Przynoszą ze sobą różne historie. Wchodzą pomału, zawstydzeni lub wprost przeciwnie butnie i głośno ale zawsze z niepewnością w oczach:  Co mnie tu spotka? Jak mnie oceni? Przepełnieni wstydem, uczuciem przegranej. Przecież są mężczyznami. Jak to możliwe, że muszą mówić o swojej porażce. Wstydliwej porażce. Przecież przegrali w walce o swoją seksualność. Sferę, w której każdy mężczyzna powinien, według istniejących stereotypów,  mieć pełną kontrolę. A ich porwał nurt, który niósł ich przez wiele lat, najpierw radośnie, potem szybciej z dreszczykiem niepokoju, aż zaczął rzucać nimi o brzegi otaczającej rzeczywistości, ranił podtapiał niszczył kolejne obszary życia. Przecież próbowali walczyć, sterować, ograniczyć, dobić do brzegu, ale nie dało rady. Teraz wchodzą do gabinetu z niemym pytaniem: czy on może mi pomóc?

 

Terapia – pierwsze kroki

 

Często się zdarza, że to nie jest pierwszy próg gabinetu jaki przekraczają z nadzieją, że powstrzyma on ich szaleńczy rafting bez steru. Mają już za sobą rozczarowania, poczucie bycia niezrozumianym lub przekonywanym, że: ”Mężczyźni tak mają. To normalne. Proszę zapraszać partnerkę do wspólnego oglądania pornografii. To was zjednoczy”. Wychodzili zniesmaczeni z poczuciem, że nie ma dla nich ratunku. Zapukanie do kolejnych drzwi było dla nich nie lada wyzwaniem.

 

Siadają. Przedstawiam się: „Nazywam się Stanisław Pilewski, jestem terapeutą uzależnień, jestem niepijącym od 27 lat alkoholikiem, od 23 lat pomagam osobom uzależnionym od różnych substancji i zachowań. Od ponad 10 lat prowadzę terapię indywidualną i grupową dla osób uzależnionych od zachowań związanych ze sferą seksualną. A  co Pana do mnie przygnało?”. Podnoszą zdziwiony wzrok. No bo jak to tak mówić prosto z mostu o swoim uzależnieniu. Terapeuta mówiący o sobie „alkoholik”? Na Studium Terapii Uzależnień mówiono mi ,że nie powinienem powoływać się na swoje doświadczenia jako osoby uzależnionej. Powinienem być „Profesjonalnym Pomagaczem” a nie „Trzeźwiejącym Uzależnionym”. Nigdy tej wskazówki nie posłuchałem. Wiem , że dzielenie się moją drogą w walce z nałogami otwiera innych na mówienie o ich porażkach. Po pierwszym zaskoczeniu następuje w nich ulga. Staję się trochę „swój”. Zaczynają śmielej mówić o bólu, który ich tu przygnał. Niedawno usłyszałem od pacjenta: „Wie pan, byłem już w kilku terapiach, ale nigdy, żadnemu z terapeutów nie powiedziałem tego co panu podczas tej pierwszej wizyty. To jakiś cud.”. To nie cud, a szczerość i otwartość ze strony terapeuty powoduje to samo u pacjenta.

 

„Drugi świat”

 

Często powodem przyjścia po pomoc jest odkrycie przez partnerkę ich drugiego życia. Często przekroczenie granicy zachowań, które w ich systemie wartości były nie do przekroczenia, np. zdrada partnerki, pierwsza wizyta u prostytutki. Czasami ogólne zmęczenie nałogiem do tego stopnia, że pojawiają się myśli samobójcze. Mówią nieśmiało, nieskładnie, brakuje im słów na określenie tego, co zapanowało nad ich życiem. Nic dziwnego, przecież nigdy nie próbowali opisać tego drugiemu człowiekowi. To była ich najskrytsza tajemnica. Świat ukryty – „Drugi świat”, jak nazywamy to w terapii. Są rozdarci pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami w jakich funkcjonują. W jednej z nich są porządnymi ludźmi, mają rodziny, dzieci uczciwie i ciężko pracują, chcą kochać i być kochani. W drugiej, nałogowej rzeczywistości są „panami świata”, których nie obowiązują żadne zasady, normy moralne, czują się niezniszczalni, ponad ograniczeniami. Gubią się. Po szalonej nocy gdy wynurzają się z otchłani nałogowych zachowań skruszeni, rozdygotani wracają do bliskich i do pracy z postanowieniem, że to było ostatni raz, dosyć, przeginam, trzeba się opamiętać, od dziś będzie inaczej. Uff nit się nie dowiedział, nic się nie zawaliło. Będzie dobrze. Po paru dniach rzeczywistość porządnego człowieka zaczyna nużyć, doskwierać. Codzienne problemy bolą coraz bardziej i pojawia się myśl: „Ech, jeszcze tylko ten jeden raz. Należy mi się. Ile można tak nijako żyć? Nic się nie stanie jak zajrzę na chwilę na „te” strony www, jak się z kimś umówię. Przecież bez zobowiązań, na chwilę, to nie zdrada, nikt się nie dowie.” I znowu ten ostatni raz staje się tym poprzednim. Kolej na rafting bez trzymanki i poranne postanowienie: „Basta, od dziś koniec…”.

