Dzieciństwo w cieniu rózgi, czyli emocje w ciemnościach przeszłości

 

Jakiś czas temu poruszałyśmy na forum Zdrowej Głowy szkodliwość jednej z wypowiedzi Rzecznika Praw Dziecka w sprawie tak zwanych klapsów. Pod postem rozgorzała dyskusja nad zasadnością kar cielesnych, ich konsekwencjach w życiu emocjonalnym i społecznym, trwałym śladzie, który dotkliwiej niż na dziecięcej skórze pozostawiają ślad w dorosłej już psychice. Wkrótce potem otrzymujemy od wydawnictwa Editio Historia (Grupa Helion) książkę autorstwa publicystki Anny Golus. Tytuł „Dzieciństwo w cieniu rózgi. Historia i oblicza przemocy wobec dzieci” nie pozwala publikacji zagrzać miejsca na półce. Dlaczego?

 

W powijakach, czyli jak to się zaczęło?

 

Dzieciństwo w cieniu rózgi. Historia i oblicza przemocy wobec dzieciSpowijanie niemowląt, czyli otaczanie najpierw ich całego ciała długimi kawałkami płótna, by następnie raz jeszcze związać je całe, było powszechne w Europie od dawien dawna. Teoretycznie miało służyć wspieraniu prawidłowej postawy kręgosłupa, z drugiej strony było dość bolesne, nie sprzyjało dbaniu o higienę, co z kolei wywoływało choroby skóry, ale przede wszystkim wykazywało się brakiem zrozumienia dla jednej z podstawowych potrzeb: swobody ruchu. Mimo właściwych intencji mogło powodować więcej szkody niż pożytku. Z pominięciem głosów lekarzy, którzy już w XVIII wieku wskazywali na wadliwość tej metody, była ona praktykowana przez kolejne stulecia.U rdzennych mieszkańców Australii panowało przekonanie, że bicie dzieci po głowie wzmacnia włosy, a przypalanie rąk rozżarzonymi patykami wzmacnia siłę mięśni do noszenia drewna, a plemię Warramunga uważało, że obcięcie dziewczynki części wskazującego palca zapewni szczęście w zbieractwie owoców. W XIX-wiecznej Anglii sąd uniewinniał każdego, kto dopuścił się gwałtu na dziecku, jeśli przyznał, że zrobił to w celu wyleczenia z choroby wenerycznej. Wszak właśnie to uważano wówczas za najlepsze remedium na tego typu dolegliwości i (o zgrozo!) na leczenie depresji. Co łączy ze sobą te wydarzenia? Przekonanie, że „tak trzeba”, że służy to wychowaniu dziecka, wzmacnianiu jego charakteru, przekazaniu mu właściwych wartości. Odbiera jednocześnie podmiotowość. Jakie są tego konsekwencje? Od rodzicielstwa porzucającego (XIII w.), przez ambiwalentne (XIV-XVII w.), intruzywne (XVIII w.), socjalizujące (XIX w.), aż do wspierającego (XX w.) minęło dużo czasu i wiele przemian. I chociaż kary cielesne nie mają już znamion średniowiecznych tortur, to nadal są stosowane. Tak jak zmienia się otaczający nas świat, tak zmienia się oblicze traktowania dzieci i wymierzanej wobec nich przemocy.

 

Halo, czy to XXI wiek?

 

W 2010 roku w Polsce ukazało się tłumaczenie podręcznika Jak trenować dziecko? Trening czyni mistrza, autorstwa amerykańskiego małżeństwa Michaela i Debi Pearl, w którym opisują, w jaki sposób należy stosować m.in. kary cielesne, aby budować w dziecku samodyscyplinę już od pierwszych miesięcy (!) życia. W tym samym roku w Polsce zaczyna obowiązywać ustawowy zakaz stosowania kar cielesnych wobec najmłodszych. W książce Mądra miłość Betty Chase podaje instrukcję, jak sprawić dziecku lanie. Należy wytłumaczyć mu, że robisz to z miłości, by poprawić jego zachowanie. Punkt siódmy brzmi: Spraw dziecku lanie. Wymierz kilka bolesnych klapsów w pośladki. Gniewny, pełen wściekłości płacz dziecka powinien zmienić się w płacz łagodny, zawierający ton poddania się. Książka została przetłumaczona na język polski i wydana w 2006 roku. Niemożliwe? A jednak.

