Bulimia moją przyjaciółką?Moja przygoda z odchudzaniem zaczęła się w wieku 14 lat. Odkąd pamiętam, miałam za dużo „tu i tam” i odstawałam od reszty znajomych. Najbardziej nie lubiłam w szkole WF bo trzeba było się przebierać. Nigdy nie uprawiałam żadnego sportu, tylko siedziałam przed tv i jadłam.
Pewnego dnia, oglądając modelki na wybiegu, zdałam sobie sprawę, że jeśli nadal będę prowadziła taki styl życia to długo nie pożyję. Zdecydowałam się wziąć za siebie. Zaczęłam się odchudzać.

Po roku intensywnego odchudzania się załamałam. Nie widziałam żadnych, widocznych dla moich oczu, rezultatów. Przeczytałam w internecie, ze prowokowanie wymiotów pozwala zrzucić zbędne kilogramy. Zaczęłam następnego dnia. Niestety nie udawało mi się na początku i nadal przybierałam na wadze. Już byłam na takim etapie, ze chciałam zacząć brać narkotyki, żeby być chudą. Po 2 miesiącach „próby” prowokowania wymiotów doszłam do takiej wprawy, ze robiłam to już nawet 8-9 razy dziennie. Rok później widziałam znaczny spadek wagi (zaczynając z 80kg w wieku 14 lat spadłam do 56kg w wieku 16lat przy wzroście 153cm). Byłam bardzo szczęśliwa.

Niestety zauważyli to rodzice i zaczęli się o mnie martwic i zapisali mnie do psychoterapeuty. Na początku ich wyśmiałam i powiedziałam, że to wstyd chodzić do terapeuty. Chodziłam na terapię indywidualną przez 3 miesiące dopóki terapeuta nie wysłał mnie do szpitala na zaburzenia odżywiania. Walka z tą chorobą trwała aż do 18 roku życia.

Dziś mam 19 lat i nadal chodzę na terapię. Nie mogę powiedzieć, że zupełnie wyszłam z choroby ale przynajmniej już nie mam napadów ani nie prowokuję wymiotów.

Szczerze? Nie chcę przerywać terapii, ponieważ wiem, że jeśli to zrobię, choroba powróci do mnie.

Reklama