Skip to main content

Bo do tanga trzeba dwojga… i czasem do terapii również. Dużo czasu poświęciłyśmy terapii indywidualnej, mniej zaś mówi się o terapii relacji, zatem uchylamy rąbka tajemnicy, a informacje płyną z bardzo pewnego i doświadczonego źródła. Prof. Cory Newman, światowej sławy psychoterapeuta poznawczo-behawioralny i badacz z University of Pennsylvania opowiada, co dzieje się w gabinecie psychoterapeutycznym, kiedy spotyka się z parą, czym różni się to od terapii indywidualnej, jak funkcjonuje tajemnica w pracy z parami oraz, czy na terapię trafiają wyłącznie pary, które zmagają się z kryzysem. O tym, jak rozmawiać z osobą partnerską o podjęciu wspólnej terapii, o szansach oraz o zagrożeniach, które mogą pojawić się, gdy w kwestii relacji do pracy swoją gotowość zgłasza tylko jedna jej połowa przeczytacie w tym artykule.

A ten wywiad pod patronackie skrzydła wzięło Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczej i Behawioralnej, które jest największą i najważniejszą w Polsce instytucją zrzeszającą terapeutki i terapeutów poznawczo-behawioralnych. To jest właśnie ta instytucja, która dba o ich wykształcenie w zgodzie ze światowymi standardami, właściwą praktykę i rozwijanie kompetencji. Nieco cisną, ale co zrobić… w dobrej wierze i w słusznym celu.

PTTPB jest organizatorem Konferencji Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej, która w tym roku wydarzy się online i jest to swojego rodzaju święto psychoterapii poznawczej i behawioralnej, które serdecznie Wam polecam (zapisy wciąż trwają). Prof. Newman także będzie gościem konferencji, a w tej rozmowie dzieli się swoją wiedzą z nami wszystkimi – specjalistami, słuchaczami oraz być może partnerami relacji, która rozważa podjęcie terapii?

Joanna Gutral: Naszym gościem jest Doktor Cory Newman. Dzień dobry!

Cory Newman: Dzień dobry! Dziękuję za zaproszenie. 

JG: Cała przyjemność po mojej stronie. Chciałabym z Tobą porozmawiać o terapii poznawczo-behawioralnej dla par. Terapia poznawczo-behawioralna często kojarzy się z byciem samemu z terapeutą. Jaka jest różnica pomiędzy terapią indywidualną, a tą dla par?  

CN: Wiele książek porusza temat terapii poznawczo-behawioralnej dla par. Dużo wysiłku włożono w badania klinicznie. Indywidualna terapia CBT ma dużo wspólnego z terapią dla par: dobrze skonstruowana sesja, rozmowy o życiowo ważnych zagadnieniach, dobra komunikacja, optymistyczne podejście do niektórych problemów, próba pobudzenia u ludzi nadziei, prace domowe, aby pacjenci mogli pracować nad umiejętnościami, których nauczyli się podczas terapii, by mogli się doskonalić pomiędzy sesjami. Różnica jest taka, że będąc terapeutą par, starasz się pracować nad związkiem, a nie nad jedną osobą.

Pary mogą czasami opacznie zrozumieć cel terapii. Traktują wtedy terapeutę, jakby był sędzią, który podejmie decyzję kto miał rację, a kto był w błędzie. Nie jesteśmy sędziami — naszym zadaniem jest pomóc związkowi. Mogą mi powiedzieć, dlaczego są zmartwieni, zdenerwowani, przygnębieni, dlaczego czują się beznadziejnie, dlaczego nie ufają swojej osobie partnerskiej, dlaczego myślą o rozstaniu. Ja pomagam im współpracować, dać sobie szansę, aby mogli naprawić swój związek i ruszyć do przodu jako para lub — jeżeli jednak zdecydują się rozstać — by mogli mieć świadomość, że zrobili wszystko, by spróbować to naprawić, ale po prostu nie wyszło. Jako terapeuta nie powiem im “Sądzę, że powinniście się rozstać”. Moim zadaniem jest krzewić nadzieję, a jeżeli pacjenci zdecydują się rozejść, to pomogę im to zrobić w możliwie łagodny i przyjazny sposób. 

JG: Jak często pary przychodzą do Twojego gabinetu i wytykają sobie błędy palcami? Co wtedy robisz? 

