Obchodzony kilka tygodni temu Światowy Dzień Psychoterapii skłonił mnie do refleksji nad tym, czym psychoterapia w ogóle jest. I nie będzie tu patetycznie ani filozoficznie, a wręcz przeciwnie. Porozmawiamy tu o realnym procesie leczenia, który nie jest ani łatwy, ani przyjemny, ale jego celem jest zmierzanie ku zdrowiu.

Rozmowy z przyjaciółką, które nie leczą

Po tym wstępie dochodzimy już do pierwszego wątku różnicującego psychoterapię od rozmowy z koleżanką lub bliskimi. Zazwyczaj nasi bliscy nie leczą naszych dolegliwości somatycznych, bo nie mają do tego wystarczających kompetencji (chyba, że mamy tatę lekarza, to może, ale zapewne nawet on w określonych przypadkach odeśle nas do specjalisty, bo uzna, że kolega chirurg jednak lepiej złoży naszą złamaną nogę niż on jako, na ten przykład, alergolog). Leczenie zapewnia specjalista, a rodzina i przyjaciele mogą jedynie wspierać nas w tym procesie, jeżeli oczywiście wyrazimy na to chęć i zgodę. 

Słowo psychoterapia składa się z starogreckiego psyche – dusza i therapien – leczenie. Aby leczenie było skuteczne musi pojawić się problem zgłaszany przez pacjenta, wyznaczony przez niego cel terapii, czyli określenie tego co chciałby wyleczyć, ustalenie planu leczenia, a następnie weryfikowanie osiągania tych celów. Cele muszą być realne i mierzalne. Tyczy się to zarówno terapii ciała, jak i duszy. 

Reklama

Kiedy pacjenci przychodzą do mojego gabinetu lubię nazywać ich ekspertami od swojego życia. Zazwyczaj wtedy uśmiechają się lekko mówiąc, że gdyby byli tacy dobrzy, to wcale by tu nie przyszli. To trochę tak, jakby powiedzieć, że będąc w sile wieku nie można sobie skręcić kostki! Wchodząc do gabinetu, tylko pacjent wie, z jakimi trudnościami przychodzi i jak wygląda jego sytuacja życiowa, tylko on może przekazać terapeucie swoją historię. Z pomocą w gromadzeniu informacji przychodzi wywiad, który zbiera terapeuta podczas pierwszych spotkań, aby zbadać wszystkie obszary funkcjonowania pacjenta. Jednakże bez pacjenta i jego gotowości do pracy, ani rusz! Terapeuta to osoba dysponująca znajomością technik terapeutycznych i wiedzy psychologicznej, którą operuje w celu wsparcia klienta w osiąganiu jego celów. 

Lekko, łatwo i przyje… no niekoniecznie

Mam w domu taki zeszyt, w którym zapisywałam najważniejsze dla mnie wątki ze szkolenia psychoterapeutycznego. Na jednej z pierwszych stron (był to chyba pierwszy zjazd, październik 2016 rok) wieki napis: BEZ „C” NIE MA TERAPII (pamiętam jak dziś, kiedy słowa te wypowiadała dr Agnieszka Popiel). Czym jest enigmatyczne „C”?

W psychoterapii poznawczo-behawioralnej poruszamy się po trójkomponentowym modelu zaproponowanym przez Alberta Elisa, zwanym modelem ABC. Komponent „A” to zdarzenia (ang. actions), które wywołują „B” (ang. beliefs), czyli nasze myśli i przekonania, które w konsekwencji powodują w nas owo „C”, czyli konsekwencje (ang. consequences) na różnych poziomach: emocjonalnych, behawioralnych (w zachowaniu) i objawach fizjologicznych (doznaniach płynących z ciała). Pod „C” może zatem kryć się przewlekły smutek, nagłe napady lęku, czy fale trudnej do zniesienia złości, zachowania takie jak unikanie, wycofywanie się z relacji, albo nadmiarowe angażowanie się w pracę, wielokrotne sprawdzanie wykonywanych czynności, a towarzyszyć mogą temu doznania somatyczne takie jak łzy, ból brzucha, napięcie w mięśniach i wiele innych. 

