Skip to main content

Depresja ma wiele twarzy. Chociaż ta popkulturowo-filmowa najczęściej przedstawia jej najcięższe oblicze, to znaczy zupełną niemoc, apatię, anhedonię i niemożność do wstania z łóżka, nie jest to jedyna odsłona depresji. Doktor Margaret Rutherford, w książce „Perfekcyjni do bólu” zebrała swoje doświadczenia z obserwacji klinicznych i pracy gabinetowej i opisała osoby, które perfekcyjnie maskują swoją depresję – prowadzą przykładne życie rodzinne, rozwijają zawodowe kariery, podróżują po egzotycznych zakątkach świata, wiodą przykładne (albo i perfekcyjne) życie. Czy w takich scenariuszach ludzkiego losu może przytrafić się depresja? Niezdolność do odczuwania emocji, czerpania przyjemności, niskie poczucie własnej wartości i negatywne przekonania o przyszłości mogą przytrafić się także i w takim obrazku. Pomimo braku łez, myśli rezygnacyjnych, czy trudności ze snem, takie osoby pod powierzchnią perfekcyjnego wyglądu, życia, kariery, czy rodziny, mogą przeżywać głębokie cierpienie, dodatkowo odczuwając konieczność maskowania własnych przeżyć. O jednej z wielu twarzy depresji Joanna Gutral rozmawia z autorką książki „Perfekcyjni do bólu”, dr Margaret Rutherford.

Patronem dzisiejszego odcinka jest Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, wydawca tejże książki w Polsce. Książka to nie tylko charyzmatyczny zbiór przemyśleń autorki, ale także wyniki badań oraz zestaw ćwiczeń samopomocowych, które pomagają w walce z niektórymi z objawów depresji. Książkę można kupić na stronie wydawnictwa: https://wuj.pl/ksiazka/perfekcyjni-do-bolu. Serdecznie polecamy!

Joanna Gutral: Dzień dobry, doktor Rutherford. Dziękuję, że zgodziła się Pani na udział w podcaście. Dziś będziemy rozmawiały na temat napisanej przez Panią książki “Perfekcyjni do bólu. Jak uwolnić się od perfekcjonizmu maskującego depresję i odzyskać zdrowie” (ang. Perfectly Hidden Depression: How to Break Free from the Perfectionism That Masks Your Depression). Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam tytuł książki, bardzo się ucieszyłam, ale również zmartwiłam, że będzie to kolejne szufladkowanie depresji. Proszę, wyjaśnij więc, czym jest perfekcyjnie ukryta depresja.

Margaret Rutherford: Nie jesteś pierwszą osobą, która tak uważa. Specjalista w dziedzinie depresji, Michael Yapko, powiedział dokładnie to samo: “Dasz ludziom kolejny powód do brania leków”, a ja mu odpowiedziałam, że nie taki jest mój zamiar. Dla mnie to określenie to nie jest diagnoza, tylko syndromy, które łączą się ze sobą. Znajdziesz jeden, a zaraz po nim drugi. Chciałam opisać to, co zaobserwowałam jako klinicystka. Od trzydziestu lat jestem psycholożką, więc spotykałam ludzi, którzy uważali, że na pewno nie mają depresji, a jednak odkryłam w nich prawdziwą niezdolność do odczuwania bolesnych emocji i doświadczeń. Obracali to w żart, ignorowali, zaprzeczali temu. Pracowałam z nimi bardzo ostrożnie, ponieważ jest to dla nich drażliwy temat, i dowiadywałam się, że mają uczucia, których nigdy wcześniej z nikim nie poruszali, że odpychają swojego partnera. Nazwałam to perfekcyjnie ukrytą depresją, ponieważ według mnie depresja przybrała nowe szaty. Lekarze mogą postawić złą diagnozę, ponieważ nie zadają właściwych pytań. Wskaźnik samobójstw wzrasta tak samo jak wskaźnik perfekcjonizmu, a są one ze sobą powiązane. 

JG: Ludzie często nie chcą przyznawać się do chorowania na depresję. Jaka jest różnica pomiędzy perfekcyjnie ukrytą depresją, a zwykłą depresją? Najczęściej, kiedy myślimy o depresji wyobrażamy sobie osobę leżącą w łóżku, która nie ma siły się ruszać ani dbać o siebie.