CN: Na szczęście jedna ze stron, nawet jeżeli mówi, że druga osoba jest winna, to mówi też o tym, co sama robi źle. Na przykład: “Tak, wiem. Izoluję się i nie rozmawiam z moim parterem, ponieważ wciąż się wścieka. Nie podoba mi się jego złość. Wychodzę z domu, nie rozmawiam z nim, ignoruję go, ale robię to tylko przez jego złość”. Tak, wini go, ale widzi w tym też swoje zachowanie. Czasami bardzo wyraźnie widać, że obwiniają siebie nawzajem. Muszę udzielić im wtedy psychoedukacji. Mówię: “Rozumiem, że mają Państwo żal do siebie, jednakże terapia nie zadziała, jeżeli Państwo nie włożą tyle samo energii w ocenienie samych siebie i nie zastanowią się, co można zrobić, aby stać się lepszym partnerem — jak dobrze się ze sobą komunikować, jak być pozytywnym. Jeżeli druga osoba nie będzie się starała, to będzie to widoczne, jeśli będziesz robił_a swoje, to będziesz miał_a nadzieję, a jeśli oboje, to możemy odnieść sukces”. Czasami jest to dla nich konkurencja. Jedna osoba z pary mówi, że będzie nad sobą pracować, ale jej parter też to musi robić. Myślą wtedy o sprawiedliwości. Oni robią tyle i ich parter powinien robić tyle samo. Uważają, że nie powinni dźwigać wszystkiego sami i o wszystko się martwić, ponieważ powinno się to rozkładać po równo. Mają rację, jednak w terapii nie czeka się, aż druga osoba da coś od siebie, bo możemy się nie doczekać. Podczas terapii każdy powinien być skłonny, aby przejąć dowodzenie. Jeżeli obie osoby będą nad sobą pracowały, to istnieje duża szansa na powodzenie. 

JG: Ludzie często pytają o odpowiedni moment na rozpoczęcie terapii dla par. Każda para się kłóci i nie zgadza się ze sobą. Kiedy więc warto zacząć o niej myśleć?

CN: Nie zawsze jest to widoczne. Czasami jakiś kryzys będzie miał miejsce i wtedy może okazać się to jasne. Któreś z nich powie: “Nie mogę już tego dłużej wytrzymać. Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie jestem szczęśliwy_a. Jeżeli nic się nie zmieni, będziemy musieli się rozwieść”. Dopiero wtedy, po słowie “rozwód”, zastanawiają się nad pójściem do terapeuty. Nie zawsze dochodzi do takiej sytuacji, ale stawia ona sprawę jasno. Zdarza się również, że jedna osoba sądzi, że powinni popracować nad komunikacją, a druga, że wszystko jest w porządku, zaprzecza temu. Problem trwa i trwa, a pomocy szukają, kiedy jest już za późno. Jednym z sygnałów, że związek potrzebuje terapii, może być moment, w którym para nie rozwiązuje swoich problemów dzień lub parę dni po kłótni. Nie rozmawiają ze sobą, nie śpią w tym samym łóżku. Również zdrada może być sygnałem, by udać się na terapię. 

JG: Czy dobrym pomysłem jest udanie się na terapię, by tylko poprawić komunikację w związku i zrozumieć swojego partnera czy takie sytuacje nie mają miejsca?  

CN: Rzadko przychodzą do mnie pary, które mówią, że świetnie im się powodzi, ale czasami mówią o potrzebie wyćwiczenia pewnych umiejętności, o tym, że nie doceniają siebie, że nie chcą rozwodu i są zaangażowani, mają dzieci, ale się rozleniwili. Nie robią tego, co zwykli robić, nie rozmawiają i chcą poprawić swój związek. Wszystko w życiu wymaga pielęgnacji. Nasz dom, nasze zdrowie i także związki. Jeśli o nie nie zadbasz, mogą zardzewieć. Musimy pracować nad swoimi umiejętnościami w związku, czasem spędzonym z drugą osobą, nad komplementami, pieszczotliwymi określeniami, czułym dotykiem. Bardzo się cieszę, kiedy para mówi mi, że chce poćwiczyć swoje umiejętności. Jeżeli oboje są zaangażowani, to odniesiemy sukces. 