Pacjent zazwyczaj nie pojawi się w gabinecie, dopóki „C” nie będzie wystarczające, aby utrudniać codzienne funkcjonowanie, to znaczy, nie odczuje jakichś konsekwencji, które ponosi (na wszystkim lub jednym z trzech wymiarów). Dlatego właśnie na terapię nie przychodzą osoby, którym zdarzy się dzień smutku, czy wzmożony lęk przed wystąpieniem publicznym. Smutek jest ważną emocją i reagowanie smutkiem na pewne bodźce (np. związane ze stratą lub niepowodzeniem) są właściwą reakcją organizmu, a pobudzenie przed wystąpieniem lub ważną ekspozycją społeczną do pewnego stopnia również jest adaptacyjne. Niemniej, kiedy doświadczamy smutku bez bezpośredniej reakcji na bodziec, a stan ten utrzymuje się powodując cierpienie (np. odbierając motywację, wycofując z relacji społecznych, powodując trudności z koncentracją), pacjent może mieć poczucie, że odczuwa pewne konsekwencje swojego stanu, które mogą także przekładać się na ważne dla niego obszary życia, np. zawodowe, rodzinne, osobiste. Uniknięcie wystąpienia publicznego, np. prezentacji na zajęciach, której się nie przygotowało, na pewno da poczucie ulgi – byłam kiedyś studentką, wiem o czym mowa 🙂 Jednak, kiedy lęk przed wystąpieniem jest tak silny, że zaczynamy mieć trudności z zaliczeniem zajęć na studiach które jednak są dla nas ważne, wypowiadaniem swojej opinii na spotkaniach w pracy, a jest to konieczne dla otrzymania wymarzonego awansu, czy ograniczaniu życia społecznego, również możemy mówić o konsekwencjach. W związku z tym, co się dzieje na poziomie emocjonalnym, behawioralnym czy fizjologicznym mamy poczucie straty lub dyskomfortu – wówczas najczęściej zwracamy się po pomoc. I słusznie! Poziom nasilenia konsekwencji w momencie zgłoszenia jest jednak bardzo różny. Jednak zanim zgłosimy się na psychoterapię może stać za tym bogata historia różnych, czasem dotkliwych doświadczeń.

Reklama

I tu dochodzimy do sedna – psychoterapia nie jest ani lekka, ani łatwa, ani zawsze przyjemna. Jest to praca, którą wykonujemy we współpracy z terapeutą i pochylamy się nad tym „C” – skąd się wzięło, jak długo trwa, czy pojawiało się już wcześniej, w jakich okolicznościach i co powoduje w życiu pacjenta. I to bywają bardzo różne doświadczenia, jednakże umówmy się, trudno nazwać je przyjemnymi. Terapeuta, w swojej empirycznej współpracy z klientem, w poszanowaniu jego granic, sumiennie zbiera dane z wywiadu, zapis historii wcześniejszego leczenia i opis obecnych trudności, aby uzyskać właściwy obraz pacjenta i zaproponować techniki i metody oddziaływania najlepiej dobrane do zgłaszanych problemów. 

Czy na terapię można przyjść nie wiedząc co się z nami dzieje? Jak najbardziej! Sam fakt tego, że przyszliśmy oznacza, że dzieje się coś i jest to jakiś dyskomfort – nawet jeżeli nie umiesz od razu ubrać go w słowa, potrafisz najpewniej wskazać, co innego działo się w Twoim życiu lub nastroju zanim stało się to coś. Być może, przy odpowiedniej rozmowie z terapeutą, łatwiej będzie określić co dokładnie się zmieniło i na czym polega ów dyskomfort.