 

Dzieci i ryby głosu nie mają?

 

Chociaż naruszenie nietykalności cielesnej osoby dorosłej jest powszechnie uważana za przestępstwo i pogwałcenie norm społecznych, to bicie dzieci częstokroć rozumiane jest jako element wychowawczy. W chińskich szkołach bito dzieci bambusem, a niekiedy zmuszano do wypicia np. szklanki atramentu. Pokoleniu lat 40 w Polsce znana jest jeszcze „linijka”, która również miała dyscyplinować w warunkach edukacyjnych. W konwencji o prawach dziecka przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ jasno podkreślona jest zasada ochrony przed wykorzystywaniem i nadużyciem a także prawo do nietykalności osobistej.

 

Klapsy w liczbach

 

W 2017 roku w Polsce 13515 dzieci padło ofiarą przemocy we własnym środowisku rodzinnym. Mówimy o przypadkach zgłoszonych i udokumentowanych, gdyż jak wiadomo, dorosłe ofiary przemocy w rodzinie rzadko zgłaszają swoją gehennę odpowiednim służbom, dzieci zaś albo jeszcze nie potrafią mówić, albo nie mają dostępu do telefonu, albo… wzrastają w środowisku, w którym przemoc uważana jest za normę. Według badań 2008 roku 78% ankietowanych uważało, że są sytuacje w których dziecku należy dać klapsa. W 2017 już „tylko” 52%. W 2016 roku profesor filozofii Stawrowski porównywał klapsa do kantowskiego imperatywu kategorycznego, nazywał go wręcz moralnym obowiązkiem rodzica. To nic, że Immanuel Kant w swojej książce O pedagogice wprost pisał o swojej niechęci i niezrozumieniu dla stosowania kar cielesnych. W wypowiedziach wielu polityków, czy osób publicznych wciąż panuje przekonanie, że pomimo klapsów wyszło się jakoś na ludzi… Pytanie tylko, na jakich?

 

To już wątek na osobną dyskusję. Konsekwencje kar cielesnych to nie tylko siniak, ale ograniczenie wolności, zniweczenie autonomii, roztrzaskanie poczucia bezpieczeństwa, złamanie empatii, ustawienie torów relacji społecznych na trakcję przemocy, braku szacunku. Wnikliwie zebrana przez autorkę historia kar cielesnych od tortur do klapsa pokazuje, jak daleką drogę przeszła już ludzkość, standardy wychowawcze i rozumienie praw dziecka. Wskazuje również, jak daleką drogę mamy jeszcze do pokonania.

 

*Wszystkie dane zawarte w artykule pochodzą ze wspomnianej książki. Każdy z poruszonych tam wątków ma swój odnośnik do stosownych źródeł i literatury.

 

Książka dostępna jest na stronie empik.com.

 

Joanna Gutral – doktorantka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich Uniwersytetu SWPS na wydziale psychologii, słuchaczka Podyplomowej Szkoły Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS. Współzałożycielka i współtwórczyni Akcji Mam Terapeutę. Badawczo zajmuje się postrzeganiem siebie i innych w czasie. Prowadzi zajęcia ze znienawidzonej przez większość studentów statystyki i metodologii. Prowadzi psychoterapię w Domu Rozwoju. Miłośniczka teatru, wierna czytelniczka twórczości Irvina Yaloma i fanka skandynawskiego kina.

 

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Editio Historia (Grupa Helion).

Leave a Reply