MR: To bardzo stereotypowe spojrzenie na depresję: bycie melancholijnym, niemożność wyjścia z łóżka i brak energii. Oczywiście jest to część kryterium, w szczególności depresji ciężkiej. Współczesna depresja objawia się chandrą, problemami z poczuciem własnej wartości, jedzeniem za dużo lub za mało, chęcią snu. Różnica jest taka, że ludzie, którzy mówią, że wiedzą, że są smutni, że nigdy nie pozbierali się po rozwodzie, że nie lubią swojego życia, wiedzą, że coś jest nie tak. Wiedzą, że nie funkcjonują tak, jak normalnie by funkcjonowali. Byli u lekarza, biorą leki. Może to wysoko funkcjonująca lub lekka depresja. Przyznają, że mają takie uczucia, nie chcą o tym rozmawiać i „wkładają” na twarz uśmiech. Wiedzą, że nie są osobą, którą byli rok czy dziesięć lat temu. Jednak ktoś z perfekcyjnie ukrytą depresją tego u siebie nie widzi. Osoby te są nieświadome, że odpychają od siebie ból. W ich głowie wstyd krzyczy, że na coś nie zasługują, że nie mogą pokazać, kim tak naprawdę są, bo zostaną zwolnieni, że ich matka miała rację, w tym, że nic nie znaczą. Wstyd napędza perfekcjonizm. Perfekcjonizm napędzany przez chęć do samospełnienia jest zdrowy. Czerpanie przyjemności z nauki i staranie się z całych sił jest w porządku. Staje się to destrukcyjne, kiedy napędza to strach i wstyd przed pokazaniem siebie jako osoby bezbronnej. Kiedy ludzie słyszą “perfekcyjnie ukryta depresja”, mówią, że ma to dla nich sens. Mogą nazwać to, co czują. Ludzie z perfekcyjnie ukrytą depresją są jej nieświadomi. Wiedzą tylko, że ciągle odczuwają presję. Są nadmiernie odpowiedzialni i analityczni. Mają w sobie ogromne pokłady współczucia dla innych ludzi, ale nikt nie wie kim tak naprawdę są, jacy są. Może tylko jedna osoba. 

JG: Kiedy opublikowałyśmy na Instagramie i Facebooku treści na podstawie Twojej książki, wiele osób zidentyfikowało się z perfekcyjnie ukryta depresją. Co powinnam zrobić, jeżeli uważam, że perfekcyjnie ukryta depresja dotyczy mnie lub osoby mi bliskiej? 

MR: Musisz spojrzeć w lustro i zapytać siebie: jak bardzo jest źle, jak bardzo samotna jesteś, czy myślałaś o samookaleczeniu, czy myślałaś o samobójstwie. Jeśli tak, to natychmiast musisz udać się do terapeuty lub lekarza, któremu ufasz i mu o tym powiedzieć. Możesz zacząć od tego, że nie byłaś z nim i ze sobą do końca szczera i że może na to nie wygląda, ale masz depresję.

Rok temu rozmawiałam z kobietą z Florydy, której przyjaciółka popełniła samobójstwo. Była piękna, odnosiła sukcesy, miała trójkę dzieci i udane małżeństwo, była zamożna, miała około czterdziestu pięć lat. Zabiła się i nikt nie wiedział dlaczego. Jej mąż znalazł moją książkę na jej stoliku nocnym. Rozpoczynała poszukiwania tego, co wydawało jej się nie w porządku, chciała wiedzieć z czym się mierzy i dlaczego czuła się samotna. Nie wszyscy jednak mają tendencję do samookaleczania albo myśli samobójcze. Uważam, że pierwszym krokiem jest opowiedzenie o tym komuś. Terapeucie, przyjacielowi, który żyje w innym mieście, do którego możesz zadzwonić albo napisać.

JG: Stygmatyzacja osób chorujących na depresję ma miejsce, przynajmniej w Polsce, przez co ludzie wierzą, że proszenie o pomoc, to jak przyznanie się do bycia słabym i do nieradzenia sobie w życiu. Czy dla ludzi z perfekcyjnie ukrytą depresją jest to trudniejsze?

