Miałam terapeutkęKiedy popadłam w depresję miałam ledwo 16 lat, jednak zaczęło się to już wiele lat wcześniej. Pierwsze myśli samobójcze pojawiły się gdy sięgałam 11 roku życia. Byłam zbyt młoda by nienawidzić świat. By nienawidzić siebie. Ludzie, których spotykałam sprawiali, że staczałam się coraz niżej. Sprawiali, że miałam dość wszystkiego. Publiczne poniżanie, wyzwiska, groźby pobiciem, tajemnicze wiadomości z przesłaniem samobójczym, obrażanie ze stron nauczycieli, cyber przemoc. Które dziecko by to wytrzymało? Zaczęło się pod koniec podstawówki, skończyło gdy opuściłam gimnazjum. Ale depresja złapała mnie dopiero jak wstąpiłam do technikum. Pomimo, iż poznałam tam wielu pozytywnych i wspierających mnie ludzi, upadłam. I już nie wstałam. Zawaliłam rok, zaczęły się próby samobójcze, autoagresja, conocne krzyki i płacze. Nikt nie był wstanie mi pomóc. Przed wszystkimi wszystko ukrywałam. W końcu zmartwieni rodzice zaprowadzili mnie do psychologa. Pierwszy, drugi, trzeci. Nikt nie mógł mnie wyleczyć. Więc posłano mnie do psychoterapeutki. I to był strzał w dziesiątkę. W ciągu roku Pani Kasia sprawiła, że na nowo się pokochałam. W końcu znalazłam kogoś kto pokazał mi, że życie nie musi być koszmarem i bezustanną męką oraz walką o kolejną bezwartościową dobę czasu. Że śmierć nie jest wyjściem. A ja w końcu jestem szczęśliwa i mam kochających przyjaciół oraz wspierającą rodzinę.

Reklama