Czy spotkałeś kiedyś osobę, która zaimponowała Ci swoją umiejętnością podnoszenia się po niepowodzeniach, albo stawiania czoła trudnym doświadczeniom? Może sam taki jesteś i potrafisz pomimo silnego stresu czy lęku wrócić do siebie nie tracąc optymizmu i motywacji? Osoby, które przejawiają taką zdolność, cechują się wysokim poziomem rezyliencji, czyli umiejętnością adaptacji do życiowych okoliczności, często trudnych i szybko zmieniających się. Ale jeśli myślisz, że to wyjątkowa cecha, talent, którym dysponują nieliczni… nic bardziej mylnego! Każdy może budować kompetencje, dzięki którym ograniczy psychiczne koszty stresu, wyjdzie obronną ręką z doświadczeń obfitujących w lęk, napięcie, rozczarowanie. Ale o jakich umiejętnościach mowa? Jedną z książek poruszających ten temat jest „Siła rezyliencji. Jak poradzić sobie ze stresem, traumą i przeciwnościami losu” autorstwa specjalisty od radzenia sobie ze stresem Glenna R. Schiraldi.

 

Najpierw opanujmy ciało

 

Siła rezyliencji - recenzja książkiCiało i umysł to para nie do rozdzielenia. Dobrze wiemy, że przyspieszony oddech, szalone bicie serca, czy drżenie, kiedy się stresujemy lub boimy potrafią skutecznie nas usztywnić i sprawić, że nie możemy wydusić słowa lub znaleźć rozwiązania problemu.

 

Z pomocą przychodzą techniki regulacji pobudzenia. Autor książki, od lat prowadząc szkolenia ukierunkowane na poprawę zdrowia psychicznego i radzenie sobie z  traumą, nazywa ten proces „resetowaniem systemu nerwowego”, czyli przywracaniem takiego poziomu mobilizacji organizmu, który jest dla każdego „w sam raz”, nie za wysoki i nie za niski, dzięki czemu pozwala działać w sposób produktywny. Świetnie sprawdzą się tu ćwiczenia oddechowe i ruchowe, czyli techniki, za sprawą których to Ty będziesz kontrolować ciało, a nie ono ciebie. A to właśnie umiejętność z oceanu rezyliencji. A kiedy uwaga nie będzie już skupiona na zaciśniętym gardle i drżących nogach, można zająć się głową, czyli myślami i emocjami.

 

Teraz umysł

 

Na pewno zdarzyło Ci się nie zdać jakiegoś egzaminu. Pamiętasz co wtedy pojawiło się w Twojej głowie? Czy było to: „no trudno, pouczę się więcej”, czy może: „Jestem głupi”, „Wszystkim poszło lepiej”. A potem przyszły emocje: smutek, złość, rozczarowanie. Jeśli ta sytuacja była dla Ciebie sygnałem, że jesteś do niczego, prawdopodobnie Twoja motywacja do przyswojenia danego materiału spadła, a i następny egzamin uznasz za pewną porażkę. Bo to co pomyślisz w danej chwili, wpłynie na to jak sobie z nią poradzisz, czyli co zrobisz: czy zmierzysz się z problemem, czy zrezygnujesz pogrążając się w smutku.  Ale… zawsze możesz rzucić wyzwanie swoim myślom! Czy na pewno jesteś do niczego? Może były inne powody, dla których Ci nie poszło? Takie poszerzanie sposobu myślenia i pola uwagi to również składowa rezyliencji. A za tym idą kolejne elementy: akceptacja tego czego nie możesz zmienić, samowspółczucie, czyli zaopiekowanie się sobą w trudnej sytuacji, bez oceniania i obwiniania. Optymizm, poczucie humoru, wdzięczność. Wiem, że jest tego sporo. I nie tak łatwo po prostu stać się optymistą i w istocie nie chodzi o to, by widzieć świat w różowych barwach, lecz by wzmacniać swoją psychiczną siłę, wyciągać wnioski ze zdarzeń i uczyć się akceptować niepowodzenia. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, prawda? Ale każdą ze składowych rezyliencji da się rozwinąć. Parę narzędzi, które mogą do tego posłużyć proponuje autor książki. Możesz ćwiczyć sam lub z pomocą terapeuty.

 

Tytułowa „siła rezyliencji” to taka psychiczna elastyczność. Usłyszałam kiedyś, że to zdolność sprężyny, która ugina się pod naciskiem, ale kiedy ciężar ustępuje, wraca do swojego wyjściowego kształtu.  To także korzystanie z tego co już potrafisz, co masz w danej chwili pod ręką, z minionych sytuacji. To świadomość swoich mocnych stron i ograniczeń. Rezyliencja, chociaż rzadko używa się tego pojęcia, to w istocie ogromna całość złożona z wielu elementów jak z puzzli, którą buduje się stopniowo zyskując nowe zasoby. Po co? By radzić sobie z tym co przynosi życie. Ludzie wysoko rezylientni jak pisze autor książki: „nawet jeśli słabną na chwilę, wracają do równowagi na dalszych etapach życia”.

 

Na koniec podkreślę jeszcze raz, rezyliencja to nie magiczna siła, cecha którą się ma albo nie, lecz zdolność, którą można, a nawet zdecydowanie warto trenować, niezależnie od wieku, czy bagażu doświadczeń. Nie zaczynasz od zera, dysponujesz już tymi umiejętnościami w jakimś stopniu. Jeśli chcesz je rozwijać korzystaj z książek, obserwacji innych, może psychoterapii, ćwicz! Powodzenia 🙂

 

Książka dostępna jest na stronie Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.

 

Aleksandra SobolewskaAleksandra Sobolewska – studentka IV roku psychologii na Uniwersytecie SWPS. Członkini Naukowego Koła Psychoterapii Uniwersytetu SWPS.

 

 

 

Artykuł Powstał We Współpracy Z Gdańskim Wydawnictwem Psychologicznym.