MR: Odpowiedź brzmi: i tak i nie. Pochodzę z Południa Stanów Zjednoczonych. W Dallas w 1993 roku chodzenie do trapeuty i rozmawianie o swoich problemach nie było akceptowane. Rozumiem stygmatyzację i dlatego odpowiedź brzmi “tak”, jest trudniej, ponieważ te osoby mają dodatkową przeszkodę do pokonania. “Nie” wynika z potencjalnego ryzyka dotyczącego tego, co się wydarzy, jeśli nie sięgnie się po pomoc. Twoje dzieci obserwują jak radzisz sobie z życiem, jakim perfekcjonistą jesteś, jaki surowy dla siebie jesteś, co do siebie mówisz. Twoje dzieci słuchają i uczą się od Ciebie.

Kiedy miałam dwadzieścia lat moje życie było bardzo chaotyczne i byłam na dobrej drodze, by je sobie zniszczyć. Rozmawiałam o tym ze swoim synem, który ma teraz dwadzieścia sześć lat. Kiedy uczęszczał do college’u zadzwonił do mnie i powiedział: “Mamo, zrobiłem jedną z tych głupich rzeczy, które Ty zrobiłaś”. Zrozumiałam, że jeżeli nie rozmawiałbym z nim o tej wrażliwości, to nigdy by do mnie nie zadzwonił, by mi o tym opowiedzieć. Nigdy nie byłam w Polsce, więc nie wiem jak bardzo ludzie ukrywają swoje uczucia, ale wiele lat temu żyłam w Szwajcarii, gdzie ludzie byli bardzo zamknięci. Mam nadzieję, że jeżeli moja książka zyskuje popularność w Waszych mediach społecznościowych, to oznacza, że ludzie zaczynają rozumieć, że coś jest nie tak. Jestem terapeutką, ponieważ przeszłam przez udaną terapię. Mam zaburzenie lękowe z napadami lęku i ataki paniki. Popełniłam też w życiu wiele błędów. Otrzymanie obiektywnej opinii, która nie należała do moich rodziców ani przyjaciół, była bardzo pomocna. Myślę o terapii jak o zasięgnięciu porady. Jeśli masz problem z hydrauliką, zgłaszasz się do hydraulika. Jeśli masz problem prawny – do prawnika. Jeśli masz problem z emocjami i psychiką – idziesz do terapeuty. 

JG: W komentarzu ktoś zażartował, że perfekcyjnie ukryta depresja (Perfectly Hidden Depression, tj. PHD) ma taki sam akronim jak tytuł doktora (PhD). Rozbawiło mnie to, ale odnalazłam w tym również ziarno prawdy. Czy to możliwe, że ludzie z dużymi ambicjami i potrzebą osiągnięcia sukcesu są narażeni na perfekcyjnie ukrytą depresję bardziej?

MR: Oczywiście. W mojej książce jest nawet cały rozdział o konstruktywnym i destruktywnym perfekcjonizmie. Perfekcjonizm Tobą rządzi. Nie wybierasz dążenia do sukcesu i pracowania ciężko, kiedy perfekcjonizm nie daje Ci spać do późna i nie możesz zawieść. Próbujesz udowodnić głosom w swojej głowie, że się mylą. Im mocniej coś od siebie odpychasz – emocje, ponure przekonania – tym bardziej będzie to na Ciebie nieświadomie wpływało. Nie masz ich przed sobą, odepchnęłaś je. To jednak powraca. Nie widzisz tego, ale ma to na Ciebie wpływ. Strach, złość, smutek, rozczarowanie, żałoba, wstyd. Wstyd ma na Ciebie bardzo mocny wpływ w niezauważalny dla Ciebie sposób. Może jesz za dużo lub za mało. Może się izolujesz. Może bardzo szybko się denerwujesz. Może jesteś nieufny. Zastanawiasz się, dlaczego coś ma miejsce, a powodem może być Twoje odepchnięcie wstydu, wyrzutów sumienia, smutku, strachu, upokorzenia. 

JG: Kiedy rozmyślamy o perfekcyjnie ukrytej depresji, trudno jest nam wyobrazić sobie jak takie osoby funkcjonują, ponieważ dla nas – obserwatorów, wszystko jest w porządku. Co dzieje się w głowie osoby zmagającej się z perfekcyjnie ukrytą depresją?

