglądu, ale nade wszystko upodobała sobie czas. Ma też skłonność do konkretyzowania celu i bardzo gustuje w powtórzeniach. Zmiana to taka materia, która, zanim wkomponuje się na stałe w nasze życie, musi czuć się potrzebna i doceniana. Niejednokrotnie pochłania dużo energii, a jej efekty odroczone są w czasie. Co w zmianie jednak jest najważniejsze? To, że dzieje się tylko “tu i teraz”. Zanim zapadnie decyzja o zmianie, najpierw manifestuje się ona w formie myśli o przyszłości,  która jest dla nas bardziej satysfakcjonująca. Taka inspiracja budzi do działania. To niezwykły proces budowania wewnętrznej motywacji. Jeden z tych, które są dla nas przyjemne i często bezwysiłkowe. Kolejny etap zmiany wymaga gruntownego przygotowania, polegającego na precyzyjnym określeniu celu, do którego się zmierza wraz z określeniem konkretnych sposobów na jego osiągniecie, przy wykorzystaniu posiadanych umiejętności. Potem pozostaje  praca nad zmianą, która zawsze ma miejsce “tu i teraz”, bo zmianie paradoksalnie towarzysz przede wszystkim zdolność do utrzymania stałych postanowień, realizowania stałych zachowań i wdrażania stałych nawyków. W takim ujęciu lęk przed stałością przeczy zmianie, bowiem zmiana najczęściej dokonuje się tam, gdzie człowiek ceni sobie trwałość. Takiej właśnie zmiany, która jest ubogacającą podróżą, a nie ucieczką, sobie i Państwu życzę.

 

Joanna FlisJoanna Flis  – certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień (certyfikat PARPA nr 1455) oraz specjalista Biofeedback (ISNR) I stopnia. Magister psychopedagogiki. Pracuje w poradni uzależnień PTUAiW Świdwin, gdzie prowadzi terapię osób uzależnionych oraz ich bliskich. Prowadzi Pracownię Pomocy Psychologicznej oraz zajmuje się neurofeedbackiem. Interesuje się cyberspychologią, astrologią i antropologią. Prowadzi również bloga psychologiainternetu.pl. Studentka psychologii na Uniwersytecie SWPS w Sopocie, Przewodnicząca Koła Nasukowego Cyberpsychologii.

 

Reklama

Join the discussion 4 komentarze

  • Sylwia napisał(a):

    Szanowna Pani Joanno,

    trafiłam na Pani artykuł przypadkiem. Przyjemny tekst, dobrze się czyta, tylko aż razi niepoprawna interpunkcja. A szkoda, bo trochę zabiera to radość czytania. Może jakaś koleżanka z filologii polskiej mogłaby pomóc? 😉

    Pozdrawiam serdecznie

  • Marta napisał(a):

    Doskonały artykuł. Bardzo mądry i jakże orzeźwiający, ponieważ zmusza do spojrzenia z innego puntu widzenia na temat ostatnio wszędobylski – strefę komfortu.
    Chciałam podziękować autorce za podzielenie się własnymi spostrzeżeniami, które ujęte zgrabnie w postaci posta, zmobilizowały mnie do pewnych przemyśleń i popchały do dalszych poszukiwań w temacie.
    Dziękuję 🙂

  • name napisał(a):

    Ja troche nie na temat… Chcialem, tylko zapytac, czy jest w planach, by artykuly ze zdrowaglowa.pl, bylyby rowniez publikowane w jezyku angielskim? Artykuly sa dobre, wiec mysle, ze piszac je rowniez po angielsku, mozna by dotrzec do wiekszej ilosci osob.

  • […] Znane i lubiane uproszczenie, w którym strefa komfortu staje się ucieleśnieniem wszystkiego, co w nas leniwe, lękliwe i marudne. A przecież, wbrew obiegowej opinii, rozwój wcale nie polega na wyskakiwaniu z tej strefy i rzucaniu się w swoje największe lęki w stylu kamikadze, tylko raczej na stopniowym poszerzaniu jej granic. Sama pisałam o szkodliwości tego przekonania w notce ➡ Kiedy samorozwój staje się pułapką. Polecam też teksty opublikowane przez Andrzeja Tucholskiego i portal Zdrowa Głowa. […]

Leave a Reply