Czy są problemy wystarczająco ważne dla terapii i takie, które terapii nie wymagają? Jeżeli pojawia się „C”, czyli konsekwencje utrudniające funkcjonowanie, możesz skorzystać z psychoterapii. To Ty jesteś ekspertem od swojego życia i w relacji terapeuta-pacjent o swoim życiu, historii i myślach wiesz więcej od psychoterapeuty. 

Wstyd z powodu terapii, czy z powodu własnych doświadczeń?

Jeżeli zapytalibyśmy, czy chodzenie do neurologa jest powodem do wstydu, najpewniej każdy z nas zadeklarowałby, że absolutnie nie. Nic dziwnego! Tyle mówi się o profilaktyce, trosce o siebie i swoje zdrowie! Jednakże badania pokazują, że to nie korzystanie z pomocy neurologa wiąże się z poczuciem wstydu, a doświadczenie choroby takiej jak np. Zespół Parkinsona (Angulo i in., 2019), a konkretniej jej objawów: drżenia kończyn, sztywność mięśni, trudności z pamięcią. 

Reklama

Na podobny efekt wskazują badania nad wstydem w związku z psychoterapią wśród pacjentów doświadczających zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego: pacjenci zaproszeni do udziału w badaniu odczuwali wstyd nie z powodu uczestnictwa w terapii a z powodu doświadczeń, jakie niosło ze sobą to zaburzenie i z jakimi reakcjami spotkali się pacjenci, np. osób przypadkowych, czy członków rodziny (Glazier i Wetterneck, 2015). Co więcej, poczucie wstydu z powodu dolegliwości może być istotnym predyktorem dla odłożenia w czasie lub zaniechania podjęcia właściwej terapii (Bratton, 2010).

Żyjemy w XXI wieku. Nie jest dla wszystkich jeszcze jasne to, czym różni się psycholog od psychoterapeuty i psychiatry, ale jestem dobrej myśli – idziemy ku lepszemu. Dostęp do rzetelnej psychoedukacji poszerza nasze horyzonty i na przestrzeni ostatnich 7 lat istnienia Zdrowej Głowy odczuwam progres w tym zakresie. Nie, nie jest idealnie. Ale idzie to w dobrym kierunku. Myślę, że nie wstydzimy się już korzystania z pomocy psychoterapeuty, ale…

…zawsze musi być jakieś ale…

…ale wstydzimy się wciąż swoich doświadczeń. I być może wstydzimy się ich coraz bardziej, wraz z tym, jak szybko dzieje się rzeczywistość dookoła nas. A swoją rzeczywistość wciąż próbujemy ująć w myśli, które niekiedy z rzeczywistością niewiele mają wspólnego. Kto z nas nie myślał kiedyś, że nie jest dostatecznie ładny, mądry, kompetentny, wart uwagi, słaby? 

Tym bardziej, doświadczając trudności w dobrostanie psychicznym, częstokroć doświadczamy wielu trudnych, dysfunkcjonalnych „B” – czyli beliefs – myśli i przekonań na temat nas, innych ludzi, przyszłości i świata. Myśli te obarczone są silnymi zniekształceniami: że już zawsze będzie źle, że jesteśmy kompletnie do niczego, że inni też to widzą i jesteśmy dla nich ciężarem. Wstydzimy się smutku, lęku, napadów paniki, swoich słabości, samookaleczeń, trudności w pracy, rozpadów relacji i związków. I teraz, tak całkiem szczerze, kto z nas nigdy tego nie doświadczył, chociaż raz?

Zatem wstydzimy się tego, co jest nam wspólne. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że co czwarty dorosły Polak przynajmniej raz w życiu doświadcza trudności w zakresie zdrowia psychicznego. Dzieląc się swoim doświadczeniem, mamy szansę wskazać, że kryzysy są normą, a trudności, zaburzenia i choroby leczymy właściwą formą terapii (w tym farmakoterapii). Terapia to nie wstyd, tak samo jak nasze doświadczenia.

