Skip to main content

Jeszcze przed pojawieniem się pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce, prof. dr hab. Dariusz Doliński, wykładowca Uniwersytetu SWPS, wraz ze swoim zespołem rozpoczął badanie nad zjawiskiem tzw. nierealistycznego optymizmu. Badanie miało na celu sprawdzenie, czy będziemy bardziej skłonni przypuszczać, że to nam samym bardziej grozi zarażenie się koronawirusem, czy może innym ludziom. Wyniki zaskoczyły samych badaczy, o czym można przeczytać w wywiadzie na temat funkcjonowania polskiego społeczeństwa w dobie pandemii.

Pod sam koniec rozmowy z prof. dr hab. Dariuszem Dolińskim zadałam pytanie wpływające ze studenckiej ciekawości: co psychologa społecznego, naukowca, najbardziej zdziwiło i zainteresowało w ciągu minionych miesięcy. Pan Profesor odparł, że jest to zjawisko masowych protestów po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Odpowiedź skierowała rozmowę na nowy tor.

O masowych protestach wyrażających sprzeciw wobec decyzji TK i władzy oraz o tym, czy możemy dzięki nim coś zyskać, mówi psycholog prof. dr hab. Dariusz Doliński w rozmowie z Kingą Bartkowiak. 

Żyjemy w czasach pandemii, boimy się o swoje zdrowiem, mimo to tak wiele osób decyduje się wyjść na ulice, aby protestować. O czym to świadczy?

Mamy do czynienia ze specyficzną kwestią. Po pierwsze, niewiarygodną arogancją władzy. Ta decyzja została podjęta nagle, bez przygotowania i konsultacji. Po drugie, ważniejsze, wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczy bezpośrednio ludzi, jest namacalny. Proszę zauważyć, że wtedy, kiedy mieliśmy do czynienia ze złamaniami reguł demokracji w przypadku sądownictwa czy atakami na prasę, lekarzy czy nauczycieli, to zawsze chodziło o dość wąską grupę ludzi, która dla większości obywateli należała do grupy „oni”. Można było słyszeć takie głosy — „Co mnie tam obchodzi atak na sędziów? Ja jestem uczciwym człowiekiem, to nie moja sprawa. A zresztą, pewnie sędziowie mają coś za uszami”. Natomiast teraz sytuacja dotyczy kobiet, które mogą zostać zmuszone do rodzenia, mimo że wiadomo będzie, że dziecko przyjdzie na świat bez szans na przeżycie albo niezdolne do samodzielnego funkcjonowania. To są dramatyczne sytuacje, w których człowiek powinien mieć wolność wyboru — nikogo nie można zmuszać do heroizmu, nawet kiedy mówimy o wartości ludzkiego życia.

Jakie mechanizmy sprawiły, że protesty przez wiele dni rosły? Można było zaobserwować, że na każdym zgromadzeniu jest coraz więcej osób.

Rzeczywiście przybywało osób, ponieważ ludzie czuli, że mają rację. Im więcej protestujących, tym łatwiej pojawia się myślenie, że wszyscy myślą i czują tak jak ja. Powoduje to, po pierwsze, wzrost subiektywnej racji, upewnia w indywidualnych przekonaniach, a po drugie, dobrze się czujemy w tłumie, który ma podobne poglądy i wyraża podobne emocje. To jest doświadczenie przyjemne pod kątem społecznym i egzystencjalnym.

Aktualnie protesty słabną.

Tego typu protesty w końcu osiągają swój maksymalny poziom, a potem zaczynają się zmniejszać, jeśli chodzi o intensywność. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy protestujących spotykają poważniejsze represje. Na razie nie mamy z tym do czynienia, a nawet w niektórych miastach policja klaszcze na widok protestujących lub symbolicznie włącza się do protestu poprzez opuszczenie tarczy. 

Najpopularniejsze hasła skandowane na ulicy czy też napisy na transparentach nie pozostawiają złudzeń, że zgromadzenia mają charakter polityczny. Dlaczego ludzie sprzeciwiają się władzy, a nie Trybunałowi Konstytucyjnemu, który wydał wyrok? 

Dzieje się tak, ponieważ jako obywatele dokładnie wiemy, że Trybunał jest organem władzy, a nie niezależną instytucją. Dziennikarze udokumentowali chociażby, że Pani Przyłębska gotuje dla Pana Kaczyńskiego — Kaczyński określił ją zresztą jako swoje odkrycie towarzyskie. Dlatego też Trybunał Konstytucyjny nie jest postrzegany przez społeczeństwo jako organ, z którym warto rozmawiać. Organem jest tak naprawdę PiS, a mówiąc jeszcze silniej, Jarosław Kaczyński, który w tej chwili jest wicepremierem, ale nawet gdy był szeregowym posłem, ludzie wprost mówili, że to właśnie on decyduje o najważniejszych sprawach w państwie. 

Z jednej strony strach o zdrowie, a niekiedy bezpieczeństwo, z drugiej strony strach o to, co może stać się z prawem aborcyjnym w Polsce — jak zadbać o siebie w takim strachu? Czy jest możliwe prawidłowe funkcjonowanie w takiej atmosferze?

To jest oczywiście bardzo trudne, ponieważ ta sprawa dotyka nie tylko kobiet, ale rozciąga się na całe rodziny, ojców, instytucje, osoby, które zajęłyby się głęboko niepełnosprawnym dzieckiem po śmierci matki. Albo uznamy, że to jest na tyle ważna sprawa, że możemy zaryzykować własnym zdrowiem, albo dochodzimy w swoich indywidualnych wyborach do wniosku, że w tym momencie ważniejsze jest zdrowie i nie angażujemy się czynnie w protesty, a kibicujemy im w inny sposób. Podkreślam, że to jest indywidualny wybór, do którego każdy z nas ma prawo.