 

JG: Czy istnieje rozwiązanie, które pomogłoby, kiedy jedna osoba chce poprawić swój związek, a druga się nie zgadza? Czy da się przekonać swoją osobę partnerską do udziału w terapii?

CN:  To zależy, dlaczego partner_ka się nie zgadza. Niektóre z powodów da się naprawić. Jeżeli osoba partnerska, która się nie zgadza, robi to, ponieważ boi się braku dyskrecji, boi się dzielić swoimi przeżyciami z obcą osobą, nie rozumie, że to, co się dzieje na terapii pozostaje pomiędzy pacjentami a terapeutą, nie rozumie, że terapeuci są dobrze wyszkoleni, sądzi, że terapeuta będzie go obwiniał, że terapeuta będzie o nich rozmawiał z innymi terapeutami i jego historie nie będą poufne — możemy to naprawić i wyjaśnić, jak naprawdę jest. Czasami problem jest bardziej złożony. Ktoś może powiedzieć: “To nie ja mam problem, tylko ty. Sam_a pójdź na terapię”. Zaprzecza w ten sposób roli, jaką pełni w związku. Źle to wróży przyszłości tego związku. Osoba, która chce pójść na terapię, może spróbować wpłynąć na partnera, który się na nią nie zgadza. Bardzo ważne jest, w jaki sposób formułujemy nasz apel. Nie może to być groźba ani kara. Nie powiemy “Zachowywałeś się tak bardzo źle, że musimy iść na terapię dla par” ani “Jeżeli nie pójdziesz ze mną na terapię, to powiem twoim rodzicom, jakim okropnym mężem jesteś”. To musi być prośba: “Z głębi serca proszę cię, abyś poszedł_ła ze mną na terapię i sam_a zobaczył_a, co można zrobić. Jestem bardzo nieszczęśliwy_a. Mogę sam_a iść na terapię, ale chcę stworzyć z tobą udany związek, więc proszę, przemyśl to”. Czasami ludzie zgadzają się na to bez entuzjazmu, ale tak długo jak nie czują, że są kontrolowani lub że się od nich tego żąda, to pójdą.

Niektórzy nie zgodzą się, nieważne jakich argumentów ktoś będzie używał. Wtedy osoba, która chce pójść na terapię dla par, mogłaby skorzystać z terapii indywidualnej. Jednak ryzyko, że ten związek nie przetrwa powiększa się, ponieważ ta osoba będzie pracowała nad sobą, jej przygnębienie się zmniejszy, stanie się bardziej pełna nadziei, stanie się bardziej asertywna, zmieni pracę, wróci do szkoły, odnowi kontakt z przyjaciółmi i się rozwiedzie. Osoba ta zmienia się, a jej partner wciąż stoi w miejscu. Najlepiej byłoby, gdyby oboje udali się na terapię dla par, ale mogą też oboje chodzić na terapię indywidualną, kiedy chcą sami coś przepracować. Jeżeli ktoś pójdzie na terapię, aby naprawić siebie, ale problemem jest związek, to ten związek ucierpi. 

JG: Odpowiedziałeś już na moje kolejne pytanie: czy możliwym jest w tym samym czasie uczęszczać na terapię dla par i indywidualną.  

CN: Wymaga to innych terapeutów. Jeden zajmujący się terapią dla par i jeden lub dwóch zajmujących się parą indywidualnie. Terapeuta od terapii dla par może się zajmować nimi indywidualnie, ale zostanie postawiony w niezręcznej sytuacji, w której miałby dochować sekretu, ale nie może. To, co ta dwójka mówi, pozostanie między nimi, ale nie mogę trzymać czegoś w sekrecie przed jedną z nich. Miałem taką sytuację, kiedy zadzwonił do mnie pacjent i chciał porozmawiać o tym, co zrobiła jego żona. Przerwałem mu i powiedziałem, że będę musiał o tym wspomnieć na następnej sesji, że nie będę tego przed jego żoną ukrywał. Zrezygnował z opowiedzenia mi o tym, ale mógł też się zgodzić i opowiedzieć o tej sytuacji. Poufność w takiej sytuacji to problem, więc jest o wiele łatwiej, kiedy jeden terapeuta zajmuje się nimi jako parą, a drugi/drudzy nimi indywidualnie. 