Na (prawie) sam koniec – ku przestrodze

Coraz więcej mówi się o psychoterapii, można śmiało powiedzieć, że w coraz większej ilości miejsc w Polsce zawitała na dobre „pod strzechy”. Cieszą liczne portale psychoedukacyjne, trafne uwagi użytkowników Instagrama pod postami marki ubrań zachęcającej do zakupu koszulki na obniżony nastrój oraz krytyka influencerki zachęcającej do konsumpcji suplementów na depresję. Psychoedukacja nie idzie w las! Sami staliśmy się sobie strażnikami rzetelnej wiedzy i poziom wrażliwości na dezinformację znacząco się wyostrzył. Niemniej z niepokojem obserwuję coraz więcej ogłoszeń o „psychoterapii bez wychodzenia z domu”; „gwarancji satysfakcji lub zwrotu pieniędzy”; „psychoterapii dobranej tylko dla Ciebie”, czy „wygodnej i szybkiej”. Psychoterapia to praca, w której czasem wolniej znaczy lepiej, a gwarancja satysfakcji jest niemierzalna. Nadmiarowa komercjalizacja psychoterapii, przy braku ustawy o zawodzie psychoterapeuty i prawnych obostrzeniach co do wykonywania tego zawodu, może być zjawiskiem niebezpiecznym przede wszystkim dla pacjentów. 

Optymistyczny akcent

W książce „Psychoterapia poznawczo-behawioralna. Teoria i praktyka.” (Popiel i Pragłowska, 2008; s. 242) czytamy: „Psychoterapeuta jest przede wszystkim humanistą i przedmiotem jego poznania, refleksji, oddziaływań, ale i badań w obrębie wykonywanej profesji jest drugi człowiek. Parafrazując słowa Terencjusza: Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce, można powiedzieć: … i wszystko, co ludzkie, może być przedmiotem rozmowy w terapii”. 

Literatura:

  • Angulo, J., Fleury, V., Péron, J. A., Penzenstadler, L., Zullino, D., & Krack, P. (2019). Shame in Parkinson’S Disease: A Review. In Journal of Parkinson’s Disease. https://doi.org/10.3233/JPD-181462
  • Bratton, K. L. (2010). Shame, guilt, anger, and seeking psychological treatment among a trauma exposed population. ProQuest Dissertations and Theses.
  • Glazier, K., & Wetterneck, C. (2015). Stigma and Shame as Barriers to Treatment for Obsessive-Compulsive and Related Disorders. Journal of Depression and Anxiety. https://doi.org/10.4172/2167-1044.1000191
  • Popiel, A., Pragłowska, E. (2008). Psychoterapia poznawczo-behawioralna. Teoria i praktyka. Warszawa: Wydawnictwo Paradygmat.

Autorka:

Joanna Gutral

Joanna Gutral – psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej oraz European Association for Behvioural and Cognitive Psychotherapy. Doktorantka Interdyscyplinarnej Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu SWPS na wydziale psychologii, absolwentka całościowego szkolenia w Podyplomowej Szkole Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS pod kierownictwem dr Agnieszki Popiel i dr Ewy Pragłowskiej. Współzałożycielka i współtwórczyni Akcji Mam Terapeutę oraz portalu Zdrowa Głowa. Badawczo zajmuje się postrzeganiem siebie i innych w czasie. Jest laureatką nagrody im. Prof. Z. Pietrasińskiego, stypendystką i kierownikiem grantu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych w Domu Rozwoju w Warszawie, związana jest także z Kliniką Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS, swoją pracę poddaje regularnej superwizji. Prowadzi również zajęcia ze znienawidzonej przez większość studentów statystyki i metodologii oraz psychologii klinicznej. Miłośniczka teatru, wierna czytelniczka twórczości Irvina Yaloma i dumna posiadaczka psiego adopciaka imieniem Buba.

Reklama

Author Zdrowa Głowa

More posts by Zdrowa Głowa

Leave a Reply