MR: Wiele osób zgłosiło się do mnie po przeczytaniu moich prac, ponieważ anonimowo chcieli stać się częścią mojej książki o perfekcyjnie ukrytej depresji. Dzięki nim i moim pacjentom mogłam ją opisać. Historie wielu z tych osób są w książce. Opowiadali mi również o ludziach, którzy mówili im, że chcieliby być nimi, bo mają idealną rodzinę, pracę, zawsze wyglądają na szczęśliwych, odnieśli sukces i pytają jak to robią. Nikt jednak nie zaczyna z nimi rozmowy, mówiąc, że się o nich martwią. Może ta jedna osoba, małżonek lub partner powie: “Jesteśmy małżeństwem od trzydziestu lat i nigdy nie widziałem byś płakała” lub “Jesteśmy małżeństwem od trzydziestu lat i kiedy wydarzy się coś złego Ty po prostu idziesz do pracy. Nie wiem z czym się mierzysz i czasami mam wrażenie, że tak naprawdę Cię nie znam”. Taka osoba odpowie wtedy, że przecież wiesz jaka jest i że kiedy zacznie płakać, to nie będzie w stanie przestać. I wszystko odpychają. 

JG: Jak zapada się na perfekcyjnie ukrytą depresję? Rodzimy się z nią? Życie i nasze doświadczenia ją powodują? Czy może jeszcze coś innego na to wpływa?

MR: Perfekcyjnie ukryta depresja jest bardzo związana z traumą. W książce nie napisałam, skąd się bierze perfekcyjnie ukryta depresja, bo mogłoby okazać się to nużące, więc zdecydowałam się na zilustrowanie tego procesu poprzez anonimowe historie. Historia, którą teraz opowiem, może okazać się dla kogoś drastyczna. Pewien mężczyzna opowiedział mi, że jego ojciec zwykł ustawiać jego i jego rodzeństwo w rządku. Odpalał wtedy zapalniczkę, przystawiał ją pod wewnętrzną część dłoni i czekał tak długo, aż się przyzna do jakiegoś występku. Przyznawał się, tylko żeby jego ojciec przestał. Ojciec przestawał, ale mężczyzna był wtedy karany. Nauczył się, że jeżeli będzie brał odpowiedzialność, to złe rzeczy nie będą miały miejsca. Perfekcyjnie ukryta depresja może się pojawić, ponieważ w Twojej przeszłości była przemoc, może otrzymywałeś uwagę tylko wtedy, kiedy robiłeś coś najlepiej, jak tylko się dało, może czułeś, że musisz osiągnąć to, co Twój rodzic chce byś osiągnął, a nie to, co Ty chciałbyś osiągnąć. Może dorastałeś w rodzinie, w której nie mówiło się o smutku i strachu. “Idź do siebie do pokoju i wróć, kiedy się uspokoisz” – to przytaczali mi ludzie. W mojej rodzinie wiedzą, że w porządku jest się złościć. Złość oznacza, że przekroczone zostały pewne granice. Wiele dróg prowadzi do perfekcyjnie ukrytej depresji, ale głównym powodem jest utworzenie przez dziecko strategii radzenia sobie z życiem tak, by przetrwać emocjonalnie. Jeżeli masz rodziców, którzy nie okazują Ci miłości, to wytwarzasz strategię: “Nie potrzebuje miłości”, ponieważ i tak jej nie otrzymujesz. Najważniejsze jest zrozumienie, że te strategie mogły zapewnić przetrwanie, kiedy było się dzieckiem, ale teraz Ci zawadzają.

JG: Podczas Twojej wypowiedzi nasunęła mi się myśl o mediach społecznościowych, gdzie wszystko wydaje się być perfekcyjne. Perfekcyjne życie, perfekcyjne małżeństwo, wakacje, praca i dzieci. Jak to się ma do naszego nastroju, a w szczególności do nastroju osób z perfekcyjnie ukrytą depresją?