JG: Pracuję z pacjentami indywidualnie. Opowiadają mi oni o swoich małżonkach, parterach, dzieciach i zawsze się zastanawiałam, co można przepracować na sesji indywidualnej, a czym należy się zająć na sesji dla par.

CN: W poprzedniej odpowiedzi powinienem dodać, że często przyjmuję kogoś indywidualnie, a później na jedną lub parę sesji zapraszam partnera. Różni się to od prowadzenia terapii dla par od samego początku. Można włączyć partnera w terapię indywidualną, jeżeli są ku temu powody. 

Teraz wróćmy do Twojego pytania: ile można zrobić dla kogoś, kogo problemy wiążą się z ich rodziną lub partnerem? Można odpowiedzieć na to pytanie poprzez zaobserwowanie, jak sytuacja w domu zmienia się wraz z leczeniem. Tak więc, kiedy mówisz pacjentowi o rzeczach, które może powiedzieć lub zasugerować swojemu partnerowi, jak może zmienić swoje zachowanie, by zobaczyć, co się stanie, pacjent wraca i mówi, że w tym tygodniu rzeczy układały się inaczej, to widzisz progres. Widzisz, że Twój pacjent wprowadza w życie wskazówki. To bardzo dobry znak. Oznacza, że można dokonać zmiany, nawet, jeśli osoba partnerska nie będzie uczęszczała na terapię. Jednak czasami nieważne, co robisz ze swoim pacjentem, to partner nadal pozostaje problematyczny. Mówię wtedy moim pacjentom to, co zaczerpnąłem z pracy Johna Gottmana, który jest znanym terapeutą par. Mówi on o idei bycia super-małżonkiem przez sześć miesięcy. Oznacza to, że przez ten okres czasu stajesz się najlepszym partnerem, jakim możesz być. Liczysz się ze zdaniem swojego partnera, jesteś pomocny_a, jesteś czuły_a, chcesz spędzać z nim_nią czas — nieważne jak Twój partner będzie się zachowywał. Z wyłączeniem przemocy, oczywiście. Mogą być niechlujni, niekulturalni, nie spędzać z Tobą czasu, pracować za dużo, a Ty będziesz super-małżonkiem przez sześć miesięcy. Mogą się wtedy wydarzyć dwie rzeczy. Jeżeli odniesiesz sukces, Twoje małżeństwo się poprawi —  tak samo jak zachowanie Twojej osoby partnerskiej — lub dojdziesz do wniosku, że zrobiłeś_aś wszystko, co mogłeś_aś i jasno widzisz, czy powinieneś_naś zostać w tym związku, czy nie. Jako jednostka jesteś w stanie poprawić jakość Twojego domowego życia i sam_a widzisz, czy to działa. Jeżeli tak, to wspaniale! Jeżeli nie, to może nie jesteś w stanie sam_a naprawić tego problemu. 

JG: Nasi słuchacze często zadawali pytanie dotyczące zdrady. Ludzie się zdradzają, przychodzą na terapię i jedna z osób mówi do terapeuty, by rozmawiał z osobą, która zdradziła, bo to ona zrobiła coś złego i musi przeprosić. Ciągłe przepraszanie nie jest raczej terapeutyczną techniką, tak więc, jakie techniki są używane podczas terapii dla par?

