Współczesny świat a macierzyństwo

 

Żyjemy w, bez wątpienia, ciekawych czasach, które za Zygmuntem Baumanem można by nazwać płynną nowoczesnością. Jesteśmy niejako pozbawieni poczucia przynależności przez wszechobecną globalizację, i przytłoczeni nawałem informacji, które zalewają nas z każdej strony. Poczucie tożsamości stało się pewnym luksusem – trudno jest wybrać, kim chciałoby się być w świecie, w którym od ciągłych zmian i umiejętności dostosowania się do nich zależy nasz dobrostan. Wydaje się, że znaczenia nabiera nie tylko nasze osobiste przekonanie dotyczące tego „kim jestem” – równie ważne stało się to, kim inni myślą, że jestem. W skrajnych przypadkach autokreacja sięga tak głęboko, że prawdziwe życie i rzeczywiste osiągnięcia zupełnie tracą na znaczeniu, a wyznacznikiem powodzenia czy szczęścia staje się ilość lajków i udostępnień. W takiej rzeczywistości odpowiedź na pytania, „kim jestem, jako matka?” oraz „jak być dobrą matką?” wymaga dodatkowego zaangażowania.

Reklama

 

To, że macierzyństwo jest idealizowane to fakt niezaprzeczalny. W opinii społecznej funkcjonuje mit „matki polki”, która poświęca się dla dziecka i dba nie tylko o to, żeby żadne zarazki czy dyskomfort nie zakłóciły jego rozwoju, ale też stymuluje różne sfery dojrzałości dziecka, by było jeszcze lepiej rozwinięte. W opozycji do wyidealizowanego obrazu matki powstał obraz zdewaluowany – „matka polka” byłaby zatem kimś, kto marnuje swój potencjał, wypruwając żyły dla niewdzięcznych dzieci, marnując czas na sprzątanie, karmienie i pranie, w których to zajęciach nie ma niczego twórczego. Podobno największym grzechem ludzkości jest przesada, i te dwa skrajne obrazy macierzyństwa zdają się potwierdzać tę tezę. Znalezienie złotego środka bywa często karkołomnym zadaniem, a mamy zastanawiają się jak pogodzić macierzyństwo z rozwojem osobistym, jak szybko wrócić do formy po porodzie, lub kiedy wypada wrócić do pracy. Myślę, że większość tego typu dylematów podszyta jest lękiem, z którym można sobie poradzić.

 

Dlaczego trudno jest się odnaleźć w roli mamy?

 

Zapewne wiele kobiet odnajduje się w macierzyństwie bardzo dobrze, umie zaufać sobie i wie, kiedy poprosić o pomoc. Chciałabym jednak napisać o tych mamach, które posiadają wszelkie umiejętności i możliwości, żeby dogadać się ze swoim dzieckiem, a jednak tak się boją, że wciąż odnoszą subiektywne niepowodzenia. Mam nadzieje, że przybliżenie koncepcji wystarczająco dobrej matki zdejmie nieco ciężaru z ich barków, aby mogły w spokoju wziąć dziecko w ramiona.

Reklama

 

Świeżo upieczona mama, która dopiero co dostała dziecko na ręce, pomimo wielu godzin spędzonych na wykładach w szkole rodzenia i lekturze profesjonalnych magazynów, może czuć się zagubiona, a nawet nieporadna. Co gorsza, obecnie właściwie każdy mieni się specjalistą od wszystkiego i gotów jest doradzać, w jak najlepszej wierze, ponieważ jest przekonany, że rozwiązania są uniwersalne i to, co podziałało w jego przypadku sprawdzi się u innych. Personel szpitalny, widząc niepewność młodej mamy również pragnie pomóc, dając czasem sprzeczne instrukcje. W efekcie zagubienie mamy się pogłębia, i często wychodzi ona do domu z poczuciem kompletnej niekompetencji. Młoda mama nadal poszukuje nowych informacji, wdraża nowe rozwiązania, przekonana o tym, że wszelkie niepowodzenia wpłyną na jej dziecko destrukcyjne, zapominając przy tym, że to ona jest specjalistką od swojego dziecka i umie się nim zająć najlepiej. W większości przypadków – gdy mama jest osobą zdrową psychicznie – potrafi być wystarczająco dobrą matką, o czym zapewnia Donald Winnicott w swojej koncepcji, którą postaram się pokrótce przybliżyć.

 

Kim jest wystarczająco dobra matka?