MR: Media społecznościowe stały się czymś, co może okazać się bardzo destrukcyjne. Ktoś dobrze się bawi na wycieczce i wstawia z niej zdjęcie, a my porównujemy siebie, nasze wybory, czy coś było cenne. Na Netflixie jest film “Dylemat społeczny”, który opowiada o ludziach, którzy tworzą narzędzia dla Facebook’a, Twitter’a. Osoby te odchodzą z pracy, ponieważ nienawidzą skutków swoich wynalazków. Tak zrobił mężczyzna, który wymyślił przycisk “polub to” na Facebooku. Jedna z moich pacjentek opowiadała mi o zdjęciach dzieci, które wyglądały rozkosznie, a jej trzyletnie dziecko robi kupkę pod prysznicem i nikt mu nie robi zdjęcia. Nie radzimy sobie z rzeczywistością, więc patrzymy na zdjęcia. Zbyt wielu ludzi daje się nabrać. 

JG: Jakie kroki należy podjąć, by przez perfekcyjnie ukrytą depresję przebrnąć? 

MR: Nie napisałabym książki, gdybym nie sądziła, że można się z tego wyleczyć i sobie z tym poradzić. Sama byłam perfekcjonistką i długo pracowałam by być bardziej otwartą, co bardzo mi się opłaciło. Kiedy zaczęłam aktywnie działać w mediach społecznościowych, to moją decyzją było, ile opowiem ludziom o swoim życiu prywatnym, o moich rozwodach, anoreksji, zaburzeniach lękowych z napadami lęku. Zdecydowałam być szczera. Dogłębne zrozumienie czegoś jest ważne, wnikliwość jest ważna, ale najwięcej nadziei daje zmiana zachowania. Kiedy zaczynasz wyrażać swoje uczucia inaczej, kiedy podejmujesz inne wybory, kiedy inaczej uspokajasz swoje ciało. Czerpiesz nadzieję z tych zmian. Mam nadzieję, że moja książka bardzo ją budzi. Ćwiczenia w niej zawarte poprowadzą Cię. Ludzie mówią mi, że nie wykonują ćwiczeń. Dzieje się tak, ponieważ szukają tylko odpowiedzi, nie chcą emocjonalnie ryzykować. 

JG: Twoja książka jest również swoistym zeszytem ćwiczeń, a nie tylko zbiorem treści do przeczytania. Opisujesz w swojej książce pięć kroków jak przebrnąć przez perfekcyjnie ukrytą depresję. Zachęcam naszych odbiorców do zakupienia Twojej książki, ale czy mogłabyś dać nam wgląd w te pięć kroków?

MR: Kiedy w wydawnictwie powiedziano mi, że chcą , abym napisała o sposobach leczenia byłam przerażona. Pomyślałam sobie wtedy o strategiach, których używam z moimi pacjentami, kiedy mają problem z perfekcjonizmem, PTSD, depresją, lękiem. Tak powstały te kroki.

Po pierwsze, świadomość. Bycie w stosunku do siebie obiektywnym, pytanie siebie, czy perfekcjonizm sprawia nam problem. Nazywam go problemem, bo nie jest moim przyjacielem. Widzę jak sprawił, że stałam się samotna, że czuję się pod presją, nieszczęśliwa w kwestiach, o których nie mogę nikomu powiedzieć, nie umiem się zrelaksować. Najpierw musimy sobie to uświadomić, na przykład przy użyciu mindfulness.

Drugi krok to zaangażowanie. Zaangażowanie może okazać się niezręczna sytuacją dla perfekcjonistów, ponieważ prawdopodobnie starasz się coś zmienić, czego konsekwencją będzie strach. Strach, że stracisz pracę, że nie dostaniesz podwyżki. Nawet to jak pójdziesz na całość, będzie na początku bardzo perfekcjonistyczne. Zaczniesz od czegoś trudnego, zniechęcisz się i nie poprosisz nikogo o pomoc. Na pewno nie terapeutę. Perfekcjoniści popełniają wiele błędów w związku z zaangażowaniem. Jeżeli ponownie popadną w perfekcjonizm, to uznają, że to nie działa. Jedna z moich pacjentek powiedziała: “Miałam już sześć sesji terapeutycznych i jeszcze mi się nie polepszyło.” Odpowiedziałam: “Spróbujmy jeszcze sześć i zobaczymy jak wtedy będzie się Pani czuła.”

