Narodziłam się na nowoCzęsto trzeba odbić się od dna, by znów stanąć na własne nogi… Niekiedy przekonujemy się o tym w bardzo bolesny sposób… Przyszedł taki dzień, w którym powiedziałam sobie: „Dosyć! Dłużej tak żyć nie mogę! Duszę się!”. Umówiłam się do psychologa, kiedy mnie wysłuchał stwierdził, że nie może mi pomóc, polecił mi pewną panią, która „takimi przypadkami się zajmuje”, więc oto tym sposobem trafiłam do obecnej terapeutki. Wiedziałam, że sama sobie nie poradzę z tym wszystkim co mnie trapiło, ze złością, żalem, gniewem i wewnętrznym bólem. Potrzebowałam mądrej, uzdrawiającej siły, potrzebowałam oparcia, przystani po burzy, zrozumienia i przestrzeni na zrzucenie poczucia winy i wyrzutów sumienia. Z dolin nieświadomości trafiłam na ścieżkę wiodącą ku świadomości, mogłam w każdej chwili stanąć na ścieżce osobistych doświadczeń popatrzeć, zrozumieć, przetrawić, odżałować i odpocząć. Dziś wiem, że to jest jeden z moich najlepszych wyborów i jestem dumna z siebie, z tego, że zmieniłam własne życie, pokonałam własne ograniczenia i strach przed zmianą. Kiedy widzi się świat czterema parami oczu nabiera on nowego znaczenia, moje życie nabrało sensu, to co widzę przed sobą to cele i marzenia, które nigdy nie były tak realne jak teraz. Odnalazłam w sobie dwie pasje – psychologię i góry. Terapia jest procesem długotrwałym i niełatwym, często to droga wiodąca przez łzy, cierpienie, bo ujrzeć siebie bez żadnych masek, nie jest sprawą łatwą… To wysiłek dalece opłacalny i bardzo wartościowy, bo robimy to dla siebie. Po co? Po to by móc poznać lepiej własna osobę, uporać się z demonami przeszłości, zrozumieć kim jestem, po co i dlaczego? Pracować nad przemianą, przeobrażać się i rozwijać każdego dnia… By być świadomym siebie i ścieżki którą podążamy… ścieżki własnego życia.

Reklama