Na temat rodzicielstwa narosło wiele mitów i błędnych przekonań. Dzisiejsi rodzice są bombardowani przez media przekazami, które niosą fałszywe wyobrażenia na temat swojej roli oraz tego, jak powinno ono wyglądać. A przecież każdy człowiek jest inny, ma własny system wartości i poglądów. Media nie uwzględniają wielu ważnych czynników, np. tego, gdzie rodzice dziecka mieszkają, w jaki sposób zarabiają na swoje utrzymanie oraz w jakim są związku. Nie każdego rodzica stać na szkołę rodzenia czy drogie ubrania i zabawki dla dziecka.

Reklama

 

Najważniejsza jest relacja

 

W dobie konsumpcjonizmu zapomina się o tym, że najważniejsza jest relacja pomiędzy rodzicem a dzieckiem, i że przede wszystkim polega ona na rezonansie uczuciowym. Dziecko przychodzące na świat jest osobą, która od początku wchodzi w relację. We wczesnym okresie swojego życia odpowiada głównie na emocje, jakie mama czy tata wnoszą do tej relacji i to one oraz przekonania pary rodzicielskiej, bywają najczęstszymi problemami. Niezwykle ważne jest też to, jakie znaczenie ma dla niej  posiadanie potomka, nie zaś, czy ubiera się malca w najmodniejsze body. Dzieci potrzebują bowiem rodziców, którzy znają siebie i wiedzą, co jest dla nich ważne. Ekskluzywne zabawki, najdroższe meble nie mają dla maluchów znaczenia.

 

Lęki rodziców

 

Wiele lęków rodziców skupia się w obszarze rozwoju dziecka. Wszyscy zastanawiają się, czy ono właściwie się rozwija, czy można ten rozwój „ulepszyć” za pomocą jakiejś wybranej techniki (tak jakby dziecko było robotem, który ma spełniać określone funkcje po włączeniu odpowiedniego programu). Do tego dochodzi bezustanne porównywanie siebie i malucha do znajomych w podobnej sytuacji lub szukanie potwierdzenia skuteczności swoich metod wychowawczych na forach internetowych. Wszystkie te zabiegi nie służą jednak wzmacnianiu poczucia, że jest się „dobrym rodzicem”.

Reklama

 

Oczekiwania

 

Zamiast tak potrzebnego spokoju i uważnej obserwacji zaczyna się wyścig, kto stworzy lepszą „rasę” dziecka. Pojawia się oczekiwanie od niemowlęcia lub małego dziecka rzeczy niemożliwych. Naturalne potrzeby zaangażowania w relację, miłości i zabawy są spychane na dalszy plan. A przecież dzieci uczą się poprzez zabawę, to dzięki niej nabywają różnych umiejętności! Jest jeden tylko warunek: zabawa ma być zabawą, a nie zaprogramowaną czynnością nakierowaną na jakiś cel. Wyznaczanie celów w tym przypadku jest sprzeczne z jej naturą.

 

Uważni rodzice

 

Mały człowiek potrzebuje przede wszystkim uważnych rodziców. Nie rodziców idealnych, którzy nigdy nie popełniają błędów – na błędach wszyscy się uczymy, dzięki nim następuje rozwój. Idealny sposób na wychowanie dziecka nie istnieje; to co sprawdza się w jednym przypadku, wcale nie musi działać w innym. Każde dziecko ma w sobie potencjał i określone możliwości rozwoju. Dużo zależy od przekonań rodziców na ten temat – gdy sami są perfekcjonistami, zależy im głównie na osiąganiu wyznaczonych celów i tym, aby wszystko przebiegało według nakreślonego planu. Wszak do tej pory prowadzili uporządkowane, satysfakcjonujące życie: jeździli na wymarzone wakacje, skupiali się na zaspokajaniu własnych potrzeb czy karierze. Pojawienia się nowego członka rodziny pociąga za sobą (często bolesną) modyfikację planów, np. wymarzoną podróż na Daleki Wschód trzeba na jakiś czas odłożyć.