CN: Kwestia niewierności jest bardzo trudna. Można na nią patrzeć w ten sposób: jesteś wierny swojemu partnerowi albo nie. Możesz też na nią patrzeć, jak na coś, co zależy od kontekstu. Jednym z nich może być powiedzenie przez tę osobę: “Popełniłem błąd. Stało się to tylko raz. Przepraszam, mam wyrzuty sumienia. Chce popracować nad naszym małżeństwem. Proszę, wybacz mi”. Drugim może być zaprzeczenie: “Tylko tak ci się wydaje, jesteś przewrażliwiony_a”. Takie osoby obwiniają partnera, chociaż to one mają romans. Mogą też powiedzieć, że zerwali już kontakt z tamtą osobą, ale nadal zdradzają. Jako terapeuta, mam nadzieję zobaczyć kogoś naprawdę pełnego skruchy, kto przyznaje się do błędu, nie chce niszczyć rodzinnego życia, jest mu przykro, zakończył romans, chce odzyskać zaufanie swojego partnera. Prawda i pojednanie są politycznymi pojęciami. Kiedy jedna grupa w społeczeństwie została skrzywdzona przez drugą i próbują się pojednać, to najpierw strona krzywdząca musi przyznać, że źle zrobiła, i wtedy może z czasem się pojednają. Podobnie jest z parami. Dużo mówi się o prawdzie, co się stało i dlaczego, o szczegółach zdrady, emocji i podejmowanych decyzji, aby mogło dojść do pogodzenia się. Niestety, w niektórych sytuacjach osobie zdradzającej nie jest przykro. Chce utrzymać swoją pozycję społeczną, nie chce, aby sąsiedzi ani rodzina o nim_niej mówili, więc wciąż kłamie. Zdarza się też, że okłamuje terapeutę. Czasami oboje z partnerów byli niewierni. Nie jest to łatwe, bo chociaż oboje są kompatybilni, to oboje też potrzebują się zmienić. Niewierność jest jednym z tych ogromnych życiowych kryzysów, podczas których bardzo oczywiste jest, że terapia dla par jest potrzebna, razem z groźbą rozwodu.  

JG: Co wiemy o skuteczności terapii dla par w kontekście terapii poznawczo-behawioralnej? 

CN:  Są dowody na to, że terapia poznawczo-behawioralna dla par pomaga w naprawie związku, podtrzymaniu go i poprawie jakości relacji. Nie ma dowodów na międzykulturowe przystosowanie. Częścią problemu jest to, że nasza dziedzina stała się świadoma wagi międzykulturowych przystosowań poznawczo-behawioralnej terapii dopiero niedawno. W ostatnich dwudziestu latach w USA finansowanie badań psychoterapii jest dużo mniejsze. Moglibyśmy przeprowadzać te badania, ale po prostu nie ma na nie funduszy. Poszczęściło mi się jako studentowi, pracowałem w laboratorium na uniwersytecie Stony Brook pod Danem O’Leary’m i jego wykwalifikowanymi kolegami, Stevenem Beachem i Evelyn Sandeen, którzy przeprowadzili badanie, na podstawie którego powstała książka “Depression in marriage”. Badanie skupiało się na zamężnych kobietach w depresji. Połowie z nich zalecono indywidualną terapię poznawczo-behawioralną, a drugiej terapię poznawczo-behawioralna dla par. Wszystkie miały depresję i nieudane małżeństwa. Rezultat był taki, że kobiety, które poszły na terapię dla par, poprawiły swój związek i ich depresja zelżała. Kobiety, które poszły na terapię indywidualnie wyleczyły się z depresji, ale nie naprawiły swojego małżeństwa. W tej grupie było również więcej rozwodów. Terapia dla par i terapia indywidualna współpracują ze sobą. Ludzie mogą chorować na depresję przez to, co się dzieje w ich domu. Problem jednostki związany jest z tym, jak funkcjonuje jej związek. Jeśli pracuje się nad swoim związkiem, samemu także można na tym skorzystać. Jeżeli leczy się tylko jedna osoba, to ona może stać się „lepszą wersją siebie”, ale jej małżeństwo najpewniej rozpadnie się. Ważnym jest, aby obie osoby poszły na terapię. Wspaniale było być terapeutą w tym badaniu, było to wspaniałe szkolenie i doświadczenie udziału w randomizowanym badaniu klinicznym.

JG: Jak pary mogą skorzystać na uczestnictwie w terapii dla par? Ile to trwa? Tygodnie, miesiące, lata?

