Nowy rok, nowa ja! – to chyba to zdanie, które najczęściej słyszałam w ostatnich tygodniach w związku z rozpoczęciem nowego roku. Każdy z nas ma naturalną potrzebę rozwoju, obierania nowych kursów i eksplorowania nieodkrytych dotąd pokładów własnych możliwości. Niezależnie od tego czy tkwimy w wymuszonej stagnacji, leniwie wylegujemy się w strefie komfortu, tudzież gnamy po autostradzie życia, to podsumowaniom służą domknięcia takie jak np. koniec roku kalendarzowego. Dokonujemy inwentaryzacji zasobów i snujemy plany na przyszłość. Częstokroć nie mamy wpływu na wiele czynników i wydarzeń zewnętrznych, a ich ewentualny wpływ na nasze niepowodzenie szacujemy jako ostateczny argument dla rezygnacji z podjęcia działania. Stres z tym związany przez długi czas nie pozwala powrócić do satysfakcjonującego poziomu funkcjonowania. Czy wiesz, że masz pewną umiejętność (tak, właśnie TY!), która może pomóc Ci uporać się z tymi przekonaniami i obawami? Od Ciebie jednak zależy w jakim stopniu ją opanujesz i nauczysz się z niej korzystać.

Reklama

 

Rezyliencja (ang. resilience) to umiejętność dostosowywania się do zmiennych warunków i otoczenia1. Mam tu na myśli łatwość w adaptowaniu się do nowej sytuacji bez rezygnacji z realizacji zamierzonego zadania. To także zdolność do odbudowania wytrwałości po porażce i odzyskiwania odporności mimo pojawiania się nieprzychylnych okoliczności. Brzmi jak bajka? Wydaje Ci się to nierealne? Słowo być może faktycznie budzi nasze wątpliwości i podejrzenia, wszak nieczęsto słyszane jest w rozmowach. Ważnymi komponentami rezyliencji są m.in. współczucie, uważność, wdzięczność, wiara w siebie, poczucie bliskości, czy odwaga. Według badaczy1 rezyliencja nierozerwalnie wiąże się z trzema podstawowymi potrzebami: bezpieczeństwa, satysfakcji i więzi. Możemy czuć się bezpiecznie wśród innych, czuć satysfakcję z pracy zespołowej i budować poczucie więzi z bliskimi i przyjaciółmi. Wszak traktując innych z szacunkiem i życzliwością, wydobywamy z nich to, co najlepsze. A jak traktujemy samych siebie? Czy jesteś tak samo dobrym kompanem dla siebie samego, jak dla swojego przyjaciela?

 

Być dla siebie dobrym

 

Na kogo masz największy wpływ? Na warunki pogodowe, humor szefa, długość kolejki w sklepie? Otóż, na siebie. Tak, tak, to głównie do Ciebie zależy, jaki stosunek będziesz miał(a) do samego siebie! A im większy masz na kogoś wpływ, tym większa odpowiedzialność, aby traktować tę osobę życzliwie.  Jak myślisz, co mogłoby się zmienić, gdybyś zaczął traktować siebie z troską i życzliwością?

Reklama

 

Współczuję… sobie

 

Po pierwsze, musimy odróżnić współczucie od narzekania – nie, nie są to pojęcia tożsame. Współczucie jest odpowiedzią na cierpienie, połączone z chęcią niesienia pomocy i poprawy sytuacji 1. Okazywanie współczucia obniża stres, otrzymywanie go z kolei wspomaga proces regeneracji zarówno fizycznej jak i psychicznej. Wyrażanie współczucia wobec samego siebie nie jest użalaniem się nad sobą. I chociaż nie wiem jak bardzo chcielibyśmy, aby powód naszego cierpienia nie miał miejsca, to jedynie współczucie pozwala na postawienie kolejnego kroku do…

 

…Akceptacji! Tego mi trzeba!