 

Oczekiwania vs. rzeczywistość

 

Ustalone schematy funkcjonowania ulegają dezorganizacji, więc w rodzicach narasta frustracja: nie tak to sobie wyobrażali! Zamiast słodkiego bobasa, który przesypia całe noce, rozwija się „książkowo” i którym można się pochwalić, mają do czynienia z kimś, kto nie chce spać, ma ciągłe kolki, więc płacze, marudzi i trudno go uspokoić. Poukładany dotąd świat pary rodzicielskiej się wali, pojawia się rozczarowanie, poczucie bezradności, braku kontroli nad swoim życiem. Warto wtedy dać sobie czas do namysłu, zastanowić się, co jest tak naprawdę ważne?

 

Emocje

 

Perfekcjonizm jest złudzeniem, że WSZYSTKO da się zrobić na 100% i wyjdzie według założonego przez nas planu. Emocje rządzą relacjami oraz naszymi reakcjami, niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy uchodzić za racjonalne istoty, mające wszystko pod kontrolą. Ta prawda bywa trudna do przyjęcia: nie możemy mieć pełnego wpływu zawsze i na wszystko. W realnym świecie to nie działa, tym bardziej w świecie naszych relacji. Jesteśmy odpowiedzialni jedynie za nasze uczucia, a nie reakcje i uczucia innych osób. Bardzo często rodzice widzą problem w dziecku, bo nie jest takie, jak sobie założyli, przez co – ich zdaniem – relacja z nim staje się uboższa. Obarczają je winą za własne emocje. Pojawia się lęk przed uczuciami, których doświadczają –  łatwiej jest im umieszczać ten lęk na zewnątrz, dlatego np. stają się nadopiekuńczy i wszędzie dostrzegają zagrożenie. Trzymają dzieci w „złotych klatkach”, ograniczając ich rozwój. Czasem reagują odwrotnie: pozwalają swoim pociechom na wszystko i nie potrafią powiedzieć „NIE”. Tak jakby słowo „NIE” mogło zniszczyć ich potomka…

 

Mali badacze

 

Dzieci mają naturę badaczy. Od najwcześniejszych momentów swojego życia sprawdzają, co mogą, a czego nie. Rodzice, którzy o tym zapominają, sami skazują się na bezsilność i frustrację. Czasami dzieje się tak dlatego, że zostali wychowani w bardzo autorytarny sposób, gdzie nie było miejsca na ich naturalną ekspresję i badanie świata, dlatego starają się rekompensować własne deficyty. Popadają w skrajność, mając fałszywą nadzieję, że tym razem nie powtórzy się ich dramat i ich dziecko dostanie wszystko, co najlepsze.

 

Kiedy sięgnąć po pomoc?

 

Kiedy warto poszukać pomocy i jakiej? Na rynku są różne wartościowe kursy, które zwracają uwagę przyszłych bądź obecnych rodziców na znaczenie relacji z dziećmi. Warto z nich skorzystać, kiedy czujemy, że brakuje nam umiejętności w obszarze komunikacji (skuteczne porozumiewanie się jest podstawą dobrych relacji nie tylko z dziećmi). Czasami jednak szkolenie czy kurs nie wystarczą. Przede wszystkim warto przyjrzeć się i zadać sobie pytanie: czemu moje relacje z dzieckiem, partnerem/partnerką są takie trudne? Jakie uczucia i przekonania w nich dominują? Matematyka zaczyna się od 1, nie od 2, czyli jeśli można coś zmienić, trzeba zacząć od siebie, bo największy wpływ mamy na siebie, nie na innych. Pomocna może być też konsultacja u specjalisty:  psychologa lub psychoterapeuty. Warto się zastanowić nad własną psychoterapią, która jest drogą do lepszego rozumienia siebie i widzenia rzeczy takimi, jakie są, a nie jakimi chcielibyśmy je widzieć.

 

Rodzicielstwo jest punktem zwrotnym w życiu każdej kobiety i każdego mężczyzny, może otworzyć drzwi do  kolejnego etapu ich rozwoju, wzbogacić ich życie. Nie oznacza to, że zawsze będzie miło i przyjemnie, tak jak w reklamie ciasteczek. Rodzicielstwo może stać się przygodą – od nas samych zależy, jaki będzie miało charakter.

 

Justyna Szczygłowska jest psychologiem, pracuje w Klinice Chirurgii Dzieci i Młodzieży Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, gdzie zajmuje się małymi pacjentami leczonymi operacyjnie oraz prowadzi badania z obszaru psychologii zdrowia. Prowadzi również praktykę prywatną, pracuje indywidualnie z osobami dorosłymi i dziećmi (http://www.justynaszczyglowska.pl/).

Reklama