 

Winnicott akcentuje zależność, jaka pojawia się między dzieckiem a matką, właściwie jeszcze przed urodzeniem dziecka. Niemowlę jest od matki całkowicie zależne, a ona dzięki fizjologicznym mechanizmom oraz własnej wrażliwości potrafi dostroić się do potrzeb swojego dziecka, i dość szybko uczy się reagować na jego zmienne nastroje. Relacja między matką, a niemowlęciem jest jedyna w swoim rodzaju, niezwykle delikatna i subtelna, a jej znaczenie – zarówno dla matki jak i dla dziecka, jest ogromne. Wnioski, jakie powinny płynąć z tej tezy to nie bezgraniczna wdzięczność do matek, bo w końcu dzieci nie proszą się na ten świat. Wnioskiem powinno być zmniejszenie się lęku przed macierzyństwem i rozwijanie zdolności cieszenia się nim. Dlaczego tak ważne jest, żeby matki poznały swoją rolę w opiece nad niemowlęciem? Winnicott wyjaśnia to tymi słowy: „Jeżeli [matka] nie rozumie tego, co wykonuje tak dobrze, nie jest w stanie bronić swego stanowiska, i zbyt łatwo może zepsuć wszystko próbując robić to, co jej każą, co robiła jej matka, albo co każą książki”.

 

Początek relacji pomiędzy matką, a dzieckiem rozpoczyna się na długo przed porodem, a czasem i przed samym poczęciem. Jeszcze zanim matka poczuje pierwsze ruchy ma jakieś wyobrażenie na temat swojego dziecka, ma marzenia, a także obawy. Utrata ciąży nawet na wczesnym etapie może być dla kobiety bardzo trudnym doświadczeniem, a to jak sobie poradzi jest w dużej mierze kwestią indywidualną. Lekarze z racji swoich obowiązków troszczą się przede wszystkim o bezpieczeństwo i zdrowie fizyczne swoich pacjentek, zalecając na przykład by z kolejną ciążą poczekać około 3 miesięcy po poronieniu. Z medycznego punktu widzenia to dobra rada, jednak w pewnych okolicznościach, dla konkretnej kobiety może być nietrafiona. Jeżeli kobieta zajdzie w ciążę 3 miesiące po poronieniu, termin porodu drugiego dziecka wypada mniej więcej w czasie rocznicy pierwszej utraty, co może być źródłem dodatkowego lęku. Powyższy, smutny przykład pokazuje, że opieka medyczna nad kobietą w ciąży i w połogu powinna uwzględniać zarówno jej dobrostan fizyczny jak i psychiczny. Kiedy mama i dziecko są zdrowi, koncentrowanie uwagi matki na fizjologii dziecka i akcentowanie znaczenia pewnych mechanicznych zabiegów czy techniki ich wykonywania może być zwyczajnie szkodliwe dla rodzącej się relacji między mamą, a jej niemowlęciem.

 

Relacja nawiązana w trakcie ciąży nie jest jednostronna – dziecko również poznaje swoją mamę, prawdopodobnie nawet lepiej niż ona swoje maleństwo. Dziecko wie, kiedy mama jest zdenerwowana, czy jest aktywna, co lubi jeść, zna jej zapach, słyszy bicie serca. Mama natomiast, jeśli jest uważnym obserwatorem, zdaje sobie sprawę z tego, kiedy dziecko jest najbardziej aktywne, czy lubi, kiedy je dotykać przez brzuch, co je niepokoi, a co uspokaja. Z tego właśnie powodu matka jest najlepszą możliwą opiekunką swojego dziecka, nawet, jeśli początkowo czuje się niepewnie. Jasne – zapewne popełni wiele pomyłek, jednak zawsze będzie się starała je naprawić, a to właśnie chęć reparacji stanowi podstawę dla wykształcenia się w dziecku nadziei na to, że jest ktoś, kto je uwzględnia i chce ukoić jego ból. Jeżeli na tym etapie – gdy matka sama jest niezwykle zależna i wrażliwa (dostosowuje się bowiem do swojego niemowlęcia), coś wkroczy pomiędzy nią a dziecko, nie będzie umiała sama się obronić. Doradcom z rodziny, ze szpitala czy z kręgu znajomych często wydaje się, że proponowane przez nich rozwiązania są jedyną słuszną metodą na zażegnanie różnych kryzysów. Jeżeli młoda mama ma poczucie, że jest tylko jedna droga na prawidłowe opiekowanie się dzieckiem, której w dodatku nie zna, polecam jej zapoznanie się z filmem pt. Bobasy (org. Bebe(s)) z 2010 roku. Ten dokumentalny obraz, bez zbędnego komentarza pokazuje, jak niemowlętami opiekują się matki z czterech stron świata – z Tokio, Namibii, Mongolii i San Francisco. Bardzo przejmujący jest moment mycia dzieci – bobasy z San Francisco i Tokio są kąpane mniej więcej tak jak u nas, w Mongolii mama przemywa twarz dziecka własnym mlekiem, a w Namibii, gdzie każda kropla wody jest na wagę złota, mama liże dziecko jak kotka kocięta. Okazuje się, że dróg jest wiele i nie trzeba miotać się w panice w poszukiwaniu tej jedynej właściwej, w poczuciu, że na przykład od tego czy dziecko dostanie smoczek, czy będzie ssać kciuk zależy w s z y s t k o.