CN: To zależy. Od natury problemu, poziomu zaangażowania pary. Czasami pary mogą przyjść tylko na od czterech do sześciu spotkań, pracują nad swoją komunikacją, planują wspólne spędzanie czasu, rozmawiają od serca o swoich rozczarowaniach, co chcą poprawić i to im wystarczy. Są też inne przypadki, takie jak podczas wcześniej wspomnianego badania, kiedy jest dwadzieścia sesji. Dużo wysiłku wkładają w takie obszary jak współpraca, rozwiązywanie domowych problemów, radzenie sobie z rodziną, radzenie sobie z seksualnymi problemami, radzenie sobie z problemami kontroli, komunikacji i sprawiedliwości. Te dwadzieścia spotkań to było czasami dużo, a czasami za mało. Niektóre z par chciały długo uczęszczać na terapię. Może przez trwające problemy, może przez duży stres związany z chorobą dziecka, może przez duże napięcie związane ze stresem socjologicznym, np. para jednopłciowa może żyć w ciągłym stresie, ponieważ rodzina jednej ze stron akceptuje ich małżeństwo, a rodzina drugiej nie. Przytłacza to ich związek, a może się to szybko nie zmienić, więc potrzebują wsparcia przez dłuższy czas. Długość trwania terapii jest bardzo niestała. Mogą to być cztery spotkania, może to być dwadzieścia spotkań, może to też trwać dłużej niż rok. 

JG: W naszym kraju małżeństwa jednopłciowe nie zostały jeszcze zalegalizowane, ale cieszę się, że psychoterapeuci leczą pary, a nie płci. Co byś powiedział osobie zastanawiającej się nad uczestnictwem w terapii dla par? Co taka osoba powinna wiedzieć przed udaniem się do terapeuty ze swoją osobą partnerską? 

CN: Po pierwsze, jeżeli prowadzę już indywidualną terapię np. z pacjentką i ona chciałaby, aby jej partner również w niej uczestniczył, to mogę zacząć odgrywać z nią role. Ja będę nią, a ona swoim mężem. Mówię jej, żeby zachowywała się tak, jak obawia się, że jej mąż będzie to robił: że odrzuci tę sugestię, powie, że jest niepoważna, że nie mają żadnych problemów, że nie chce iść na terapię. Informuję ją, że ja będę odpowiadał w taki sposób, aby zaapelować do jego lepszej strony, tak, aby wiedziała, jak ma się do niego zwracać. 

JG: Takie jak: “Nigdy mnie nie słuchasz, nie cieszysz się z moich pomysłów”? 🙂

CN: Nie 🙂 To będzie zaproszenie, takie jak: “Chcę poprawić nasze małżeństwo, myślę, że oddaliliśmy się od siebie, nie chcę, abyśmy dalej się od siebie odsuwali, chcę, żebyśmy dogadywali się tak, jak zwykliśmy kiedyś. Jestem nieszczęśliwa, a chcę być szczęśliwa z tobą. Chcę, żebyś wiedział, że pójdę na terapię, bo nie chce być nieszczęśliwa i chcę siebie udoskonalić, ale chcę to zrobić z tobą. Boję się, że jeżeli sama pójdę na terapię, to ja się zmienię, a ty nie. Chcę, abyśmy razem się zmienili, więc proszę, chodź ze mną”. Pacjentka może też powiedzieć, że jej mąż pojawi się w przyszłym tygodniu na terapii, ale jest zaniepokojony. Obawia się, że zmówimy się na niego, że będziemy go osądzać. Odpowiadam, że nie taki mam zamiar i że jeżeli ona się zgodzi, to zapytam go, jak mu się wydaje, jak jego żona radzi sobie na terapii, czy zauważył jakieś zmiany w jej przygnębieniu. Zapytam go o opinię na jej temat, aby zmniejszył swój opór, bo może sądzić, że będę go oceniał. Zamiast tego witam go słowami, że cieszę się, że z nami jest i pytam o jego opinię na temat żony, ponieważ chcę wiedzieć, jak radzi sobie w domu. Wcześniej pytam żonę, czy mogę zapytać męża o jej progres. Moim zadaniem nie jest go oceniać, a pomóc poprawić ich związek. 

JG: Czy zawsze są ze sobą w gabinecie w tym samym czasie czy czasami zdarzają się sesje indywidualne?

CN:  To wyjątek, a nie norma. Obie strony muszą się zgodzić na to, że jeśli spotkamy się indywidualnie, to nic z tej sesji indywidualnej nie zostanie ukryte, ponieważ terapeuta nie może mieć sekretów. Jeżeli podzielę sesję na pół najpierw porozmawiam z żoną, później z mężem — to obie strony muszą zgodzić się na to, że ich słowa zostaną powtórzone, kiedy cała nasza trójka się spotka. 

JG: Zadajesz zadania domowe w terapii dla par? Jeżeli tak, to jakie? 