Po trzecie, psychoterapia poznawczo-behawioralna, na której bazowałam trzeci rozdział książki. Przyjrzysz się w nim swoim zasadom i przekonaniom, które zostały Ci wpojone, kiedy byłaś dzieckiem. “Powinnam…, muszę…” i dopisujesz do nich swoje przekonania. Niektóre z nich są naprawdę szokujące, kiedy dostrzeżesz jak głęboko to sięga. Pytasz siebie, czy to sprawia, że moje życie jest lepsze, czy mi to pomaga czy może ogranicza. Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie za nikogo, każdy musi zrobić to sam. Sądzę jednak, że jeżeli utożsamiasz się z perfekcyjnie ukrytą depresją, to wiele z Twoich zasad jest za surowych, za sztywnych. Żyjesz w małym pudełku i nie możesz z niego wyjść. Nauczenie się wolności może być wspaniałe.

Czwarty krok to emocjonalna dojrzałość. Jeśli napisałabym druga część “Perfekcyjnych do bólu” to zawarłabym tam więcej o więzi emocjonalnej i cielesnej. O tym jak uwolnić z siebie energię poprzez jogę, medytację, akupunkturę, tai chi. Pracujemy m.in. z osią czasu traumy. Robi się to bardzo ostrożnie i z współczuciem. Jeżeli Twój uraz jest poważny, to nie powinieneś tego robić bez terapeuty – może się to okazać za bardzo przytłaczające. Wracamy do czasów, kiedy byłeś małym dzieckiem i tworzymy listę dobrych wydarzeń, które były pomocne. Myślimy też o tych, które byłe złe, krzywdzące. Nie wspominasz po ty, by obwiniać swoich rodziców, tylko aby przyjąć do wiadomości to, co się wydarzyło. Może bardzo się starali, może nie. Po obejrzeniu tego idziesz dalej, dostrzegasz, że bez tych wydarzeń, inne nie miałyby miejsca. Mogło to mieć dobry lub szkodliwy skutek.

Ostatni krok to dokonanie nawet małej zmiany. Na przykład: ludzie, którzy wierzą, że znaczenie mają tylko ich dokonania, nie wiedzą jak się bawić. Zaczynają mówić: “Jak można się bawić? Może bieganie pod zraszaczem? A może nic nierobienie przez dwadzieścia minut i kartkowanie gazety?” Moja pacjentka opowiedziała mi kiedyś, że w każde urodziny urządzała imprezę urodzinową z winem i serem. Stało się to osiedlową tradycją. Zawsze było to samo jedzenie i to samo wino. Nie znosiła tego. Uważała taką imprezę za nudną, nie chciała jej, nawet nie lubiła sera. Jednak w pewne urodziny zaprosiła rodzinę do parku na piknik, gdzie huśtali się na huśtawkach. Powiedziała, że to były najwspanialsze urodziny jakie miała. Były to urodziny jakie sama chciała, a nie takie, jakich inni ludzie oczekiwali. 

JG: Odpowiedziałaś już na moje ostatnie pytanie, którym było: “Jakie korzyści czekają na nas po poradzeniu sobie z perfekcyjnie ukrytą depresją?”.

MR: Wierzę, że kluczem do wyleczenia się z perfekcyjnie ukrytej depresji jest samoakceptacja, co dla mnie oznacza przekonanie, że nie określają Cię ani Twoje zalety, ani Twoje wady czy bezbronność. Śmiałyśmy się z tytułu doktora (PhD), którym jestem. Nie jestem dumna z moich poprzednich małżeństw. Popełniałam błędy i było mi za nie wstyd. Nie sądzę, aby tytuł doktora określał mnie bardziej niż moje trzy małżeństwa. Tak samo moje słabości nie określają mnie bardziej niż tytuł doktora. To tylko fakty na mój temat. Wyciągnęłam z nich naukę, zaakceptowałam je i już nie dobijam się nimi. Można nauczyć się tego, jak uwolnić się od wstydu, który nie jest pomocny. Pomocny jest tylko wtedy, kiedy sprawia, że zmieniasz swoje zachowanie, a nie pcha Cię do innych wstydliwych zachowań. Przekonałam się o tym na własnej skórze.