 

Dwa głosy w Twojej głowie

 

Gdy przychodzą do gabinetu zawsze jest ich dwóch w jednej osobie. Ten, który chce zmiany wchodzi do gabinetu. Ten, który chce kontynuacji szaleńczego „drugiego życia” pozostaje za drzwiami i cierpliwie czeka. Często słyszę takie słowa: „Ja w tej chwili wiem, że takiego życia w nałogu już nie chcę, jestem przekonany o słuszności podjęcia terapii, ale jak wyjdę za drzwi i zobaczę przechodzącą atrakcyjną kobietę zapomnę o wszystkim i znowu to zrobię”. No tak, bo Was jest dwóch. Ten, który żył nałogiem od pierwszej masturbacji, to jest od ósmego, czternastego roku życia, sprytny oszukaniec, znający Cię na wylot, wiedzący jak Cię oszukać, mamiąc kolorowym światem zapomnienia, oszukując, że to jeszcze tylko ten ostatni raz, czarujący, beztroski narkoman seksualnej chemii. Żyje z tobą od kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lat. I ten drugi, który zaczyna widzieć to oszustwo. Przestraszony, nie umiejący poradzić sobie z lękiem, naiwny słaby kilkulatek. Dopiero niedawno się przebił do twojej świadomości, można powiedzieć że raczkuje. I teraz, kiedy jesteś sam i tych dwóch zaczyna dyskusję w twojej głowie: „Zrobić to czy nie zrobić?” – jak myślisz, który wygra?
Dlatego tu jesteś i patrzysz na mnie z nadzieją. Z niemym „ratuj mnie!” w oczach. A zarazem butnym: „Nie jest tak źle” na ustach. Bardzo trudno jest przekroczyć próg gabinetu w takim rozdwojeniu, ale jeszcze trudniej jest wytrwać w decyzji o kontynuacji terapii. Ten który czeka za drzwiami ma już gotowe argumenty żeby ta pierwsza wizyta była tą ostatnią. Zaraz po wyjściu słyszysz: „No dobra. Dzielnie zawalczyłeś. Dowiedziałeś się już wszystkiego. Już wiemy co mamy robić. Poradzimy sobie. Szkoda wywalać kasę na kolejne spotkania. Mocne postanowienie wystarczy. Damy radę.”. Po tygodniu, dniu, lub miesiącu wewnętrzny uzależniony zagaja: ”Właściwie to chyba jakaś ściema z tym uzależnieniem. Patrz. Przecież nieźle sobie radzisz. Wytrwałeś już tyle czasu. Chyba raz na jakiś czas masz prawo na chwilę przyjemności. Ciekawe co nowego jest na twojej ulubionej stronie www. Zajrzyjmy tam na chwilę.” Następnego ranka rozdygotany, skruszony znowu będziesz starał się udawać, że nic się nie stało. A stało się to, że znów popłynąłeś, że znów wygrał „cwany nałogowiec”. Bo ten który chce zmiany jeżeli ma mieć jakąkolwiek szansę musi dostawać systematyczne wsparcie z zewnątrz. Tylko wtedy ma szansę dojrzeć, urosnąć do momentu, w którym gdy znowu będzie namawiany do wskoczenia w drugi świat będzie na tyle mocny, by powiedzieć „Nie. To mi się nie opłaca”.

 

Skąd to uzależnienie?