 

Wystarczająco dobra matka, to taka, która dostraja się do dziecka. Może się na nie złościć i nie mieć siły, ale może też odczuwać przyjemność w opiece nad nim. Może cieszyć się karmieniem piersią, albo butelką i może karmić w taki sposób, żeby to było i dla niej i dla dziecka przyjemne. Nie musi ciągle drżeć, że popełni błąd, bo wie, że kocha i to wystarczy, by go naprawić. Umie korzystać z pomocy, gdy tego potrzebuje, lub gdy wymaga tego stan dziecka, ale nie uzależnia się od niej. Zdaniem Winnicotta wystarczy lubić opiekę nad dzieckiem, a doprawdy ciężko coś lubić, jeśli ma się poczucie, że wszystko robi się źle, za wolno, lub inaczej niż należy. Winnicott pisze: „Jak matka może dowiedzieć się o tym, co znaczy być matką w jakikolwiek inny sposób niż biorąc na siebie pełną odpowiedzialność? Jeżeli w swym postępowaniu kieruje się czyimiś wskazówkami, to, żeby coś poprawić, może jedynie wybrać kogoś, kto udzieli jej lepszych wskazówek. Gdy natomiast będzie postępowała tak, jak jej każe natura, będzie dojrzewała wraz z pracą, którą wykonuje.” W wychowaniu dziecka największym sojusznikiem rodziców staje się ono samo, wykazując niepohamowany pęd do rozwoju. Na początku jest maleńkie i wymaga dużo opieki, jednak stan ten utrzymuje się stosunkowo krótko, czasem nie trzeba angażować się ponad siły, wystarczy sprawować troskliwą opiekę, i nie przeszkadzać dziecku w rozwoju, który jest wpisany w jego życie, ot tak, po prostu.

 

Kiedy matka choruje

 

Zdarzają się niestety sytuacje, w których mama nie może w pełni rozwinąć swojego potencjału, bo przeszkadza jej w tym choroba, zaburzenie psychiczne, albo własne, niekorzystne doświadczenie przyjmowania opieki macierzyńskiej. W pierwszym okresie po porodzie, na skutek zmian hormonalnych, a także przytłoczenia zmianą może pojawić się obniżenie nastroju, które powinno minąć samoistnie po kilku lub kilkunastu dniach. Jeżeli tak się nie dzieje, a mamie towarzyszy przedłużające się uczucie przygnębienia, smutku, beznadziei czy złości, warto poszukać pomocy specjalisty. Do uporania się z własnym dziedzictwem, zakorzenionymi lękami, czy utartymi schematami myślowymi bardzo dobrze nadaje się psychoterapia. W sytuacji, w której kobieta czuje się przytłoczona macierzyństwem i potężną zależnością dziecka, skorzystanie z pomocy kogoś, kto zaopiekuje się nią, bardzo pomaga zmienić perspektywę i daje poczucie ulgi, bo ktoś wreszcie bierze pod uwagę jej sfrustrowane potrzeby. Dzięki temu można na nowo odnaleźć swoje macierzyństwo, uwolnione od brzemienia przeszłości, z którego można czerpać radość z pożytkiem dla siebie i swojego dziecka.

 

Bibliografia:

  • Bauman „Tożsamość. Rozmowy z Benedetto Vecchim.”Gdańsk 2007, Gdańsie Wydawnictwo Psychologiczne;
  • W. Winnicott „Dom jest punktem wyjścia. Eseje psychoanalityczne.” Gdańsk 2011, Wydawnictwo Imago;
  • W. Winnicott „Dziecko, jego rodzina i świat.”, Warszawa 1994, Jacek Santorski & CO Agencja Wydawnicza.
  • W. Winnicott „Dzieci i ich matki.” Warszawa 1994, Wydawnictwo W.A.B.;
  • Raphael-Leff „Rozlane mleko. Załamanie psychiczne i doświadczenie utraty w ciąży i po porodzie. Ujęcie psychoanalityczne.” Gdańsk 2013, Wydawnictwo Imago
  • V. Welldon „Matka, madonna, dziwka. Idealizacja i poniżenie macierzyństwa.”Warszawa 2010, Oficyna Ingenium;

 

Zuzanna Maryańczyk-SitarzZuzanna Maryańczyk-Sitarz jest psychologiem w trakcie specjalizacji klinicznej i psychoterapeutką po ukończonym Kursie Psychoterapii przy Oddziale 7F, w Szpitalu Specjalistycznym im. dr J. Babińskiego w Krakowie. Pracuje w nurcie psychodynamicznym, a swoją pracę poddaje regularnej superwizji indywidualnej i grupowej. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Wraz z mężem Marcinem Sitarzem prowadzi witrynę internetową poświęconą fizjoterapii, psychologii i psychosomatyce. Interesuje się wzajemnym oddziaływaniem psychiki i ciała.
http://medycynaholistyczna.com.pl/

.

Reklama