CN: Oczywiście. Po pierwsze, nigdy nie zadaję pracy domowej związanej z seksem. Seks jest wyjątkową kategorią, która nigdy nie powinna stać się zadaniem domowym. Seks nie jest niczyim obowiązkiem i jeżeli do niego dojdzie, to powinna to być decyzja pary. Mogę im zadać pójście na randkę, spacer podczas którego będą rozmawiać o dobrych wspomnieniach związanych z drugą osobą z początku ich związku. Może to też być zadanie praktyczne, takie jak podzielenie się obowiązkami domowymi, bo oboje czują, że druga osoba nie robi wystarczająco. Może też być kognitywne: “Oboje opracujcie rejestr myśli, aby zredukować złość i zanim odezwiecie się do siebie, zapiszcie myśli w rejestrze, aby je zmienić. Chcę również, abyście mi je na następnej sesji pokazali”. Nie zadaję seksu jako pracy domowej, ale mogę powiedzieć, aby byli w stosunku do siebie bardziej czuli. Trzymali się za ręce, dotykali siebie, nawet przypadkowo, dawali buziaki, masowali. To nie jest seks, ale wymaga dotyku. Jeżeli wyrażają zgodę, to może być zadaniem domowym.

JG: Możemy rozmawiać o terapii dla par bardzo długo, ale na szczęście Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczej i Behawioralnej organizuje konferencję na początku lipca, w której również bierzesz udział, więc jeżeli szukacie więcej informacji na temat terapii poznawczo-behawioralnej dla par, to polecam Wam zapisać się na tę konferencję, żebyście mogli jeszcze posłuchać Doktora Cory’ego Newmana. Dziękuję za rozmowę.

CN: Dziękuję.

JG: Konferencja w tym roku jest on-line, ale mam nadzieję, że kiedyś odwiedzisz Polskę. 

CN: Też mam taką nadzieję.

JG: A więc zapraszamy Cię na pierogi. Zaprosiliśmy już też Stephana Hofmanna i Stevena Hayesa. 

CN: Wspaniale. 

JG: Dziękuję jeszcze raz.

CN: Cała przyjemność po mojej stronie. 

Rozmowy w formie podcastu możesz wysłuchać na Spotify, YouTube i w Apple Podcasts:

dr Cory F. Newman – dyrektor Center for Cognitive Therapy, profesor psychologii na wydziale Psychiatrii University of Pennsylvania Perelman School of Medicine oraz adiunkt w Beck Institute for Cognitive Behaviour Therapy. Dr Newman odbył szkolenie podoktoranckie pod kierunkiem dr. Aarona T. Becka. Jest również członkiem założycielem Academy of Cognitive Therapy. Dr Newman ma ogromne doświadczenie kliniczne oraz jako superwizor terapii poznawczo-behawioralnej nadzorujący ponad 350 przeszkolonych profesjonalistów, zarówno na University of Pennsylvania, jak i w międzynarodowych programach szkoleniowych prowadzonych przez Beck Institute. Dr Newman uczestniczył jako terapeuta modelowy terapii poznawczo-behawioralnej i superwizor w licznych, także wieloośrodkowych badaniach klinicznych.

Joanna Gutral

Joanna Gutral – psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej oraz European Association for Behvioural and Cognitive Psychotherapy. Doktorantka Interdyscyplinarnej Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu SWPS na wydziale psychologii, absolwentka całościowego szkolenia w Podyplomowej Szkole Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS pod kierownictwem dr Agnieszki Popiel i dr Ewy Pragłowskiej. Współzałożycielka i współtwórczyni Akcji Mam Terapeutę oraz portalu Zdrowa Głowa. Badawczo zajmuje się postrzeganiem siebie i innych w czasie. Jest laureatką nagrody im. Prof. Z. Pietrasińskiego, stypendystką i kierownikiem grantu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych w Domu Rozwoju w Warszawie, związana jest także z Kliniką Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS, swoją pracę poddaje regularnej superwizji. Prowadzi również zajęcia ze znienawidzonej przez większość studentów statystyki i metodologii oraz psychologii klinicznej. Miłośniczka teatru, wierna czytelniczka twórczości Irvina Yaloma i dumna posiadaczka psiego adopciaka imieniem Buba.

Zdrowa Głowa

About Zdrowa Głowa

One Comment

Leave a Reply