 

Jak to się wszystko zaczęło? Zaczęło się jak zawsze od bólu. Kiedy dorastamy nasi wychowawcy, opiekunowie jako osoby niedoskonałe popełniali błędy. Niektórzy za dużo wymagali, inni za mało poświęcali uwagi, kolejni nie potrafili okazywać ciepłych uczuć, lub byli nadopiekuńczy. Jeszcze inni byli sprawcami poważniejszych nadużyć w naszym  życiu. Cokolwiek nadmiarowego lub niedostatecznego otrzymywaliśmy w dzieciństwie powodowało dyskomfort i wzrost napięcia. Odkrycie, że zachowania seksualne, jakiekolwiek by wtedy były, uśmierzają ten zadany przez dorosłych dyskomfort, jest początkiem uzależnienia. Zasada: „czuję napięcie -> uruchamiam się seksualnie -> czuję ulgę”, staje się dla wielu metodą radzenia sobie z dyskomfortem emocjonalnym. Dlaczego tak to działa? Ponieważ w trakcie zachowań związanych z naszą sferą seksualną i erotyczną uruchamiamy w mózgu produkcję silnych substancji chemicznych poprawiających nasze samopoczucie. Jakie to są substancje?

  • Po pierwsze dopamina – neuroprzekaźnik udrażniający komunikację z ośrodkiem nagrody w mózgu. Im więcej dopaminy, tym przyjemniej. Jest to ta sama substancja, którą uwalnia alkohol. Największa produkcja dopaminy jest powiązana z oglądaniem pornografii. Efekt jest podobny do tego, jaki przeżywa człowiek po zażyciu kraku – najbardziej uzależniającej postaci kokainy. Dodajmy do tego inne poprawiające samopoczucie substancje uaktywniające się podczas tych działań jak adrenalina, testosteron, serotonina i endorfiny.
  • Endorfiny to opioidy, substancje znieczulające i powodujące stany euforyczne. Znieczula, odpręża mięśnie, spowalnia rytm serca, uspokaja oddech. Pełen odlot. Wielokrotnie silniejsza niż morfina.
  • Serotonina – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za dobre samopoczucie i samoocenę. Wzrost jego produkcji jest powodowany na przykład pozytywną reakcją kobiety na zaloty mężczyzny. Pornoholik zyskuje taką aprobatę od każdej patrzącej w ekran porno gwiazdki.
  • Adrenalina daje spida. Jej produkcja łączy się z „polowaniem” na partnerkę, poszukiwaniem, strachem z tym związanym. Ciągnie niektórych do poszukiwania wrażeń tzw. zakazanych. Czyli na przykład osoby heteroseksualne zaczyna ciągnąć w stronę kontaktów homoseksualnych, lub seksu w miejscach publicznych i temu podobnych ekstremalnych doświadczeń. Silnie uzależnia.
  • Dodajmy do tego koktajlu oksytocynę i wazopresynę, która odpowiada za tworzenie więzi. Są to substancje które wydzielają się na przykład w organizmach kobiet podczas porodu co tworzy nierozerwalną więź z dzieckiem. Seksoholik podczas przeżywania orgazmu też wytwarza te substancje ale więź, paradoksalnie, powstaje między nim a… monitorem komputera.

Używając tej chemii przez wiele lat życia uzależniamy się od niej. I jak każdy narkoman potrzebujemy z czasem coraz mocniejszych i nowych doznań aby ta metoda działała. Z czasem tracimy kontrolę nad naszym życiem. Sfera seksualna staje się głównym polem naszego funkcjonowania. W innych sferach życia ponosimy straty. „Cwany nałogowiec” przejmuje ster.

 

Terapia

 

Dwa do trzech lat terapii. Tyle czasu potrzeba na zbudowanie w sobie „zdrowego dorosłego”. Czasu na poznanie i rozbrojenie skomplikowanych mechanizmów samooszukiwania jakimi dysponuje „cwany uzależniony” w nas. Czasu na naukę radzenia sobie z dyskomfortem w życiu w inny sposób niż ucieczka w nałóg. Czasu na zbudowanie zdrowego poczucia wartości. Czasu na pokochanie siebie takiego jakim jesteś. Świat do którego wrócisz będzie już jednolity. Trudny, czasem smutny, czasem szczęśliwy, czasem nudny, ale jedyny, Twój, który będziesz mógł kreować według  własnego, jednolitego systemu wartości.

 

Stanisław PilewskiStanisław Pilewski – terapeuta uzależnień. Absolwent Studium Terapii Uzależnień przy PARPA. Od 24 lat prowadzę terapię indywidualną i grupową dla osób uzależnionych od alkoholu, hazardu i kompulsywnych zachowań związanych ze sferą seksualną. Pracuję w Ośrodku Terapii MIM w Warszawie.

www.sexoholizm.com.pl