JG: Nie będę ukrywać tego przed naszymi słuchaczami: nie jest to nasze pierwsze spotkanie. Przez problemy techniczne przy pierwszym nagraniu musiałam podjąć taką decyzję. Kiedy spotkałyśmy się pierwszy raz opowiedziałaś piękną historię o początkach “Perfekcyjnych do bólu” i jak zyskała wielką popularność.

MR: Od 2012 roku prowadzę bloga. W pewną sobotę usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, o czym napisać. Pomyślałam o swoich pacjentach i napisałam wpis zatytułowany “Czy jesteś osobą z perfekcyjnie ukrytą depresją?” i szybko stał się on popularny. W tamtym czasie pisałam dla The Huffington Post i zapomniałam, że podałam swój adres e-mail na końcu tego posta. Setki e-maili pojawiły się na mojej skrzynce pocztowej. Nie miałam pojęcia, co się dzieje. Ludzie pisali, że to właśnie ich opisuję i pytali skąd o tym wiem, bo nigdy wcześniej o tym nie słyszeli. “Zupełnie jakbyś była w mojej głowie” – pisali. Kobieta z sąsiedztwa powiedziała mi także, że planowała sobie zrobić krzywdę, ale przeczytała mój wpis, więc pójdzie porozmawiać ze swoją rodziną. Zrozumiałam, że na studiach nie uczyłam się o perfekcjonizmie. Wtedy odkryłam prace doktor Brené Brown, ale nie znalazłam niczego, co łączyłoby perfekcjonizm z depresją i samobójstwem. To doprowadziło mnie do “Perfekcyjnych do bólu”. Zaczęłam o tym pisać. Przyjaciółka, pracująca w agencji literackiej zaproponowała, bym wysłała jej zarys książki. Znalezienie wydawnictwa nie było łatwe, ponieważ nikt mnie nie znał. Żyję w środku Stanów Zjednoczony, w Arkansas, jestem tylko klinicystką. Wydawca powiedział, że pomysł jest wspaniały, ale nikt nie wie kim jestem. Jedno wydawnictwo zaryzykowało i dzięki New Harbinger Publications udało się stworzyć tę książkę, bo ja sama nie miałam pojęcia, co robię. 

JG: To wspaniałe wydawnictwo i teraz każdy z naszych słuchaczy wie, kim jest doktor Margaret Rutherford i zna jej książkę “Perfekcyjni do bólu. Jak uwolnić się od perfekcjonizmu maskującego depresję i odzyskać zdrowie”, opublikowaną w Polsce przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cieszę się, że została wydana w Polsce i że znalazłaś dla nas czas, by podzielić się swoją pracą. 

MR: Była to dla mnie jeszcze większa przyjemność niż za pierwszym razem. 

Rozmowy w formie podcastu możesz wysłuchać na Spotify, YouTube i w Apple Podcasts:

Doktor Margaret Rutherford – psycholożka kliniczna z prywatną praktyką. Od ponad 25 lat prowadzi terapię indywidualną i dla par. Zajmuje się depresją, zaburzeniami lękowymi i problemami w związkach. Prowadzi popularnego bloga, a także podcast, w którym szeroko omawia problemy perfekcyjnie ukrytej depresji.

Joanna Gutral

Joanna Gutral – psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej oraz European Association for Behvioural and Cognitive Psychotherapy. Doktorantka Interdyscyplinarnej Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu SWPS na wydziale psychologii, absolwentka całościowego szkolenia w Podyplomowej Szkole Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS pod kierownictwem dr Agnieszki Popiel i dr Ewy Pragłowskiej. Współzałożycielka i współtwórczyni Akcji Mam Terapeutę oraz portalu Zdrowa Głowa. Badawczo zajmuje się postrzeganiem siebie i innych w czasie. Jest laureatką nagrody im. Prof. Z. Pietrasińskiego, stypendystką i kierownikiem grantu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych w Domu Rozwoju w Warszawie, związana jest także z Kliniką Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS, swoją pracę poddaje regularnej superwizji. Prowadzi również zajęcia ze znienawidzonej przez większość studentów statystyki i metodologii oraz psychologii klinicznej. Miłośniczka teatru, wierna czytelniczka twórczości Irvina Yaloma i dumna posiadaczka psiego adopciaka imieniem Buba.

Zdrowa Głowa

About Zdrowa Głowa

One Comment

Leave a Reply