 

Czy zdarza Ci się być zmęczonym, smutnym rozgoryczonym? Jak często masz do siebie żal o te uczucia? „Co to za zmęczenie, kiedy tyle pracy jeszcze przede mną?!”. Ustalmy jedno: akceptacja nie oznacza aprobaty stanu rzeczy albo poddania się niekomfortowej sytuacji. Wypieranie negatywnych uczuć nie pozwala w pełni zbadać i dostrzec tego, co się w nas dzieje, a co za tym idzie, trudnej nam się z nimi mierzyć w późniejszych etapach1.

 

Uważność

 

Zdarzyło Ci się kiedyś popełnić błąd? Znaczący bądź drobny, w pracy lub w szkole, w życiu osobistym albo zawodowym? Czy zastanawiałeś się kiedyś jakie wydarzenia zawiodły Cię do tych okrutnych myśli w stylu „jestem do niczego”, „nic mi nigdy nie wychodzi”, czy „jestem beznadziejny”? A może każde, nawet drobne potknięcie kończy się takim właśnie podsumowaniem w Twojej głowie? Bycie uważnym oznacza bycie obecnym w bieżącej chwili w przeciwieństwie do marzenia na jawie czy rozpamiętywania przeszłości1. Łatwiej jest być uważnym, kiedy delektujemy się filiżanką porannej kawy, nieco trudniej, kiedy wydarzenia mają charakter emocjonalny i trudny, np. kłótnia z ważną osobą. Uważność pomaga w odróżnianiu myśli od faktów. Dzięki temu możliwe jest wybranie jednej rzeczy z natłoku informacji i wrażeń i poświęcenie jej swojej uwagi, która, niezmącona, ma szansę dokładniej przetworzyć bieg wydarzeń.

 

Tytułowa rezyliencja nie jest pojedynczym tajemniczym elementem, którego posiadanie zapewnia złamanie szyfru do bezgranicznie szczęśliwego funkcjonowania. To kombinacja wielu umiejętności, które uzupełniają się nawzajem. Im więcej wysiłku wkładamy w pielęgnację tychże umiejętności, tym wyższym poziomem rezyliencji możemy się cechować. Nie jest to jednakże zdolność taka jak np. jazda na rowerze. Nie wystarczy nauczyć się raz, aby potem bez wysiłku i ograniczeń móc korzystać z dobrodziejstwa rowerowych przejażdżek. To nieustający proces, który wymaga stałej praktyki. Jednakże badania pokazują, że osoby z wysokim poziomem rezyliencji łagodniej znoszą kardiologiczne skutki wydarzeń związanych ze stresem, a także w większym stopniu potrafią znaleźć pozytywne znaczenie w negatywnych okolicznościach, co skutecznie poprawia ich całościowy dobrostan psychiczny1.

 

  1. Rezyliencja – jak ukształtować fundament spokoju, siły i szczęścia. (2018). Rick Hanson i Forrest Hanson, wyd. GWP.

 

Joanna Gutral – doktorantka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich Uniwersytetu SWPS na wydziale psychologii, słuchaczka Podyplomowej Szkoły Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS, Współzałożycielka i współtwórczyni Akcji Mam Terapeutę. Badawczo zajmuje się postrzeganiem siebie i innych w czasie. Prowadzi psychoterapię indywidualną w Centrum Zmiany w Życiu. Prowadzi również zajęcia ze znienawidzonej przez większość studentów statystyki i metodologii. Miłośniczka teatru, wierna czytelniczka twórczości Irvina Yaloma i fanka skandynawskiego kina.

.

Reklama

Join the discussion One Comment

  • Robert pisze:

    Trudno zgodzić mi się z zaprezentowaną tu szeroką definicją rezyliencji. Ten amerykanizm musi się chyba jeszcze trochę umościć w naszym języku. Zwana też „sprężystością”, rezyliencja jest cenną umiejętnością powrotu do stanu równowagi i pełnego potencjału rozwojowego po trudnych, bądź nawet traumatycznych przeżyciach. To zasób pozwalający zamknąć za sobą drzwi do mrocznych doświadczeń, ale bez freudowskiego wyparcia. Tak ją rozumiem i dlatego „zgrzyta” mi „łatwość w adaptowaniu się do nowej sytuacji bez rezygnacji z realizacji zamierzonego zadania” nawet, jeśli podparta jest przypisem. Pozdrawiam.

Leave a Reply