Rzecz jasna, wtedy, kiedy wybierzemy pójście na protest, nie musimy całkowicie rezygnować z dbania o zdrowie. Można się wyposażyć w bardzo dobrą maseczkę i starać się, nawet będąc w tłumie, nie przebywać wśród tych samych osób przez 5-10 minut. Jak wiadomo najgroźniejsze jest to, gdy przebywamy z kimś zakażonym koronawirusem przez około 15 minut. Jeśli będziemy zmieniać otoczenie, to zmniejszamy prawdopodobieństwo, że nasze zdrowie na tym ucierpi.

Podobnie, jeśli wybierzemy opcję, że zostajemy w domu, to możemy angażować się w inny sposób, chociażby poprzez podpisywanie petycji. To też jest działanie, które broni zagrożonego prawa.

Czy jest coś, co możemy zyskać jako społeczeństwo dzięki tym protestom?

Myślę, że możemy zyskać poczucie, że jesteśmy razem, myślimy podobnie. Sytuacja, w której ludzie nie wychodzą masowo na ulice, rodzi przekonanie, że może tylko ja tak myślę, nie wiadomo jak inni, może nie da się nic zrobić. A tutaj mamy do czynienia z wyraźnym zaakcentowaniem własnych postaw i przekonań. Uczy to ludzi poczucia wpływu na zdarzenia i sprawstwa. To wszystko jest bardzo ważne nie tylko w kontekście prawa i pandemii, ale przede wszystkim w kontekście życia społecznego. Gdy ludzie czują się całkowicie bezradni, sądzą, że nic nie można zrobić, ma to negatywne skutki dla ich zdrowia psychicznego, jak i dla codziennego funkcjonowania człowieka.

Czy widzi Pan Profesor szansę na rozwiązanie konfliktu między protestującymi a władzą?

Władza obecnie szykuje kompromis, choć w moim przekonaniu to właśnie stan prawny sprzed wyroku Trybunału był daleko idącym kompromisem. I tak mieliśmy jedno z najbardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie, a więc to był kompromis z ogromnym ukłonem dla prawej strony strony politycznej i Kościoła. W tej chwili władza szykuje takie rozwiązanie, które będzie umożliwiało aborcję wówczas, gdy dane medyczne będa wskazywały na to, że dziecko urodzi się martwe bądź umrze bezpośrednio po urodzeniu. Natomiast niedozwolona byłaby aborcja w przypadku innego znacznego uszkodzenia płodu.

Wie Pani, są dwa przypadki opisane w literaturze medycznej, które wskazują na urodzenie dziecka z ciąży pozamacicznej. Dwa na wiele, wiele milionów takich przypadków, ale są. Teraz można sobie wyobrazić, że lekarz zagrożony karą więzienia za dokonanie aborcji bez podstaw prawnych, może bać się przeprowadzić zabieg usunięcia ciąży w takiej sytuacji, ponieważ nie będzie chciał ryzykować odpowiedzialności karnej.

Wyrok spowoduje, że z całą pewnością rozwinie się podziemie aborcyjne oraz turystyka aborcyjna. Już mamy w oczywisty sposób z tym do czynienia, ale w przypadku tak drastycznego prawa, te zjawiska nasilą się.

Na razie brak widoków na to, by doszło do rozwiązania tego konfliktu.

Myślę, że dopóki u władzy będzie PiS, to nie ma takiej możliwości. PiS rozgrywa piłkę zawsze w taki sam sposób — koniecznie musi być konflikt, najlepiej ideologiczny, musi być wojna i PiS musi sam siebie przedstawić jako siłę, która tej wojnie zapobiega i staje na straży tradycyjnych wartości.

Coś na zasadzie tworzenia problemów społecznych tylko po to, by je potem bohatersko rozwiązać?

Dokładnie tak, a potem te problemy stają się wojną ideologiczną z jakąś grupą ludzi. Dzieje się tak już nie pierwszy raz.

Dziękuję za rozmowę.

Ekspert:

prof. dr hab. Dariusz Doliński — jeden z najbardziej cenionych psychologów społecznych w Polsce. Zajmuje się psychologią zachowań społecznych, psychologią emocji i motywacji. Analizuje techniki wpływu społecznego, mechanizmy ulegania wobec zewnętrznego nacisku i manipulacji społecznej. Interesuje się psychologicznymi aspektami marketingu i reklamy. Jest autorem licznych projektów naukowych, badań eksperymentalnych i teorii z zakresu psychologii społecznej, szczególnie zachowań konsumenckich oraz weryfikacji technik używanych przez ludzi do tego, aby efektywnie wpływać na innych.

Autorka:

Kinga Bartkowiak — absolwentka etnologii, studentka psychologii na Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. Członkini Koła Naukowego Psychoterapii i Treningu.

Zdrowa Głowa

About Zdrowa Głowa

One Comment

  • Hubert pisze:

    Świetny wywiad i analiza. Czy mogę prosić o ponowną rozmowę z Panem profesorem? Szczgolnie po wydarzeniach wczoraj w Warszawie, w sytuacji gdzie ludzie są pałowani na ulicach. Pewnie udało by się umówić zaraz po tym co się wydarzy jutro z okazji marszu niepodległości.
    Z góry dziękuję

Leave a Reply